piątek, 8 listopada 2013

II Rozdział 45 "Co się dziwisz. BoyBelieber"

Z dedykacją specjalnie dla Marty i Patrycji! Dziękuję i... no KOCHAM WAS DZIEWCZYNY! 
__________________________________________________________
-Jakiej? - odwróciłam się i... zgadnijcie co zobaczyłam. - Co ty...? No nie mów. - parsknęłam śmiechem a później przypomniałam sobie, że Jacob śpi i przyłożyłam dłoń do buzi, żeby się nie zaśmiać. - żartujesz?
-Wyglądam na takiego, który żartuje? - uniósł brew do góry.
-Chyba nie – opuściłam ręce a on złapał za prawdą dłoń.
-Victorio Beadles, czy uczyniłabyś ten zaszczyt i zechciałabyś zostać moją żoną?
-Justin ja... ja... - zaczęłam się jąkać.
-Wiem jesteśmy młodzi. Nie musimy od razu brać ślubu. Chciałbym Ci przez to pokazać, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i Kocham Cię najbardziej na świecie. Pomijając Jake'a. - uśmiechnął się co ja odwzajemniłam.


-Nie musimy się teraz pobierać, tak? - przytaknął głową. - Weźmiemy ślub wtedy kiedy będziemy gotowi? - ponownie pokiwał głową na „tak”. - W takim razie, zgoda. Z miłą chęcią. - uśmiechnęłam się do niego.
-Kocham Cię. - wypowiedział te słowa, po tym jak założył mi na palec ten pierścionek. I mnie pocałował.
-Ja Ciebie bardziej. - odpowiedziałam zadziornie.
-Ja bardziej.
-Ja.
-Ja.
-Jeśli tak to udowodnij to. Wykrzycz to całemu światu. - powiedziałam.
-Kocham Cię. - szepnął mi do ucha.
-Dlaczego szepczesz do mnie? - spytałam zdziwiona.
-Bo jesteś całym moim światem. - odpowiada.
-Oooo jak słodko. - usłyszeliśmy głos Gaby gdy chciał mnie pocałować. Spojrzeliśmy się w tamtą stronę. Gaby stała oparta o futrynę z Mel na biodrze.
-Cześć – odpowiedziałam i podeszłam do niej. Pokazałam jej rękę z pierścionkiem a ona zaczęła piszczeć jak nastolatka a Melanie zaczęła płakać. - Patrz co żeś narobiła. 
-Dziecko przestraszyła. - zaśmiał się Justin a ona spiorunowała go wzrokiem. Od razu spoważniał.
-Dobra, chodź tu – wyciągnęłam do małej ręce i wzięłam ją. Mała od razu się we mnie wtuliła. Była taka słodka, że o jeju.
Dni mijały bardzo szybko. Małe szkraby rosły jak na drożdżach. Mijały kolejne tygodnie a pomiędzy mną a Bieberem było coraz lepiej. Problem jest w tym, że do czasu no ale teraz nie o tym.
| Justin |
Siedziałem właśnie w sypialni mojej i Tori. Siedziałem na TT i Fb. Szczerze? Było dużo, a mówiąc, dużo mam na myśli baaaaaardzo dużo wiadomości, tweetów itp. typu „wracaj do zdrowia Justin! Kocham Cię! #ComeToBrasil”, ale jedna wiadomość przykuła moją uwagę.
„Wiem, ze dużo przeszedłeś w życiu. Droga do kariery była trudna ale udało Ci się. A teraz ten wypadek... Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz i wszystko będzie w porządku. Mam tylko jedną prośbę...
Każdego człowieka spotykamy w konkretnym celu.
Ktoś będzie dla Ciebie impulsem do pracy nad sobą.
Ktoś będzie próbą generalna przed najważniejszym...
a ktoś będzie właśnie tym najważniejszym...
Najważniejsze jest to, by nigdy ich nie pomylić.
Wiesz do czego zmierzam? Pewnie nie, więc tak... Ciesz się z tego co masz. @victoriabeadles Cię kocha, macie wspaniałego synka :) Pamiętaj o tym i nie skrzywdź ich. Kochasz ich i nie pozwól by coś im się stało. <3 #PolishandItalianBeliebersLoveYou #ComeBackToPoland #ComeToItaly #WeProudOfYou <3”
Coś w tym jest... Zastanawiałem się nad treścią tej wiadomości... Od razu nacisnąłem RT tej dziewczyny. Wszedłem w jej profil. @_Muffi_ (Patrycja, nie obrazisz się, że Twoja nazwa, hm? Nie wiem czy Cię to jakoś ucieszyło czy może jakoś obraziło, przepraszam) hmm... follownąłem ją i wylogowałem się z TT. Posiedziałem jeszcze na necie.
-Justin! Musisz coś zobaczyć. - do pokoju wleciała Vicy, usiadła obok mnie i zabrała mi laptopa. Włączyła YT i wpisała „Justin Bieber – Hold Tight...” i coś jeszcze dopisała ale nie wiedziałem co.
-Przecież to moja piosenka...
-Zamknij się na chwilę i posłuchaj – włączyła to. Wsłuchałem się. - Ładny ma głos, nie? - spytała gdy piosenka się skończyła.
-Fakt. Skąd ty żeś go wytrzasnęła?
-Twitter i YouTube najbardziej. Chcesz jeszcze posłuchać? Może Mashup All Around The World i Beauty and A Beat. - mruczała pod nosem.
-Serio? Moje piosenki?
-Co się dziwisz. BoyBelieber – wzruszyła ramionami. - Jak chcesz możesz posłuchać coveru JessieJ albo Drake'a. No chyba, że chcesz posłuchać jego piosenek.
-Jego piosenek? - spytałem.
-No tak. Paczaj. - włączyła Heartbreaker – albo raczej słuchaj.
Chłopak ma naprawdę dobry głos! A po tym jak Tori włączyła ESTD, niejeden doświadczony piosenkarz pozazdrościłby mu takiego głosu!
-Ile on ma lat? - spytałem.
-14 – odpowiedziała z szerokim uśmiechem na ustach.
-Co?! - prawie zakrztusiłem się swoją śliną.
-No co taki zdziwiony? Ty też byłeś „mały” jak zaczynałeś. On dopiero zaczyna a jest bardziej rozpowszechniony po świecie niż ty, kiedy zaczynałeś. Nawet Polki do niego piszą wyobraź sobie – wytknęła mi język.
-Wyobraź sobie, że ja mam maaasę Beliebers w Polsce – zrobiłem to samo.
-Ale wtedy kto wie? Trzeba było wcześniej do nich pojechać. - powiedziała.
-No wieem. One są zajebiste. Pamiętasz tą akcję z serduszkami? - uśmiechnąłem się samo wspomnienie tamtego koncertu. I tego momentu.
-Taak to było coś. - uśmiechnęliśmy się.
-A gdzie Jacob? - zmieniłem temat.
-Emm chyba w salonie. W każdym bądź razie z wujkiem (czyt. Chrisem).
-To chodźmy do niego. - powiedziałem i wstałem.
-A zrobisz coś, żeby Justin się rozwinął? - spytała.
-Dlaczego?
-Wiesz jak to było zaczynać od YT. Wiesz jak to jest. Pomóż dzieciakowi. - podeszła na kolanach na brzeg usta, położyła swoje dłonie na mojej klatce i delikatnie musnęła moje wargi. - Ploose – powiedziała głosem małego dziecka.
-Pogadam ze Scooterem – powiedziałem.
-Dzięki. - cmoknęła mnie ale tym razem w policzek.
-Dla Ciebie wszystko słońce – pocałowałem ją w głowę. - Idziemy?
-Ale mi się nie chce. - jęknęła. - Chcę odpocząć. Nie chce mi się schodzić po tych schodach... - mruknęła. A ja się zaśmiałem.
-I ty myślisz, że ja Cię zniosę? -spytałem przez śmiech.
-Nie, dobra zejdę sama. - powiedziała i postawiła jedną nogę na podłogę. Wtedy ja położyłem rękę pod pachę a drugą podciąłem jej nogę i złapałem. Teraz leżała na moich rękę, jak to mówią „ na pannę młodą”.
-Głupku! Puść mnie! Ważę tonę! Nie jestem taka leciutka jak przed ciążą! - krzyknęła.
-Co ty pleciesz? - spojrzałem na nią. - Ważysz tyle samo albo to ja tyle przypakowałem. - zaśmiała się.
-Twoja samoocena mnie powala. - śmiała się.
-Dzięki. - sam się zaśmiałem.
-Dobra, chodźmy już, bo...
-Spróbujesz powiedzieć, że jesteś gruba to nie ręczę za siebie. - powiedziałem poważnie. Kurwa, albo mi się zdaje, albo ona schudła jeszcze bardziej, niż przedtem.
-Dobra, dobra. - mruknęła i położyła głowę na moim lewym obojczyku. Zeszliśmy na dół a Chris się z nas zaśmiał.
-Już trenujesz? - spytał przez śmiech.
-No raczej. - Victoria się zaśmiała. Spojrzałem na nią. Miała taki słodki śmiech. Nie wiem jak mogłem myśleć, że ona nie jest moją dziewczyną! No jak ja się pytam? - Nie chcę, żebym walnęła głową o futrynę.- tym razem i my do niej dołączyliśmy.
-Wiecie co? - spytałem.
-Co? - odpowiedzieli chórem. Siedzieliśmy w salonie i bawiliśmy się z Mel i Jake'iem.
-Idziemy do kina?
-Tak. Dobry pomysł. Tylko z kim zostawimy dzieci? - spytała Gaby.
-Ostatnio Sandi skarżyła się, że za mało czasu spędza z wnukami. - zaśmiał się Chris.
-To zadzwonię.- Tori oddała mi Jacoba i poszła zadzwonić do kuchni.
-Cześć szkrabie. - uśmiechnąłem się do niego co on odwzajemnił. Pogadał ze mną w swoim języku. Oczywiste jest to, że nic nie rozumiałem ale się śmiałem.
-I co? - spytała Gaby kiedy Vicy wróciła.
-Straaasznie się ucieszyła. - zaśmiała się.
-To idziemy? - spytałem i podniosłem się z małym na rękach. Powoli usypiał.
-Tak. Daj ja go zaniosę. - powiedziała i wyciągała po Niego ręce.
-Dobra. Ty idź się szykuj a ja go uśpię. - odpowiedziałem z uśmiechem.
-Na pewno? - spytała. Nie byłą dość pewna.
-No weź. Myślisz, że nie umiem się zaopiekować naszym synem? - spytałem i uniosłem brew do góry.
-Ty to powiedziałeś. - wytknęła mi język. Uśmiechnąłem się.
-To ja idę. - powiedziałem i ruszyłem w stronę schodów.

| Victoria |

-To ja idę. - powiedział i ruszył w stronę schodów.
-Otworzę! - krzyknęłam, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. - Cześć mamo, cześć Pattie. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Cześć Tori – powiedziały równocześnie i się zaśmiały a ja dołączyłam do nich.
-Wejdźcie. - przesunęłam się w drzwiach, żeby przeszły.
-Gdzie moje wnuki? - spytała Sandi.
-Melanie w salonie razem z rodzicami a Jacob usnął, więc Justin zaniósł go położyć. - uśmiechnęłam się. - Kawy, herbaty?
-Herbaty. Nie boisz się ? - spytała Pattie.
-Czego? Mamo? - spytałam.
-Kawę, poproszę. - uśmiechnęła się.
-Mój syn jest młody i nieodpowiedzialny. - zaśmiała się.
-Oj uwierz mi, że ostatnio się zmienił. Stał się odpowiedzialniejszy i wydoroślał. Nie ma już tych „nastu” lat. - odpowiedziałam.
-Ty masz i jesteś bardzo odpowiedzialna.
-Ja to co innego. Praktycznie wychowałam się w domu dziecka więc musiałam, szybko dojrzeć.
-I tak dziewczyny są lepsze od chłopaków. Szybciej dorastają. - powiedziała mama i wzięła łyk kawy z kubka, który przed chwilą postawiłam na stół w kuchni.
-Po czy to wnioskujesz? - zapytała mama Biebera i spojrzała na nią.
-Caitlin i Christian. Rok różnicy to niedużo. - wzruszyła ramionami.
-No niby racja. - na tym zakończyłyśmy swoją rozmowę na temat tego, kto szybciej dorasta: dziewczyna czy chłopak. Wyszło na nas.
Godzinkę później wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego BMW. Kłóciłam się z Jussem o to kto prowadzi ale z nim nie da się wygrać. Wyszło na to, ze jednak on prowadzi. Wsiadłam do samochodu ubrana w jasne rurki, krótką,koronkową, jasną bluzkę i z telefonem w ręku. Nie wiem jak reszcie ale mi jest ciepło, mimo że to już prawie koniec sierpnia. Gaby mówiła mi, ze chciałaby mieć taką figurę jak ja. Niech pomyśli ile ja musiałam się męczyć, żeby uzyskać ten efekt. Ale i tak jestem zadowolona. Wiadomo, kobiety po ciąży nie zawsze mają niezłą figurę. A ja? Jak dla mnie jest super, na moim brzuchu widać kilka małych rozstępów, ale tylko pod odpowiednim oświetleniem.
Do najbliższego kina dojechaliśmy w pół godziny. Gdyby nie było korków, jazdą JB dojechalibyśmy tam w 15 minut.
W środku Justin z Chrisem zamówili dwa duże pudełka popcorn'u i cztery cole.
Wybrali jakąś komedię, wiem tylko, że była baardzo śmieszna. Jakiś gościu coś tam coś tam i jakaś baba coś tam coś tam. Była tak głupia, że aż śmieszna. Powaga. 
__________________________________________________________
hejo! Dziękuję za komentarze! Jesteście W.I.E.L.K.I.E! <3 
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba :) Jest już na drugi dzień więc jak dla mnie to taki o :/ 
Ale ocenę pozostawiam wam! :* 
Patrycja, nie gniewasz się, że użyłam Twojej nazwy? ;o 
Jeśli tak, to PRZEPRASZAM! <3
Dużo linków i w miarę obrazków:3 Nie wiem czy się takie cuś podoba xd 
Dziękuję i proszę o dużo komentarzy, bo to naprawdę dodaje weny <3 i od razu radośniej na duchu <3 mówię wam ;) 
Ps. Byłyście na koncercie? *.* bo ja nie :'( 
Love ya! :*** <3

czwartek, 7 listopada 2013

II Rozdział 44 "Co? Co ty pleciesz?"

Odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha. Jake bawił się moimi włosami.
-Halo? - odezwałam się pierwsza.
-Cześć Skarbie. - po drugiej stronie usłyszałam głos... Conora!
-Matko, nie wierzę! Conor, to ty? - powiedziałam podniesionym głosem.
-Cześć Vicy. - zaśmiał się do słuchawki.
-Skąd ty...? - zaczęłam ale mi przerwał.
-Gadałem z Julią. - wytłumaczył.
-Aaaaa spoko. - zaśmiałam się. - co tam u Ciebie i Kasi? - uśmiechnęłam się.
-Jest dobrze. Kasia jest w Polsce a ja w Stratford.
-Żartujesz?! - pisnęłam i Jake zaczął się wiercić.
-Nie. Przyleciałem w sprawie interesów.
-Super! Słuchaj Con, ja muszę kończyć. Na ile zostajesz?
-Właściwie to już pojutrze wylatuję.
-Spotkamy się jutro? - spytałam i poprawiłam synka na rękach.
-No pewnie!
-Dobra, to jesteśmy umówieni na jutro. Pa – powiedziałam.
-Pa – pożegnał się i rozłączył.
Włożyłam Iphone'a do torebki i zeszliśmy na dół. Położyłam ją na stoliku w przed pokoju i weszłam do kuchni.
-Hej – po dziesięciu minutach weszła Pattie.
-Cześć. - dałam jej całusa w policzek na przywitanie. - Co tu robisz tak wcześnie?
-Muszę Ci coś powiedzieć... - zaczęła.
-Hmm? - spytałam i usiadłam na krześle, sadzając Jacoba na kolanach.
-Powiedziałam mu.
-Ale co i komu?
-Justinowi o... o Jacobie – odpowiedziała i spuściła głowę.
-Co on na to? - spytałam i pogłaskałam małego po główce na co on się uśmiechnął.
-Zadawał pytania... różne. Mówił, że nie pamięta sobie Ciebie ani tego, że mielibyście dziecko.
-Przecież wtedy nic nie było wiadomo. - odparłam.
-Właśnie wiem. Mimo wszystko chce go zobaczyć. - uśmiechnęła się.
-Tsa. No nie wiem.
-Victoria... pomyśl. A może jeśli zobaczy Ciebie i Jacoba to sobie coś przypomni? Nie możemy mieć pewności. Może tak, może nie. Nie wiem, ale jeśli nie spróbujemy to możemy później żałować.
-W sumie masz rację. Pójdę dzisiaj do niego. - postanowiłam.
-Ymm... jeszcze nie wiesz jednego...
-Co znowu? - jęknęłam, wstałam i wzięłam chłopczyka tak, że siedział mi na biodrze( wiecie o co mi chodzi?)
-Justin dzisiaj wychodzi.
-Jak to?
-Wypisał się na własne życzenie. Powiedział, że czuje się już dobrze i jeśli wróci do domu to sobie wszystko przypomni.
-Hmm ciekawe. - powiedziałam.
-Dobra, ja już mykam. Wpadniesz? - spytała.
-Pewnie tak. Pattie? Jest sprawa.
-Jaka?- zakładała buty.
-Umówiłam się jutro z kolegą, z którym nie widziałam się ponad dwa lata. Zaopiekowałabyś się Jacobem przez jakąś godzinkę albo dwie.?
-Kobieto, ty się jeszcze pytasz – pokręciła głową z aprobatą. - No pewnie – uśmiechnęła się.
-Dzięki. - odwzajemniłam gest.
-Ja lecę pa. - pożegnała nas całuskiem w policzki.
Do godziny 15 przesiedzieliśmy w salonie lub w kuchni. Razem z Gaby, Chrisem, Caitlin i dzieciakami. Śmialiśmy się, żartowaliśmy i gadaliśmy, to pierwsze najbardziej z min dzieciaków i to ostatnie o tym co się dzieje u reszty paczki i u chłopaków z 1D. Szczerze, to przez te 7 miesięcy dzwonili i pisali dość często, by dowiedzieć się co jest u Justina. Przeważnie odpowiadaliśmy, że bez zmian. Najbardziej przejął się tym jednak Niall, który bądź, nie bądź jest BoyBelieberem. A co u nich hmm... Zayn i Perrie nadal są razem i cały czas nie mogą dogadać się co w związku ze ślubem, Niall i Harry nadal są singlami, pomijając kilku tygodniowe związki Hazzy, Louis oświadczył się Eleanor a Liam, cóż 5 miesięcy temu zerwał z Sophie i no... jakby to powiedzieć... przez bodajże te 5 miesięcy z powrotem próbował odzyskać Dani. Ona jednak nie była pewna co do jego uczuć, ale gdy zaczął jej przysyłać codziennie jej ulubione kwiaty i wysyłać liściki miłosne (kurcze, jak za dawnych czasów!) wybaczyła mu i na nowo próbują zbudować swój związek. Wiadomo, nie będzie tak jak kiedyś ale zawsze może być lepiej. (od autorki: chciałabym, żeby tak było na prawdę!)
Czyli tak, koło 3pm zaczęłam się zbierać by pójść do domu Bieberów. Justin przyjeżdża o 16 a ja postanowiłam pójść wcześniej. Nie wiem dlaczego, po prostu tego potrzebowałam.
Założyłam Jake'owi bluzę, bo zrobiło się chłodno.
Wzięłam głęboki wdech i zadzwoniłam do drzwi poprawiając sobie synka na rękach.
Drzwi otworzyła mi Jazzy. Uśmiechnęłam się na sam widok jej radosnej buźki. Przywitałam się z nią a ona ze mną i bratankiem( trochę to głupio brzmi, 6-letnia dziewczynka ciocią no i 4-letni chłopczyk wujkiem, ale okeeey). Przywitałam się ze wszystkimi, którzy byli w domu, czyli, Jaxo, Erin i Sandi. Pattie i Jeremy pojechali po JB.
Przeprosiłam wszystkich i poszłam do jego pokoju. Jacob usnął
więc położyłam go na łóżku i poobkładałam go poduszkami ze wszystkich stron żeby nie spadł. I tak będę tu cały czas ale ostrożności nigdy dosyć. Usiadłam na krawędzi łóżka i spojrzałam w kierunku szafki nocnej. Stało tam zdjęcie. Moje i jego.

Uśmiechnęłam się jak przypomniałam sobie tamten dzień. To był bodajże dzień przed wyjazdem Justina w trasę. Wyjęłam je z ramki i odwróciłam na drugą stronę.
-„Dla Ciebie Kocie :* Kocham Cię! Na zawsze, Twoja Victoria <3 – przeczytałam na głos z kimś. Ostatnie cztery słowa. Automatycznie wstałam i odwróciłam się. Stał tam we własnej osobie. Justin. Mój Justin.

-Cześć. - odezwał się pierwszy, po kilku minutowej ciszy.
-Hej. Stylu nie straciłeś. Nic a nic. - zachichotałam.
-Brakowało mi tego. - odpowiedział i uśmiechnął się.
-Czego? -spytałam i spoważniałam.
-Twojego śmiechu, uśmiechu. - odpowiedział uśmiechając się. Mi też brakowało tego. Jego uśmiechu, jego oczu, jego całego. Ale zaraz.
-Co? Co ty pleciesz? Przecież ty nic nie pamiętasz. - zauważyłam.
-Pattie pewnie już Ci mówiła. Więc zacznę od tego, że powiedziała mi przedwczoraj o Jacobie – spojrzał na śpiącego chłopczyka i jego uśmiech automatycznie się powiększył. - W nocy przyśniłaś mi się ty. Właściwie, najważniejsze sceny. Jak się poznaliśmy – zaśmiał się a ja dołączyłam do niego przypominając sobie tą scenę, jak pomylił mnie z Gomez. - później spotkania zresztą, pierwsza noc u Ciebie w domu, trasa, Paryż, tamta noc, i sylwester. - dodał ciszej. - a najbardziej ranek. - spojrzał na mnie i podszedł. Nie pewnie. Teraz staliśmy niecały metr od siebie.
-Przypomniałeś sobie – szepnęłam i w moich oczach pojawiły się łzy.
-Tak. Tylko proszę Cię nie płacz. Nie przeze mnie. - przysunął się i podniósł mój podbródek tak, żebym na niego patrzyła. - Nie płacz, proszę. Nie teraz, nie kiedy przypomniałem sobie o Tobie. Proszę. - położył jedną dłoń na mój policzek i pocałował. Krótko ale zarazem delikatnie i namiętnie. - A co u Gaby? - spytał gdy leżeliśmy na łóżku. Jacoba, zabrała Pattie na dół, gdy się obudził.
-Ją też sobie przypomniałeś ? - zapytałam.
-Niee. - posmutniał.
-Ale mnie sobie przypomniałeś. - powiedziałam trochę zawiedziona.
-Nie wiem dlaczego tak jest ale się cieszę. - pocałował mnie w głowę. - Nie mam pojęcia jak mogłem Cię zapomnieć. I pomyśleć, że mówiłem, że Gomez to moja dziewczyna. - na jego twarzy pojawił się grymas.
-Wiesz co? Powinnam się za to na Ciebie obrazić. - powiedziałam z poważną miną a na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie.
-Co... ?
-Foch Forever za to, że mówiłeś, że Selena to Twoja dziewczyna. - odwróciłam się do niego tyłkiem. Po chwili poczułam na swojej szyi jego pocałunki. Nie zareagowałam.
-Tori... - szepnął a po moim ciele przeszły ciarki. Odwrócił mnie i pocałował długo. Położyłam swoje dłonie na jego kark i przyciągnęłam go d siebie. Brakowało mi tego, brakowało jak cholera.
-Fuuu – usłyszeliśmy głosy Jaxona i Jazzy. Odsunęliśmy się od siebie i zaśmialiśmy się.
-Chodźcie tu do mnie. - powiedział Justin i rozchylił ramiona a dzieciaki rzuciły się na niego.
Dzieciaki oczywiście musiały go wymęczyć, w końcu po 7 miesiącach odzyskali brata więc i mu i im się należy.
Jestem mega szczęśliwa. Nawet sobie nie można sobie tego wyobrazić! Teraz tak. Teraz mogę nazwać się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie!
Następne dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Justin powoli sobie wszystko przypomina. Nie to, że coś ale uparł się, że albo ja przeprowadzę się do niego albo on do nas. Ja nie chciałam, bo u nich i tak jest 6 osób więc... on dzisiaj wprowadził się do nas.
Położyłam właśnie Jake'a do łóżeczka, bo zasnął. Jest godzina 1pm i to jest jego pora drzemki. Będzie spał przez góra dwie godziny. A ja mając wolną chwilę położyłam się na łóżko i wzięłam do ręki Upragnione życie Louise Voss. Taka o ta książka
Jednak nie dane było długo nacieszyć mi się ciszą.
-Victoria! - krzyknął Juss.
-Ciii – upomniałam go i podeszłam do łóżeczka. Jacob na szczęście sienie obudził, przekręcił się tylko na brzuch.
-Przepraszam. - podszedł do mnie i przytulił od tyłu. Swoje ręce położyłam na jego, czyli na mój brzuch.
-Co chciałeś? - spytałam i patrzyłam jak małemu równomiernie unosi się klatka piersiowa.
-Przypomniałem sobie wszystko rozumiesz?! - krzyknął szeptem o ile to możliwe. Był podekscytowany.
-To super. - uśmiechnęłam się.
-Wiesz co nie mogę sobie przypomnieć jednej rzeczy. - powiedział i nie oderwał się ode mnie. Przez kawałek się nie odzywał.
-Jakiej? - odwróciłam się i... zgadnijcie co/kogo zobaczyłam...
____________________________________________________
Heeej :*
Jejka jakie krótkie o.O Ale myślę, że zadowoli was treść ;) 
Nie mogłam was dłużej męczyć tym, że Justin stracił pamięć ;;__;; nie mogłam <3
I jak się podoba? Fajne? bo mnie tak ło xd
co albo kogo zobaczyła Victoria? Wypowiadajcie się w komach :)
A co do komów...
Dziękuję wam za te słowa! Już dawno na moim blogu nie było tyle komentarzy ! <3
Swoja drogą nwm czy wgl były o.O ale ok.
Dziękuję! <3
Love ya! <3

wtorek, 5 listopada 2013

II Rozdział 43 "No właśnie. To co? "


Samochód. Pisk opon. Strach. Śmierć?
-Nieeeeeeeeeee! - Victoria pisnęła i złapała się za głowę.
-Co jest? - spytała Pattie i wszyscy się odwrócili. - Tylko nie Justin. Tylko nie mój synek. Powiedzcie, że to nie mój syn! - krzyknęła i obie najważniejsze kobiety w życiu Justina podbiegły do niego. Chłopak ledwo oddychał.
-Kocham Was. - tutaj, teraz to były ostatnie słowa chłopaka. Stracił przytomność.
-Zadzwońcie po pomoc! Zróbcie coś! To nie może być prawdą! On musi, żyć! - Tori była naprawdę przerażona, faktem, że może stracić najważniejszą osobę w jej życiu.
Przed dom zlecieli się wszyscy, domownicy, sąsiedzi, chwilę później przyjechało pogotowie i policja zawiadomiona przez, bodajże Jeremy'ego.
To wszystko działo się tak szybko. Do szpitala z Justinem pojechała jego mama i dziewczyna. Reszta ruszyła samochodami.
Przy całym zdarzeniu nie mogło, oczywiście zabraknąć paparazzi. Jednak nikt nie zwracał na nich uwagi. Wszyscy czuli, przede wszystkim strach.
W szpitalu, Justinem od razu zajęli się najlepsi chirurdzy, którzy zostali wezwani.
Piosenkarz od razu został zabrany na salę operacyjną.
| Gaby |
Wszyscy wbiegliśmy do szpitala jak poparzeni. Rozjarzałam się i podleciałam do recepcji.
-Przepraszam, przed chwilą został przywieziony mój kolega. - powiedziałam na jednym tchu
-Justin Bieber? - odpowiedziała recepcjonistka spokojnym głosem. Miała około 30 lat
-Tak. Co z nim?
-W tej chwili jest operowany, więcej nic nie wiem.
-A te dwie kobiety, które z nim przyjechały. - Pani Robinson, z tego co wyczytałam z plakietki pokazała ręką w prawo.
Od razu podbiegliśmy do nich i przytuliłam Victorię. To jest nie fair!
-Co z nim? - po trzech godzinach operacja została skończona.
-A państwo to kto? - spytał lekarz.
-Jestem jego dziewczyną. - odpowiedziała Vico.
-A ja mamą. - Pattie podeszła do niej i objęła w pasie.
-Dobrze. Czyli, powiem prosto. Pani syn miał rozciętą czaszkę, połamane kilka żeber, złamana noga i ręka. Jego stan nie jest najlepszy ale jest stabilny.
-A co z tą głową? - spytała Pattie. - Będzie wszystko pamiętał?
-Co do tego nie mamy pewności. Jak na razie jest w śpiączce. Nie wiemy kiedy się wybudzi. Trzeba czekać.
-Co? - powiedziały obie i się rozpłakały.
*** 7 miesięcy później***
| Victoria |
Dzisiaj mija 4 miesiące od narodzin Melanie i 3 miesiące od narodzin Jacob. Spytacie o kogo chodzi. Hmm.. Mel to córeczka Gaby i Christiana a Jake to synek mój i Justina.
Bieber... hmm nie obudził się ale na szczęście jego stan się polepsza z dnia na dzień.
-Cześć – zeszłam do kuchni gdzie siedziała już Gaby z Melanie. - Hej mała – pocałowałam ją w policzek na co ona się zaśmiała.
-Hej. Jak się czuje Jake? - spytała i dała małej łyżeczkę zupki.
-Dobrze. - uśmiechnęłam się. - jest lepiej. - mały trochę chorował.
-To dobrze. A idziesz dzisiaj do Justina? - zadała kolejne pytanie.
-Wypadałoby. Nie byłam u niego od tygodnia. - wykrzywiłam buzie w grymasie i nalałam sobie soku do szklanki.
-Pattie dzwoniła przed chwilą.
-I co?
-Justin poruszył palcami. - uśmiechnęła się.
-Zajmiesz się Jacobem? Proszę. - mówiłam po drodze zakładając buty. Poszła za mną z Mel na rękach.
-Dobra. Ale - zaczęła ale ja jej przerwałam.
-Lecę. Pa. - cmoknęłam je w policzki i wyleciałam z domu.
Zatrzymałam taksówkę i podałam adres. Po 20 minutach byłam w szpitalu, zapłaciłam kierowcy i zaszłam jeszcze do pobliskiej kwiaciarni. Kupiłam jedną, czerwoną różę. Nie wiem dlaczego, ale codziennie mu ją wymieniałam. Po to, żeby czuł się lepiej? Nie mam pojęcia, przecież i tak o tym nie wie.
Weszłam do szpitala, przywitałam się z recepcjonistką i pojechałam windą na 5 piętro, gdzie znajdowała się sala Justina. W korytarzu stała Rosalie, pielęgniarka, która opiekowała się Bieberem.
-Znowu róża? - spytała i zaśmiała się.
-Tak. - odpowiedziałam jej tym samym.
-Dobra. Ale dzisiaj nie za długo. - upomniała mnie.
-Ok. Spróbujemy – puściłam jej oczko i weszłam do sali. - hej skarbie. - podeszłam do łózka, pocałowałam go w usta i zmieniłam różę.
Usiadłam na krześle obok jego łóżka i opowiadałam mu wszystko co się u nas działo. Opowiadałam mu o Melanie, o Jacobie, Gaby, Chrisie, dzieciakach, Pattie ogólnie o wszystkich.
Po dwóch godzinach Justin zaczął delikatnie ruszać palcami i powiekami. Od razu zawołałam lekarza.
-Panie doktorze! Budzi się! - wrzasnęłam i złapałam go za dłoń.
| Justin |
Te powieki są takie ciężkie! Starałem się je otworzyć, kilka razy, ale na darmo. Dopiero po setnym razie udało się, ale zobaczyłem przerażająco jasne światło, więc od razu zamknąłem oczy.
-Panie doktorze! Budzi się! - usłyszałem ten sam głos, którego nie słyszałem od ponad tygodnia. Tylko jedno zasadnicze pytanie... do kogo należał ten głos?
-Justin, słyszysz mnie? - do moich uszu doszedł donośny, spokojny męski głos. Ponownie powoli otworzyłem oczy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
-Gdzie.. gdzie ja jestem? - głos miałem baaardzo zachrypnięty.
-W szpitalu. - odpowiedziała brunetka. Przeniosłem na nią wzrok. - Cześć kochanie. - uśmiechnęła się.
-Gdzie Selena? - szepnąłem, bo nie mogłem głośniej.
-Selena? - spytała i uniosła brew.
-No tak. Moja dziewczyna. - odpowiedziałem i patrzyłem na nią. Czyli tak wygląda osoba, do której należy ten piękny głos. - a ty? Kim jesteś? - zapytałem.
-Ja... pielęgniarką. - odpowiedziała i wymieniła spojrzenia z lekarzem.
-Wody – jęknąłem i dziewczyna od razu podała mi szklankę.
-To ja zadzwonię do Twojej mamy. - powiedziała i wyszła. Ledwo napiłem się wody. Miałem tak jakby gule w gardle.
-Dlaczego tu jestem? - szepnąłem po raz kolejny.
-Miałeś wypadek, przez co miałeś połamanych kilka żeber, nogę i rękę oraz pękniętą czaszkę. - odpowiedział.
-Aha. - odparłem i zastanawiałem się dlaczego u tej dziewczyny, gdy powiedziałem, że Selena to moja dziewczyna, w oczach pojawiły się łzy. To jedno mnie zastanawiało...
-Cześć synku. - do pokoju weszła moja mama.
-Hej. - uśmiechnąłem się. Głos miałem jeszcze troszkę zachrypnięty.
-Jak dobrze, że się obudziłeś. - przytuliła mnie mocno.
-Mamo... byłem w śpiączce, prawda? - przytaknęła głową. - Jak długo?
-7 miesięcy, skarbie, 7 miesięcy. Masz szczęście, że masz taką dziewczynę. Przychodziła tu codziennie, no prawie – zaśmiała się.
-Selena tu była?
-Jaka znowu Selena? - spytała zdziwiona.
-No moja dziewczyna...
-Twoja dziewczyna, mówisz? Wydawało mi się, że jest nią Victoria. - założyła ręce na piersi.
-Co? Przecież, ja jestem z Seleną. - mówiłem swoje.
-Panie doktorze, czy to możliwe, że Justin nie pamięta Victorii? - spytała.
-Tak. Mogła nastąpić zanik pamięci. Nie wiem, ile czasu może to trwać, ale najlepiej by było gdyby na razie odpoczął. - gdy skończył do pokoju ktoś wszedł. Christian, jakaś dziewczyna, która trzymała małą dziewczynkę na rękach.
-Cześć Biebesiak, jak się czujesz?
-Hej Beadles – zaśmiałem się cicho. - w miarę. - odpowiedziałem. - Kto to? - przeniosłem wzrok na dziewczynę.
-To ja Gaby, nie pamiętasz mnie? - spytała a ja zmrużyłem oczy. - Tori też nie poznałeś?
-Kogo? - po raz kolejny tego dnia zadałem pytanie.
-No pięknie. Przepraszam. Pattie? - spytała i pokazała na dziewczynkę.
-Zawsze. - mama uśmiechnęła się i wzięła małą na ręce.
-O co chodzi? - znowu pytanie. Ahh...
| Victoria |

-To ja zadzwonię do Twojej mamy. - powiedziałam i wyszłam.
On mnie nie pamięta! Nie pamięta mnie! Odeszłam kawałek i zsunęłam się po ścianie i najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać! Po raz kolejny... Aż dziw, że mam jeszcze łzy. Ja już nie mam siły!
-Siostra? - usłyszałam głos Chrisa i od razu się podniosłam. - Co jest? - spytał i mnie przytulił.
-Obudził się. - wychlipałam i wtuliłam się w niego bardziej. - Obudził się. - powtórzyłam. Staliśmy tak przez chwilkę.
-Idźcie do niego. - odsunęłam się od brata i uśmiechnęłam się lekko.
-A ty? - spytała Gaby i poprawiła sobie Mel na rękach.
-Posiedzę tutaj. - pokazałam na krzesełka za mną.
-No dobra. - uśmiechnęła się i weszli do sali.
Życie jest nie sprawiedliwe. Nie jest! Kurr...
Usiadłam na krześle i myślałam. Myślałam jak to teraz będzie. Justin się obudził, zajebiście, ale co z tego, jeśli mnie nie pamięta i mówi, że jego dziewczyną jest Gomez? Na dodatek NIE WIEDZIAŁ o ciąży, nie wie o istnieniu Jacoba... Zajebiście, c'nie? (czujecie ten sarkazm?)
-Vici, tak mi przykro – poczułam, że ktoś siada obok mnie. Po głosie rozpoznałam, że to Gabriella. Spojrzałam na nią. Wtuliłam się w nią i ponownie rozpłakałam. - Spokojnie, tylko spokojnie. Będzie dobrze, uwierz mi. Justin odzyska pamięć a jeśli nie to...
-No właśnie. To co? - spytałam pochlipując.
-To i tak znowu się w Tobie zakocha. Jeśli raz już mu się to udało to niby dlaczego nie mogłoby mu się udać ponownie? A poza tym, jego serce tak czy siak jest zajęte całe Tobą. Stracił pamięć, fakt, ale to mózg a serce zostało, takie jakie było. Są w nim wszystkie wspomnienia związane z wami. - cały czas głaskała mnie po głowie.
-Dziękuję. - wtuliłam się w nią ponownie.
-Idziemy? - spytał Chris. Obie podnieśliśmy głowy.
-Gdzie Jacob? - spytałam gdy zaczęłam trzeźwo myśleć. Spojrzałam na niego a potem na nią.
-Spokojnie jest z dziadkiem w kafejce. - odpowiedziała i wzięła Melanie od Christiana.
-Szpitalnej? - spytałam i wszyscy udaliśmy się korytarzem w stronę kafejki.
-Tak. - odpowiedzieli i spojrzeli po sobie.
Z taką czułością, z taką miłością, że aż mnie ciarki przeszły. Jedno słowo, jeden wyraz, który w tamtym momencie przeszedł mi przez głowę. Justin. Taak.
Gdy wzięliśmy Jake od Jeremy'ego od razu udaliśmy się do domu. Uśmiechnęłam się na sam widok śmiejącego się Jake'a. Jest strasznie podobny do Biebsa.
Ahh...
Przez kilka dni nie chodziłam do szpitala. Nie mogłam znieść tego, że on mnie nie poznaje. Poza tym, nie sądzę że chciałby żebym go odwiedzała. W końcu mnie nie pamięta! Mam już tego dość.
Może po prostu wyjadę, usunę się raz na zawsze z jego życia! Może tak by było najlepiej? No ale nie mogę tego zrobić Gaby i Chrisowi, Pattie, dzieciakom... nie. Muszę dać radę. Muszę być silna.
-Pytał się o Ciebie. - do salonu weszła Pattie. Siedziałam z małym w salonie na dywanie a on bawił się zabawkami. Spojrzałam na nią.
-Cześć. - odpowiedziałam.
-Hej.
-Patrz kto przyszedł. - powiedziałam małemu a ten obrócił swoją pulchną główkę do tyłu. Mimo swojego trzymiesięcznego „wieku” jest bardzo mądry. Nie wiem po kim to odziedziczył. Chyba po babciach. Hehe .
-Cześć Jacob. - Patricia wzięła go na kolana. - Pytał się o Ciebie.
-Jak się czuje? - spytałam i wzięłam do rąk miśka Jake'a.
-Jest lepiej, przypomniał sobie już, że zerwał z Seleną. - uśmiechnęłam się leciutko pod nosem.
-Naprawdę?
-Tak. Ale niestety tylko to. - posmutniała i dała buziaka wnukowi.
-Chcesz coś do picia? - uśmiechnęłam się.
-Tylko wody. - odwzajemniła gest. - Cieszysz się, że przypomniał sobie, że nie jest już z Seleną, prawda?
-I to jak. - uśmiechnęłam się szeroko.
Poszłam do kuchni i wlałam wodę do szklanki. Podałam ją mamie Biebera i zaczęłyśmy rozmawiać. O wszystkim i o niczym. Co teraz będzie z trasą Justina i takie tam.
Przegadałyśmy z godzinkę i Chris, Gaby i Mel wrócili od naszych rodziców. Melanie i Jacob bawili się w „kojcu” a my spokojnie rozmawialiśmy.
Około godziny 20 Pattie poszła do siebie i właśnie Caitlin wróciła do domu. Jacob już powoli zasypiał na moich rękach, więc zaniosłam go do pokoju. Położyłam go w łóżeczku i sama poszłam wziąć prysznic. Trochę się uspokoiłam.
JB przypomniał sobie, że n ie jest z Seleną. I o to chodziło. Teraz może być tylko lepiej!
„Dobra, odpukaj, bo jeszcze będzie na odwrót”.
Założyłam bluzkę Jussa, spodnie dresowe, wysuszyłam włosy, spięłam w koka i wróciłam do pokoju. Podeszłam do łóżeczka i przykryłam małego. Uśmiechnął się leciutko i zaczął ssać kciuk.
Po chwili sama się położyłam i usnęłam.
Następnego dnia rano, o 6, obudził mnie płacz Jacoba. Przetarłam oczy i podeszłam do łóżeczka. Wzięłam go na ręce i zaczęłam chodzić po pokoju, kołysząc się, by go uspokoić. Trochę się uspokoił ale tylko trochę. Zeszłam z nim na dół i przyszykowałam mleko. Wzięłam butelkę, wsypałam mleka, zalałam gorącą woda, zakręciłam i zaczęłam mieszać. Najpierw łyżeczką a później potrząsając. Sprawdziłam jeszcze na nadgarstku czy nie za gorące. Było dobre więc dałam Jake'owi. „Pobujałam” nim trochę gdy on jadł. Jak już był pełny, znowu usnął a ja z powrotem mogłam się położyć.
Później spałam do jakiejś 10, ale byłam wyspana. Postanowiłam, że pójdę dzisiaj do Justina. Nie wiem jak to zrobię, ale muszę tam pójść.
Ubrałam się szybko w to i wróciłam do pokoju gdzie Jacob już nie spał. Wzięłam go na ręce, pocałowałam w główkę na co on zachichotał. W tamtym momencie zadzwonił telefon. Odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha. Jake bawił się moimi włosami.
-Halo? - odezwałam się pierwsza.
-Cześć Skarbie. - po drugiej stronie usłyszałam głos... 
______________________________________________________
Heeeeejo niuńki! 
Co tam u was? :D 
eeeej nie za szybko? Jak wam się podoba rozdział? Jaak dla mnie jest meega długi xd ;p
nie wiem jak dla was :D 
Podoba się wgl? mi pół na pół, ale to większe pół ;p (masło maślane xd ) 
Kurcze dziewczyny, dziękuję wam za te komentarze! Jesteście wielkie! 
Patrycja przepraszam :c wiem, że nie chciałaś żeby nic się nie stało no ale... :/ Przepraszam! <3
Kocham was ROBACZKI! ;p <3 :*

sobota, 2 listopada 2013

II Rozdział 42 "Samochód. Pisk opon. Strach. Śmierć?"


Rozdział dedykowany specjalnie dla Patki!!! :*** <3 
Dzięki Ci kochana! <3 Za wszystko :) _______________________________________________________________

Założyłam torbę na ramie, wzięłam swojego Shakea do ręki i się odwróciłam. Zbyt energicznie. Wpadłam na kogoś i niestety, a może stety, zawartość kubka wylądowała na tej osobie. A mianowicie na pannę Gomez.
-Oops. - przyłożyłam sobie rękę do ust, żeby się nie zaśmiać.
Czyś ty oszalała?! Pojebało Cię?! Jak ja teraz wyglądam! - piszczała jak nie wiem.
-Przepraszam? - spytała. - Nie, jednak nie. - skrzyżowałam ręce.
-Co?! - krzyknęła a tu zleciały się wszystkie fanki, fotoreporterzy i dziennikarze.
-Wiesz, co – powiedziałam i podeszłam do niej. - Spierdalaj. - szepnęłam na co ona otworzyła szeroko buzię. - Proszę. - podałam jej chusteczkę. - Papa – przesłałam jej buziaka w powietrzu. Żałujcie, że nie widzicie jej miny! Bezcenna.
Wyszłyśmy z centrum całe rozchichotane. Niektórzy ludzie przechodzili obok nas i patrzyli się jak na wariatki, a niektórzy uśmiechali się. Nie wiem jak wy, ale cieszę się z takiego życia jakie mam. Mam nadzieję, że będzie takie cały czas. No chyba, że lepsze.
Dojechałyśmy do domu a chłopaki czekali na nas przed domem. Byli źli, to było widać. A jak zobaczyli nasze, małe (czujecie ten sarkazm?) zakupy, oczy powychodziły im normalnie z orbit!
Już się boję co będzie w domu... Nie będzie aż tak źle? Hmm...
Chłopaki wzięli połowę naszych torb i poroznosili do pokoi. Byliśmy u nas w domu, więc tylko moje, Gaby i Caitlin. Weszłam do mojego pokoju razem z Justinem. Zanieśliśmy wszystkie torby do garderoby i ja usiadłam na łóżko.
-ughh jak dobrze. - zdjęłam buty i rozmasowałam stopy.
-Za dużo chodzenia, skarbie – cmoknął mnie w policzek i sam zaczął masować mi nogi.
-Dziękuje – pocałowałam go w usta.
-Powiesz mi co ci się wtedy śniło? - spytał.
-Śniło mi się, że lizałeś się z Seleną w łazience. - odpowiedziałam półprzytomna.
-Co? - spytał. Mimo że prawie spała, dało się wyczuć, że coś jest nie tak... Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że AŻ tak nie tak (od autorki: wiem, masło maślane, ale myślę, że wiecie o co mi chodzi).
-Całowałeś się z Seleną...- szepnęłam i usnęłam. 
Odpłynęłam.
Rano obudziło mnie ciche szmeranie. Otworzyłam powieki i zobaczyłam siedzącego przede mną JB, z tacą, na której stałą miseczka z jajecznicą, sok pomarańczowy i flakonik z białą różą.
-To dla mnie? - spytałam i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-A dla kogo? - uniósł brew i uśmiechnął się lekko.
-Ja mam tyle zjeść? Człowieku ty nie widzisz ile ja już przytyłam? - złapałam się za brzuch i jęknęłam patrząc na niego.
-Nie? W ogóle nie przytyłaś, przecież.
-No jak nie jak tak. - zrobiłam smutną minkę.
-Nawet gdybyś troszkę przytyła to nic. Przecież kocham Cię za to jaka jesteś a nie za to jak wyglądasz. - odstawił tacę na szafkę, przysunął się do mnie, cmoknął w usta i oparł swoje czoło o moje. Patrzyłam teraz w jego idealne, czekoladowe tęczówki.
-Koteek, weź mnie tu nie wkręcaj. - zaśmiałam się leciutko.
-Tak jest. I nic tego nie zmieni. - położył swoją dłoń na mój policzek i pocałował.
Ja natomiast zarzuciłam swoje ręce na jego kark. Włożyłam dłoń w jego włosy i przyciągnęłam go do siebie. Po chwili już leżeliśmy. Nasze języki walczyły o dominację.
Kiedy się w końcu odsunęliśmy od siebie, musieliśmy trochę odczekać, żeby nasze oddechy się unormowały.
-Tori, idziemy w poniedziałek do lekarza. - powiedział i uśmiechnął.
-Co ? Po co? - spojrzałam na niego wielkimi oczami, zajadając jajecznicę.
-Po to żeby... - nie dokończył, bo ja wyleciałam z łóżka jak z procy, by w porę dolecieć do łazienki. Jednym słowem, zwymiotowałam. - Właśnie. I ja i dziewczyny zauważyły, że często wymiotujesz... - odgarnął i potrzymał mi włosy. Gdy już „skończyłam” „tą czynność” jeśli można to tak nazwać, usiadłam na klopie i wzięłam kilka głębszych oddechów. Podał mi chusteczkę, wzięłam ją i wytarłam buzię. Tak czy siak miałam ten gorzki posmak w ustach. Wstałam i podeszłam do umywalki, żeby umyć zęby. Justin się nie odzywał. Patrzył na mnie cały czas. Jak przeszliśmy do pokoju spytał.
-Victoria... jesteś w ciąży? - spojrzał na mnie, uśmiechając się szeroko.

-Nie. Raczej nie. Przecież się zabezpieczyliśmy.
-No tak. Ale gumka mogła pęknąć a ty przecież nie brałaś tabletek. - nie zgasił swojego zapału.
-Justin ale...
-Nie. Pójdziemy do lekarza a jutro... jutro zrobisz test. - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Nie, Justin.
-Proszę. - zrobił oczka małego szczeniaczka.
-No dobrze. - cmoknęłam go w usta. Teraz to nie mogłam mu odmówić.
-Justin wypad. - do pokoju wtargnęły moje siostry wraz z mamuśkami( czyt. Sandi i Pattie).
-Ejjj – jęknął a my usiedliśmy.
-Co jej, co jej? Jest już 11 a my musimy się szykować. - powiedziała Caitlin a Gaby, mama i Patricia się zaśmiały.
-DOPIERO 11 – poprawił ją.
-JUŻ 11 – zmrużyła oczy.
-Dobra, skarbie widzimy się wieczorem. - zaśmiałam się. Cmoknął mnie w usta. - papa – pocałował jeszcze raz, tyle, że dłużej.
-Justin – jęknęła.
-No już. - odpowiedział jej i cmoknął mnie jeszcze raz. Śmiałam się z niego. - Kocham Cię. - ostatni raz pocałował mnie w czoło, na co dziewczyny zareagowały jednym, wielkim „ooo”
-Ja Ciebie też, a teraz już leć. - puściłam mu oczko.
-Do wieczora. - przesłał mi jeszcze buziaka w powietrzu i sam się zaśmiał.
-Papa. - pomachałam mu śmiejąc się, z mojego czopka.
-Jaki on słodki! - pisnęła Cait w walnęła się na moje łóżko.
-Wieeeem. - uśmiechnęłam się lekko.
-Kobieto masz szczęście.
-Zauważ, że ty też byłaś jego dziewczyną. - spojrzałam na nią.
-Wiem i żałuję, że to się popsuło. - spuściła wzrok. - Albo wiesz co, nie. Nie żałuję. Przynajmniej dzięki niemu, poznałam moją siostrę i wiem, że jest szczęśliwa. No i może będzie mamusią. - uśmiechnęła się.
-O co to, to nie. Mam nadzieję, że nie jestem w ciąży. Jestem za młoda. - odparłam i podniosłam ręce na wysokość klatki.
-Ale jeśli jednak jesteś, to co zrobisz? - Sandi, Gaby i Pattie obsiadły mnie na łóżku.
-Jeśli jednak jestem, to co innego mam zrobić, jak nie urodzić? No sorry ale morderczynią nie jestem i nie zgotuję niewinnemu dziecku takiego losu, jakie ja przeżyłam. - odparłam a mama spuściła głowę. - Ej, ej, ejj. Przecież to nie Twoja wina. - przytuliłam ją najmocniej jak się dało.
-Dzisiaj sylwester a my tu płaczemy. - Gaby z mamą Biebsa miały łzy w oczach.
-Racja, powinnyśmy się cieszyć a nie użalać. - oznajmiłam i otarłam łzy.
-To co? Szykujemy się? - Caitlin zgrabnie zeskoczyła z łóżka i klasnęła w dłonie, my zaczęłyśmy się z niej śmiać.
Cały dzień praktycznie przesiedziałyśmy w garderobie i łazience. Gadałyśmy, śmiałyśmy się, przebierałyśmy, robiłyśmy mały pokaz mody i wygłupiałyśmy.
Cieszę się, że ich mam. Nie wyobrażam sobie życia bez moich kochanych czopków.
Około godziny 20 byłyśmy gotowe. Ja:
Caitlin i Sandi:
Pattie:

Niestety wyszło tak, że Gaby, Chris, Erin, Jeremy i dzieciaki zostają w domu. Nie bardzo mi to odpowiada ale uparli się, że zostaną w domu. No trudno...
Chłopaki przyjechali po nas, limuzyną. Pożegnałyśmy się z domownikami, którzy nigdzie nie jadą i wsiadłyśmy do limuzyny. Muszę przyznać, że Bieber wyglądał naprawdę sexi. 
Niby nic szczególnego ale jemu pasowało jak ulał.
Po drodze zgarnęłyśmy dziewczyny i chłopaków. Carmen, Amanda, Amber, Julia, Ryan) (wiem, że to zdjęcie już było ale nie mogłam innego znaleźć. Ryan jest tak tylko ubrany!), Carl i Max.
Wyglądali świetnie. Nie powiem. Dojechaliśmy w odpowiednie miejsce godzinę później. Nawet nie wiem gdzie my jedziemy.
Dojechaliśmy na jakąś salę. Gdy weszliśmy do środka, wiało nudą. Serio większość siedziała przy stołach albo podpierali ściany. Tylko nieliczni tańczyli lub po prostu, próbowali tańczyć i rozruszać resztę. Spojrzeliśmy wszyscy na siebie i u każdego na twarzy pojawił się grymas. Podeszliśmy do naszego stolika i usiedliśmy.
No i siedzieliśmy tak chyba ze dwie i pół godziny. Taka katorga, że ja nie wiem!
-Ej mam pomysł. - zaczęła Caitlin.
-Jaki? - spytaliśmy i wszyscy tak jakby się ożywili.
-Wiecie co. Wróćmy do domu. Tu są takie nudy, że ja zaraz usnę a w domu i tak czy siak będzie lepiej i przede wszystkim zabawniej – uśmiechnęła się. Wszyscy jak na zawołanie wstaliśmy i zaczęliśmy się śmiać. Wszyscy się na nas spojrzeli a my po prostu wyszliśmy.
Jechaliśmy tyle samo czasu co wcześniej, czyli jakaś godzina. Wyszliśmy z limuzyny cali roześmiani.
-Justin? - spytałam, bo nie szedł za nami. Odwróciłam się.
Samochód. Pisk opon. Strach. Śmierć?
____________________________________________________
Hej kolejny rozdział! hehe :)
Od razu mówię, że Dziękuję też WSZYSTKIM osobom, które komentują to coś, czego nawet nie można nazwać :/ Kocham was! 
Pod koniec trochę dramaturgii... to nie było przewidziane :/ wyszło, od tak
Wypowiadajcie się w komach! <3 
Love ya! 
Ps. Zostawcie po sobie ślad, proszę! <3