poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 69 „ Love the way you look at me”

Ze specjalną dedykacją dla Veronici! :D 
Uwielbiam Cię, Mośku :D <3 Xx
***
Justin za dwa dni wyjeżdża w dalszą trasę, co oznacza, że ponownie będę musiała zmierzyć się z jego trzy miesięczną nieobecnością. Co prawda, wiedziałam dokładnie w co się pakuję, i zdaje sobie sprawę z tego, co wybrałam. I jestem z tego powodu szczęśliwa. Wkurza mnie jedynie to, że supportem Justina w tej strasie będzie Becky G, Madison Beer i Cody Simpson. Nie jestem pewna co do tej Becky, bo jeszcze ani razu się z nią nie spotkałam. Z Madison gadałam kilka razy i wydawała się być spoko. Z Cody'm też rozmawiałam i raz czy dwa był u Justina, żeby się spotkać, przy okazji ze mną. Nie chciałam im przeszkadzać, dlatego czmychnęłam na górę i zamieniałam z nim tylko kilka słów. Ale jest fajny.
Teraz siedzimy wszyscy przy jednym stole. Ja, Justin, Pattie, Sandi, Will, Jeremy, Erin, Caitlin, Daniel, Gaby i Christian. Jaxo i Jazzy są na górze i śpią w swoim pokoju. Mel i Jake są w starej sypialni Jussa.
Atmosfera przy stole jest napięta. Kobiety przy stole próbują jakoś rozwinąć rozmowę ale marnie im to wychodzi. Justin ciska błyskawicami w oczach w stronę Jeremy'ego. Złapałam go za rękę pod stołem i mocno ścisnęłam. Spojrzał na mnie i jego oczy złagodniały. Uśmiechnęłam się, a kąciki jego ust lekko się uniosły. Uspokoił się, chociaż dalej nie mógł przeboleć tego, że jego tata podniósł rękę na kobietę, w dodatku na swoją żonę i córkę. Rozmawiałam wczoraj z Erin i Jeremy'm. Oboje nie wiedzieli, że chciałam z nimi porozmawiać. Potwierdzili mnie w przekonaniu, że Jeremy uderzył Erin i Jazzy tylko jeden raz. Podobno Jeremy miał problemy w pracy, a potem poszedł z kolegami na piwo. Typowe zachowaniu faceta. Z drugiej strony uwierzyłam im, czemu miałabym tego nie robić? Gadałam o tym rano z Justinem. Trochę się uspokoił, ale i tak dalej jest wściekły. Wcale mu się nie dziwię.
Zerknęłam na Gaby. Puściła mi oczko uśmiechając się szeroko. Była zadowolona z wiadomości, że jeśli będzie chciała mieć kolejne dziecko, po poronieniu, nie będzie zastanawiania się, czy dziecko będzie chore, zdrowe, czy będzie miało jakieś wady. Cieszę się razem z nią.
Po kolacji przenieśliśmy się do salonu, gdzie na stoliku stały przeróżne przystawki, przekąski i dużo szklanek. Spojrzałam na Pattie, która uśmiechała się szeroko. Uniosłam brwi do góry i spojrzałam w stronę drzwi skąd usłyszeliśmy kroki. Uśmiechnęłam się, gdzie na samym przodzie ujrzałam Ryana, Scootera i Alfredo. Za nimi dostrzegłam Khalila, Chrisa Browna z Rihanną, Chaza, Kendall Jenner( a ona skąd tu? ), Amandę, Lil Wayne'a, Becky G i innych. Rozpoznałam tak naprawdę tylko kilka osób. Justin automatycznie puścił moją rękę i pobiegł do chłopaków. Rzucił się na nich, na co w trójkę się zaśmiali. Założyłam ręce na klatce i patrzyłam się na nich. Obok mnie zmaterializowała się Patricia.
-Chciałam, żeby przed wyjazdem w trasę, poczuł się szczęśliwy. No wiesz, ostatnio za bardzo nie był. - uśmiechnęła się a ja przytaknęłam głową. Pocałowała mnie we włosy i poszła w swoją stronę.
To była impreza pożegnalna, przed drugą częścią trasy. Tak ją przynajmniej nazwał Ryan Good. Uwielbiam go. Ma super poczucie humoru, chyba jako jeden z nielicznych potrafi rozśmieszyć Justina. I za to go uwielbiam. Co do reszty, hmm... Bieber przedstawił mnie kilku osobom, w tym Rihannie, Kendall ( nie jest taka zła jak myślałam), Kylie, Ludacris'a, Meajor Ali'ego i dużo innych osób.
Po godzinie gdzieś straciłam z oczu Justina i Jeremy'ego, więc poszłam ich poszukać. Wolałam nie ryzykować. Na górze ich nie było. Wyszłam na taras w pokoju gościnnym, który wychodził na ogród. Po drugiej stronie zobaczyłam Justina i jego tatę. Rozmawiali o czymś, bez krzyków. To co po chwili zobaczyłam, spowodowało na mojej twarzy uśmiech. Pogodzili się i przytulili jak ojciec z synem. Jeremy poklepał go po plecach i wrócił do środka. Justin stał jeszcze chwilę i podniósł wzrok prosto na mnie, jakby wiedział, że tam stoję. Uśmiechnął się nieśmiało. Mogłabym się rozpłynąć. Cieszył się, tata jednak był mu bliski. Patrzyłam się na niego opierając się o barierkę balkonu. Na jego ustach pojawił się łobuzerski uśmiech i spojrzał w moją lewą stronę. Podążyłam za jego wzrokiem i zobaczyłam pnącza. Wybuchłam śmiechem, bo domyśliłam się o co mu chodzi. Pokręciłam głową i wpatrywałam się w niego z rozbawieniem, jak wchodził na górę. Wskoczył na balkon i stanął po drugiej stronie.
-I co pan powie, panie Bieber? - uniosłam brew do góry wciąż uśmiechając się od ucha do ucha.
-Nic dziś nie popsuje mi humoru, pani Bieber. - odpowiedział.
-Bardzo się cieszę z tego powodu. - zrobiłam trzy kroki w jego stronę, zawadiackim krokiem. - Dobrze się pan bawił? - zrobiłam następny krok.
-Bardzo dobrze. - przełknął ślinę, a ja zrobiłam kolejny krok.
-Wie pan, że już jutro pan wyjeżdża? - kolejny krok.
-Wiem.
-Aż na trzy, okrągłe miesiące. - spojrzałam mu w oczy.
-Wiem. - ich wyraz powoli się zmieniał.
-Nie będziesz nas wiedzieć. Ani mnie, ani Jacoba.
-Wiem. - przełknął ślinę.
-Ale będziemy do siebie dzwonić. - kolejny krok. Stałam dosłownie przed nim. Musiałam podnieść głowę do góry, żeby patrzeć mu w oczy. - I pisać maile. - przytaknął głową. - Obiecujesz?
-Obiecuję. - założył kosmyk moich niesfornych włosów za ucho i przyłożył dłoń do mojego policzka. Przekręciłam głowę w prawą stronę, wtulając się w jego dużą dłoń. - Jesteś taka piękna w świetle księżyca. - powstrzymałam śmiech.
-Jaki z Ciebie romantyk. - patrzyłam mu w oczy i oboje się zaśmialiśmy. Po chwili spoważniałam, przypominając sobie coś.
-Co się stało? - zapytał.
-Obiecaj mi coś jeszcze. - patrzyłam mu prosto w oczy.
-Wszystko.
-Wszystko?
-Wszystko. - potwierdził jeszcze raz.
-Obiecaj mi, że będziesz uważał na siebie i... - urwałam i oderwałam wzrok od niego. Odkręciłam się w stronę ogrodu i patrzyłam przed siebie.
-Victoria? Chcesz mi coś powiedzieć? - zapytał i stanął obok mnie.
-Ugh... no dobra. Wkurza mnie... - spojrzałam do tyłu i zobaczyłam jak do pokoju wchodzi Becky. - ona. - powiedziałam do Justina, pewna, że ona nas nie słyszy.
-Oj chyba przeszkodziłam. Myślałam, że to łazienka. - Powiedziała słodkim głosem.
-W głąb korytarza i czwarte drzwi po lewo. - westchnęłam.
-Dzięki. - odpowiedziała i spojrzała na Jussa. Złapałam go za rękę, a ona wyszła ze słodkim uśmieszkiem na ustach.
-Nie mów, że jesteś o nią zazdrosna. - zwrócił się do mnie i spojrzałam na niego.
-Nie jestem zazdrosna, po prostu wolę, żebyś na nią uważał. - wzruszyłam ramionami.
-Ile razy mam Ci powtarzać, że nie interesują mnie żadne, powtarzam, żadne inne dziewczyny? - westchnęłam.
-Chodzi o to, że ona, z tego co słyszałam, potrafi nieźle ukręcić sobie chłopaków wokół palca.
-Nie zdradzę Cię, jeśli o to Ci chodzi. Nie spojrzę na inne dziewczyny.
-Nie zabraniam Ci patrzeć na inne dziewczyny. Jesteś facetem i to normalne, że lubisz patrzeć na inne laski.
-Musisz mi zaufać. - powiedział i dotknął mojego policzka.
-Ufam Ci. To jej nie ufam.
-To może chcesz wyjechać ze mną? - spytał.
-Nie, Justin.
-Dlaczego?
-Za dużo zachodu. Ty cały czas byłbyś na koncertach, próbach. Nie miałbyś dla nas czasu. - zrobiłam krok do tyłu.
-Wcale nie. Chcę spędzać z wami każdą wolną chwilę, Tori.
-Justin, byłam z Tobą w trasie, nie pamiętasz? Wiem jak tam jest. Jeśli będziesz chciał, będziemy mogli Cię odwiedzić. A poza tym, Jacob jest za mały, żeby przez trzy miesiące, dzień w dzień, być w trasie.
-Victoria...
-Nie, Justin. Postanowiłam, nie jadę. - spojrzałam mu w oczy.
-Dobra, niech Ci będzie. - włożył ręce w kieszenie.
-Jeśli dowiem się, że Becky się do Ciebie przystawia... to nie wiem co jej zrobię.
-Super.
-Super. - odwróciłam się i wyszłam na korytarz.
Wzięłam głęboki oddech i wypuściłam powietrze ze świstem. A mogło być tak fajnie. Wywróciłam oczami i zeszłam na dół. Zabawa trwała w najlepsze.
Poszukałam Gaby. Pogadałyśmy chwilę i powiedziała mi, że Rodzice, Pattie, Jeremy i Erin zabrali dzieciaki do nas do domu i zwolnili nam chatę na całą noc. Super. Wyszłam do ogrodu, na huśtawkę. Usiadłam i podciągnęłam nogi pod brodę. Patrzyłam na dużą, piękną białą różę. Siedziałam tak chwilę, aż poczułam, że ktoś się do mnie przysiadł. Myślałam, że to Justin, ale to nie jego perfumy. Chociaż, te też były ładne.
-Cześć. - powiedział Ktoś.
-Cześć. - odpowiedziałam, dalej patrząc się w różę.
-Czemu tutaj siedzisz? - spytał a ja wzruszyłam ramionami.
-Tak o.
-Jesteś tutaj sama? - spytał. Czyli mnie nie poznał.
-T... Nie. - westchnęłam.
-Jestem Logan. - podniosłam na niego wzrok. Lerman. Patrzyłam na niego chwilę.
-Victoria. - powiedziałam w końcu a on się uśmiechnął.
-Jesteś bardzo ładna, tylko...
-Tylko co?
-Tylko... masz dziwny wyraz twarzy. - stwierdził.
-Pewnie wyglądam jak ufoludek, co?
-Jesteś smutna, albo wściekła. - zmrużył oczy.
-I to i to. - odpowiedziałam i znowu przeniosłam wzrok na różę. - Mój chłopak....

***Pov Justin***

-Nie, Justin. Postanowiłam, nie jadę. - spojrzała mi w oczy.
-Dobra, niech Ci będzie. - włożyłem, ręce w kieszenie.
-Jeśli dowiem się, że Becky się do Ciebie przystawia... to nie wiem co jej zrobię.
-Super. - odpowiedziałem.
-Super. - odwróciła się i wyszła na korytarz, trzaskając drzwiami.
Czy ona w ogóle zdała sobie sprawę, że podniosła głos? Czemu ona się tak wściekła? O co jej chodzi? Jest zazdrosna. Ale niby o co? Sto razy jej powtarzałem, że nie kręcą mnie inne laski. Jest tylko Ona. Nie rozumiem kobiecej logiki.
Rzuciłem się na łóżko i patrzyłem w sufit. Ostatnio ma jakieś humorki. To jest wkurzające. Jest słodka i miła, a zaraz wredna i zła. Może ona jest... Nieee... przecież, się zabezpieczaliśmy. Nie to nie możliwe.
Wyjąłem telefon i wszedłem w galerię. Ja z chłopakami, z Jacobem, na widok roześmianej miny synka, uśmiechnąłem się, z mamą, z rodzeństwem, z tatą. Pogodziliśmy się, ale to nie oznacza, że nasze relacje będą takie jak wcześniej. Jednak najwięcej zdjęć mam z Victorią. Nie usunąłem nawet naszego, pierwszego i wspólnego wspólnego. Roześmiałem się na wspomnienie tego wypadu z całą grupką do knajpy. Ile to już? Dwa lata? Trzy? Było fajnie. Amanda mistrzem drugiego planu. Doszedłem do najnowszych zdjęć. Włączyłem instagram i dodałem to zdjęcie, z podpisem.
„ Love the way you look at me”
Zszedłem z łóżka i wyszedłem poszukać Vici. Jak zszedłem na dół, zabawa trwałą w najlepsze. Nie mogłem w spokoju poszukać mojej żony, bo kilka osób chciało ze mną pogadać. Zajęło mi to chyba z godzinę. Byłem zmęczony, wściekły, że nie mogłem znaleźć Tori i było mi duszno. Wyszedłem więc do ogrodu. Zobaczyłem jakiegoś chłopaka i dziewczynę, którzy najwidoczniej się dobrze bawili. Rozmawiali i śmiali się. Przyglądałem się dziewczynie. Odchyliła głowę do góry śmiejąc się. Ja skądś znam ten śmiech... Słodki, zabawny i niewinny. Victoria. Przymrużyłem oczy, żeby dostrzec twarz chłopaka ale nic to nie dało. Podszedłem kawałek i stanąłem metr od nich. Odchrząknąłem.
-Nie przeszkadzam? - zadałem pytanie a ich wzrok został skierowany w moją stronę.
-Tak. - odpowiedział, jak już rozpoznałem, Logan Lerman
-Nie. - powiedzieli w tym samym momencie.
-Możemy porozmawiać? - olałem chłopaka i spojrzałem na moją kobietę.
-Przed chwilą rozmawialiśmy. - powiedziała i wstała. Zaraz za nią wstał Logan. Rzuciłem w jego stronę nienawistne spojrzenie. - Justin. - upomniała mnie. Wywróciłem oczami.
-Proszę Cię. - patrzyłem w jej oczy. Wahała się przez chwilę. Potem pokręciła przecząco głową. Jęknąłem. Nie rób mi tego, proszę...
-Prześpij się z tym. Porozmawiamy jutro dobrze? - przytaknąłem.
-Przepraszam. - powiedziałem i odszedłem. Byłem wściekły, zły, rozczarowany i było mi cholernie smutno. Kocham ją i na pewno jej nie zostawię. Ale jeśli ona tego chce...
-Justin! - krzyknęła ale ja się nie odwróciłem. A może jednak nie chce?

*** Pov Victoria***

-Przepraszam. - powiedział przez zaciśnięte zęby, ale w jego oczach było widać rozczarowanie.
-Justin! - krzyknęłam za nim, ale się nie odwrócił. - Cholera. - szepnęłam i opadłam na huśtawkę. - Mówił, że nic nie popsuje mu dzisiaj humoru. I to ja mu go popsułam. - schowałam twarz w dłoniach.
-Albo on Tobie. Zależy jak na to spojrzeć. - powiedział Logan i usiadł obok mnie.
-Nie Logan. To ja na niego nakrzyczałam. - uświadomiłam sobie, że przez koniec naszej rozmowy na tarasie, krzyczałam na niego.
-W takim razie musicie pogadać. - wzruszył ramionami. Wiem to, bo był oparty ramieniem o moje ramię.
-Jest na mnie wściekły.
-Czyli tak jak mówiłaś, niech się z tym prześpi.
-Masz rację. - wyprostowałam się i zerknęłam na niego.
-Ja zawsze mam rację. - powiedział a ja się zaśmiałam. - A teraz... mogę prosić Panią do tańca? - wstał i wyciągnął do mnie rękę. Złapałam ją i również wstałam. Dygnęłam.
-Oczywiście. - uśmiechnęłam się i zaczęliśmy tańczyć.
Po dwóch tańcach wróciliśmy do środka. Poznałam Logana z Gaby. Myślę, ze powinni się polubić. Wzrokiem, od czasu do czasu, dobra nie oszukujmy się, co chwilę, szukałam Justina. Nigdzie go nie było. Powoli zaczynałam się martwić. Logan przekonywał mnie, że jest dorosły i wie co robi. Niby jest dorosły, ale nie wiadomo co mu może strzelić do głowy. Przed oczami stanął mi dzień wypadku.
-Justin? - spytałam, bo nie szedł za nami. Odwróciłam się.
Samochód. Pisk opon. Strach. Śmierć?
-Nieeeeeeeeeee! - Pisnęłam z całych sił i złapałam się za głowę.
-Co jest? - spytała Pattie i wszyscy się odwrócili. - Tylko nie Justin. Tylko nie mój synek. Powiedzcie, że to nie mój syn! - krzyknęła i obie podbiegłyśmy do Justina. Najważniejszy mężczyzna w moim życiu ledwo oddychał.
-Kocham Was. - tutaj, teraz to były ostatnie słowa chłopaka. Stracił przytomność.
-Zadzwońcie po pomoc! Zróbcie coś! To nie może być prawdą! On musi, żyć! - Byłam naprawdę przerażona, faktem, że może stracić najważniejszą osobę w jej życiu. Byłam zrozpaczona.
Nie, nie przypominaj sobie tego. Nie tu, nie teraz, nie myśl o najgorszym. Justin jest rozsądny i nic sobie nie zrobi. Pewnie siedzi w jakiejś knajpce i pije piwo. Ale to nie oznacza, że coś sobie zrobi. Albo ktoś mu coś zrobi. Nie! Nie myśl o tym!
-Victoria? - usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Gaby.
-Co jest? - spytałam.
-Ktoś na Ciebie czeka przed domem. - odparła i pokazała na drzwi. Uniosłam brwi a ona tylko wzruszyła ramionami. Podeszłam i otworzyłam drzwi. Świeże i chłodne powietrze otuliło moją twarz. Spojrzałam przed siebie. Ja pierdole... co ten debil znowu wymyślił?  
__________________________________________________________

Hej! Wróciłam z nad morza i jest nowy rozdział! :) 
Mam nadzieję, że wam się podoba ;) 
Liczę na komentarze. Chciałabym zobaczyć pod tym rozdziałem z 5-7 komentarzy... :/
Ciekawe czy mogę na was liczyć :p 
Love ya all! <33

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 68 "Księżniczko... kto Ci to zrobił?"


Za gorąco. To jedyne o pomyślałam od razu po przebudzeniu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Justina. Byliśmy jedną, wielką plątaniną rąk i nóg. Nie chciałam się ruszać, żeby go nie obudzić, ale było strasznie gorąco. Jęknęłam cichutko i poczułam jak Justin się po rusza. Spojrzał na mnie zaspanymi oczami.
-Dzień dobry, panie Bieber. - powiedziałam.
-Dzień dobry, pani Bieber. - pocałował mnie w brzuch i wyplątał się z mojego uścisku. Co za ulga. Leżeliśmy w ciszy. Znowu położył głowę pomiędzy piersi, a ja bawiłam się jego włosami. Ma takie gęste i grube włosy.
-O czym myślisz? - spytał nie patrząc na mnie.
-O tym jakie masz gęste i grube włosy. - odpowiedziałam a on się zaśmiał. Pokręcił głową tak, że dotykał mnie włosami w szyję. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w głowę.
-Za tydzień znowu muszę wyjechać. - powiedział a w jego głosie udało się wyczuć smutek.
-Z Becky G? - wydęłam usta. Podniósł głowę.
-Jesteś zazdrosna? - uniósł brew do góry. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Podniósł się na łokciu i patrzył na mnie z góry. Zmrużył oczy. - naprawdę? - spytał zadziornie. Westchnęłam.
-No, Justin, popatrz na siebie. Masz idealne ciało, umięśnione, zajebiste, gęste, grube włosy, słodki uśmiech, ponętne usta. Ale to już nawet nie chodzi o wygląd. Masz cudowny charakter. I jak ja mam nie być o Ciebie zazdrosna? - powtórzyłam jego trik i uniosłam brew do góry.
-Mam ponętne usta? - zagryzł wargę, żeby się nie zaśmiać.
-Nie przygryzaj wargi. - wysunęłam do przodu palec. Położyłam dłoń na jego policzku i kciukiem ujęłam dolną wargę i uwolniłam ją. -Ani mi się waż, więcej tak robić. - zmrużyłam na niego oczy i przyciągnęłam do siebie. Wpiłam się w jego usta a on nie wiedział o co chodzi. Otworzyłam oczy na sekundę. Zaśmiałam się przez pocałunek. Widząc jego wielkie oczy ze zdziwienia... o mamusiu. Tym razem to on zmrużył oczy i mocniej przycisnął mnie do łóżka. Jęknęłam cicho co wywołało u niego uśmiech. Wplotłam dłonie w jego włosy, zacisnęłam palce i pociągnęłam lekko do tyłu. Teraz to on jęknął i odsunął się trochę ode mnie. Pokręcił z rozbawieniem głową i ponownie wpił się w moje usta. Moje dłonie wczepiłam w jego włosy i przysunęłam jeszcze bliżej siebie. Mruknął cicho i pociągnął za moją dolną wargę. Zjechał z pocałunkami niżej i odchyliłam szyję do tyłu, żeby miał lepszy dostęp. Potem jego usta powędrowały do moich piersi, potem na brzuch i przyciągnęłam go za włosy z powrotem do moich ust. Jego jedna dłoń powędrowała pod moją bluzkę, a moja dłoń do jego spodenek, kiedy...
-Ekhem.- odsunęliśmy się od siebie i spojrzeliśmy wielkimi oczami w swoje nawzajem. Wychyliłam się lekko za Justina i zobaczyłam Pattie. Zepchnęłam go szybko z siebie i zakryłam kołdrą. Dioos...co za wstyd. Jak długo ona tu jest...?
-Mamo? Wiesz, że nie wchodzi się bez pukania? - zapytał Justin. Czułam na moich policzkach, że robię się cała czerwona. Zakryłam się kołdrą po głowę. Tylko nasłuchiwałam.
-Drzwi były otwarte, a poza tym mam wiadomość dla Victorii. - powiedziała całym imieniem. Jest zła?
-Słucham? - spytała, nie odkrywając się. Poczułam Justina rękę pod kołdrą na moim udzie. Co za wstyd.
-Twoja mam wróciła do domu. - powiedziała a ja zesztywniałam. Powoli zsunęłam pościel z mojej twarzy i spojrzałam na Pattie. Wyraz twarzy miała łagodny. Pokręciła przecząco głową ze smutkiem, napotykając mój wzrok pełen nadziei. Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby, czując pod nimi łzy. Potrząsnęłam głową i otworzyłam oczy, patrząc prosto na mamę Justina.
-Ale poza tym, wszystko z nią w porządku? - zapytałam, starając się, aby mój głos brzmiał jak normalniej. Potwierdziła ruchem głowy i siedzieliśmy w ciszy. Czułam jak dłoń Justina zacisnęła się mocniej na moim udzie.
-Pójdę do Jacoba... - szepnęła Patricia i zamknęła za sobą drzwi a ja dalej się wpatrywałam w miejsce, gdzie przed chwilą stała Pattie.
Wpatrywałam się tępo w tamto miejsce. Byłam jak sparaliżowana. Nie chcę, żeby tak było.
Poczułam jak uścisk Justina zmalał. Spojrzałam na niego przestraszona, a on uśmiechnął się nieśmiało. Usiadł przede mną mając nogi pomiędzy moimi biodrami. Zastanawiałam się przez chwilę i doszłam do wniosku, że jeszcze nigdy nie widziałam u niego tego uśmiechu. Przekręcił głowę w prawą stronę.
-No co? - spytałam.
-Zrobiłaś dziwną minę... ooo taką. - zachichotałam. - Uwielbiam ten dźwięk. - położył mi dłoń na policzku. Wtuliłam się w nią.
-Jesteś idealny. - powiedziałam.
-Myślę, że ideały nie istnieją... - powiedział z przekąsem.
-Dla mnie jesteś. - uśmiechnęłam się do niego.
-W takim razie... ty dla mnie też. - przytulił się do mnie. Objęłam go nogami w pasie i wtuliłam twarz w cięcie między głową a obojczykiem.
Wzięłam głęboki oddech. Pachniał żelem pod prysznic, perfumami i... Justinem. To zabójcza mieszanka, boska, ale równocześnie strasznie ( przynajmniej dla mnie) uspakajająca. Uwielbiam jego zapach. Jest taki... wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju.
-Kocham Cię, Justinie Drew Bieber. - powiedziałam mu do ucha.
-Wiem. - bardziej poczułam niż zobaczyłam jego uśmiech.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w takiej pozycji, a potem zeszliśmy do kuchni. Trzymaliśmy się za rękę, bo Justin nie chciał puścić mojej. Z jednej strony byłam speszona, gdy zastaliśmy Pattie krzątającą się po kuchni, a z drugiej byłam mu bardzo wdzięczna, bo czułam, że nie do końca wszystko było dobrze. Od miesiąca kręciło mi się w głowie. Jak byliśmy u mamy w szpitalu i zrobiło mi się słabo, pielęgniarka zapewniła mnie, że to pewnie z przemęczenia, nerwów i niedospania. Pokiwałam twierdząco głową, na jej tezę, ale mi coś nie pasowało. Jeszcze nie wiem co, ale się dowiem. Prędzej czy później. Raczej prędzej, bo za tydzień powinnam dostać miesiączkę.
Pattie zrobiła nam śniadanie. Naleśniki z bitą śmietaną i powidłami. Mmm boskie! Palce lizać. Uwielbiam jedzenie robione przez mamę Justina.
Potem pożegnała się z nami i powiedziała, że idzie odwiedzić koleżankę. Poszliśmy do salonu. Jacob pognał jako pierwszy i wziął pilot do ręki. Justin się z nim przedrzeźniał i nie chciał mu włączyć, w końcu zrobił mu tą przysługę i włączył na jakąś baję. Oglądaliśmy z nim coś. W sumie to on oglądał, a my uśmiechaliśmy się do siebie albo do niego, kiedy w bajce było coś śmiesznego a on się z tego śmiał.
Po kilku bajach ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałam na Justina, ale on był zajęty czymś w swoim Iphonie. Wywróciłam oczami i wstałam. Podeszłam do drzwi i nie patrząc, przez wizjer otworzyłam je. Przede mną zobaczyłam Caitlin, Daniela i... Jazzy?
-Spotkaliśmy się z nią przed domem. - wytłumaczyła Lina. - Cześć. - cmoknęła mnie w policzek
-Hej. - odpowiedziałam. - Cześć Gwiazdeczko. - pocałowałam Daniego w policzek. Zaśmiał się i odpowiedział
-Mam nadzieję, że nic się nie stanie jeśli posiedzimy tu kilka godzin prawda? - uśmiechnął się lekko.
-Pewnie, że nie. Wchodźcie. - przesunęłam się w drzwiach, żeby ich wpuścić. - Justin jest w salonie. - uśmiechnęłam się lekko. Weszli w głąb domu, a ja spojrzałam na dwór. Kucnęłam i byłam twarzą w twarz z Jazzy. No może nie zupełnie. Chwyciłam jej podbródek i uniosłam do góry, żeby na mnie spojrzała. - Co jest, księżniczko? - spytałam i założyłam jej włosy za ucho. Matko boska. - Justin! - krzyknęłam i przekręciłam głowę małej. Dotknęłam palcem policzka.
-Auć... - mała syknęła.
-Co jest? - spytał a ja spojrzałam na niego i zwróciłam jego uwagę na sińca. Wytrzeszczył oczy i automatycznie znalazł się na poziomie małej. - Księżniczko... kto Ci to zrobił? - spytał i kciukiem starł jej pojedynczą łzę.
-Jaxon się bawił samochodem i... - pokręciła głową, a Justin ją przytulił. Spojrzał na mnie a po jego twarzy pociekła jedna łza. „Tata”, powiedział bezgłośnie. Że niby Jeremy? Otworzyłam szeroko oczy a on pokiwał głową ze smutkiem.
-Ćśśś... jest dobrze. - głaskał ją po głowie. - Nie płacz... - powiedział jej na uszko i podniósł się. Ja zrobiłam to samo.
-Daj mi ją. - podał mi ją niechętnie a ja poszłam z małą do kuchni, posadziłam ją na blacie koło lodówki i z zamrażalnika wyjęłam lód. Przyłożyłam paczkę do jej policzka.
-Boli... - szepnęła.
-Wiem, skarbie. Wytrzymaj troszeczkę, dobrze? - pokiwała główką. - Po tym będzie Ci lepiej. - uśmiechnęłam się lekko. Gdy lód zaczął się rozpuszczać, wytarłam jej policzek ręcznikiem i wzięłam na ręce. Nie była najlżejsza, ale nie chciałam jej puścić.
-Jacob śpi? - spytała.
-Nie. Chcesz się z nim pobawić? - uśmiechnęłam się do niej a ona pokiwała główką i położyła ją na moim ramieniu. Weszłam do salonu gdzie siedziała cała czwórka. Uśmiechnęłam się do wszystkich i postawiłam Jazmyn na podłodze obok Jake'a. Mały ucieszył się na widok cioci. Skoczył na nią i się przewrócili. Jazzy się zaśmiała. Odetchnęłam z ulgą.
Usiadłam obok Justina. Wzięłam jego rękę, przerzuciłam przez moje ramię i położyłam sobie na biodrze. Podniosłam głowę żeby spojrzeć na niego. Uśmiechnął się i pocałował mnie w głowę. Odwróciłam głowę w stronę naszych gości i zapytałam się co tam u nich. Caitlin powiedziała, że przeprowadzają się do Los Angeles. Mówiła, że Amanda wkręci ją w jakieś większe firmy modelingowe. Daniel natomiast rozgadał się na temat tego, że kolega jego kolego, czy jakoś tak, umówi go do jakiegoś tam producenta, który poszukuje młodych talentów. Razem z Justinem wkręcili się w ten temat, a my z Caitlin uśmiechałyśmy się do siebie i wtulałyśmy w naszych mężczyzn.
Po dwóch godzinach rozmowy, ja i Lina poszłyśmy do kuchni coś upichcić. Z racji tego, że Justin i Caitlin wręcz kochali spaghetti a mnie naszła wielka ochota, to zrobiliśmy makaron z sosem, czyli spaghetti. Podczas przygotowywania posiłku dzieciaki latały po kuchni i nam przeszkadzały i podjadały. Cieszę się, ze Jazmyn chociaż na chwilę zapomniała o tym co się stało.
Nawet nie zauważyłam jak stałam nieruchowo z głową skierowaną w stronę okna a oczy wpatrzone w dom Bieberów. Jeremy? Nie wierzę. Potrząsnęłam głową, i wróciłam do krojenia papryki.
Po prawie godzinie obiad był gotowy, więc zawołałyśmy chłopaków. Postawiłyśmy talerze na stole i posadziłam dzieciaki. Jazmyn jadła sama, a ja nakarmiłam Jacoba. Kiedy w końcu mały zjadł, ja zaczęłam pałaszować moją porcję. Złapałam Justina na tym, że przyglądał się Jazzy. Przyjrzałam się mu. Jego też bił? A Pattie? Jeśli tak to czemu nic z tym nie zrobiła? Powiedziała komuś? Masa pytań nasuwała mi się na język, ale napotykając wzrok Justina, znowu zaczęłam jeść.
Po posiłku chłopcy zaoferowali się, że posprzątają po obiedzie. Uśmiechnęłyśmy się z Caitlin do siebie. Usiadłyśmy na kanapie w salonie i włączyłam telewizor.
Chwilę później, musiałam zanieść Jacoba do jego pokoju i położyć spać, bo posiłek strasznie go znużył. Zamiast do jego pokoju poszłam do naszej sypialni i położyłam go na łóżko. Cmoknęłam w czoło i nakryłam kocykiem.
-Mamusiu... nie idź. - szepnął zaspanym głosem i otworzył zaspane oczka. Położyłam się koło niego.
-Nigdzie się nie wybieram. - pocałowałam go we włosy i głaskałam po nich.
Nuciłam mu melodię do jednej z moich piosenek. Gdyby tak... gdyby tak, zadzwonić do Anahi? Dalej jest moją menadżerką. Może... chciałaby dalej ze mną współpracować. Kilka piosenek wyszło... akurat na jeden album. A może by tak najpierw krótka trasa z tamtymi piosenkami, a w międzyczasie nagrywanie na następny? Już nawet mam pomysł na tytuł. Ale to powiem dopiero wtedy, gdy porozmawiam z Any.
Spojrzałam w stronę drzwi, które się lekko uchyliły.
-Śpi? - spytała cicho Jazzy. Pokiwałam głowa na tak.
-Chodź. - odszepnęłam i pokazałam miejsce obok Jake'a. Uśmiechnęła się leciutko. Zamknęła słodko drzwi i podeszła do łóżka. Wpełzła się na nie i położyła obok bratanka. Leżałyśmy w ciszy. Podniosła małą rączkę i pogłaskała Jacoba po głowie.
-To tatuś mi to zrobił. - powiedziała a ja przełknęłam ślinę.
-Czemu? - spytałam zachrypiałym głosem.
-Tatuś bił mamusię. A ja nie chciałam, żeby znowu ją uderzył. - bije Erin? - Tatuś się zamachnął, bo chciał uderzyć mamusię w twarz. Ale... ale ja odepchnęłam mamusię i tatuś uderzył mnie. Bolało, bardzo. Ale tatuś powiedział, że nie chciał tego zrobić. Powiedział, że mnie kocha... - powiedziała i usnęła.
Byłam... wstrząśnięta. Jeremy bije Erin? To na pewno ten sam Jeremy? Muszę o tym porozmawiać z Justinem. Wstałam powolutku z łóżka, żeby nie obudzić dzieciaków i nakryłam Jazzy. Wyszłam na korytarz i wypuściłam powietrze ze świstem. Zeszłam na dół i wyjrzałam za okno. Już zmierzchało. Ile ja tam siedziałam? Zmrużyłam oczy i weszłam do salonu.
-Justin, musimy porozmawiać. - powiedziałam, a on odwrócił się do mnie. Pokiwał głowa. Usiadłam obok niego. - Powiesz mi o co w tym wszystkim chodzi? - spytałam. Chwilę się nie odzywał. Nie chciałam naciskać, ale on wiedział, że będziemy musieli o tym porozmawiać.
-Jak miałem 15 lat, mama powiedziała mi, że Jeremy ją bił. I to nie był jeden wybryk. Chciałem wtedy pójść do niego i mu wszystko wygarnąć. I przy okazji walnąć w pysk. Chciałem mu powiedzieć, że go nienawidzę. Że jest śmieciem, dlatego, że podniósł rękę na kobietę. Mama z ledwością mnie powstrzymała i zatrzymała w domu. Powiedziała mi, że ją przeprosił, błagał ją żeby mu wybaczyła. Że zdał sobie sprawę, że naprawdę źle robi. Powiedział jej nawet, że sam może pójść na policję i przyznać się co zrobił. Nie pozwoliła mu, tylko kazała obiecać, że więcej nie podniesie na kobietę ręki. Przysiągł. Złamał obietnicę. Na domiar złego bije małe, niewinne niczemu dziecko... - głos mu się łamał. Usta miałam otwarte. Nie wierzyłam własnym uszom. Jeremy, TEN Jeremy, bił Pattie? Ojciec mojego męża? Przecież to niedorzeczne. Przynajmniej, nie bił Justina jak był mały...
-Justin... - złapałam go za rękę. - On uderzył Jazzy przypadkiem. - szepnęłam.
-Jak to? - podniósł głowę i spojrzał na mnie. Były widoczne w nich łzy. Ścisnęło mnie na sercu.
-Jeremy... - przełknęłam gulę w gardle. - chciał uderzyć Erin. Mała się wcięła, nie chciała, żeby uderzył mamusię. Jakimś cudem udało jej się odepchnąć i... dostała. - patrzyłam mu prosto w oczy. - powiedział jej, że tego nie chciał i ją kocha... Justin, proszę nie zadręczaj się tym dzisiaj, proszę Cię. - Spojrzał na mnie oczami przepełnionymi smutkiem. - Boże, Justin proszę. - klęknęłam przed nim i złapałam za ręce.
-Nie... - szepnął i pociągnął mnie do góry. - nie... - powtórzył sadzając mnie sobie na kolanach. - Nie... - szepnął w moje włosy.
-Kocham Cię najbardziej na świecie. - szepnęłam, a on pokiwał lekko głową. Ledwie odczuwalnie.
Siedzieliśmy tak... nawet nie wiem ile. Ale było mi dobrze i wiedziałam, że moja bliskość działa uspokajająco na Justina. Pierwszy raz w życiu, pierwszy raz od kiedy jesteśmy razem, od kiedy się znamy, widzę, że Juss tak się rozkleja. Nigdy więcej nie chcę widzieć takiego Justina. Never.
Po pewnym czasie usłyszałam dzwoniący telefon Justina w przedpokoju.
-Odbierzesz? - wychrypiał i spojrzał na mnie.
-Yhy – pokiwałam głową i niechętnie wstałam z kolan Justina. Poszłam do halu i wzięłam telefon z komody. Zanim odebrałam zobaczyłam kto dzwoni. „Erin”. Odebrałam.
-Halo? - spytałam pierwsza.
-Victoria? Błagam Cię, powiedz, że Jazzy jest u was! Dzwoniłam kilka razy do Ciebie i do Justina, ale nikt nie odbierał. - słyszałam jaka jest przerażona. Wróciłam z powrotem na kolana Justina. Trochę się ogarną. Uniósł brew do góry. Siadłam mu na kolana a on objął mnie w pasie.
-Erin, uspokój się. Tak, Jazmyn jest u nas w domu.
-Nic jej nie jest? - zapytała. Prychnęłam.
-Poza tym, że ma wielkiego sińca na policzku? Nic. Jest bezpieczna. - rozłączyłam się i wyłączyłam telefon Justina. Wiem, że to nie jej wina, ale jestem na nią zła, że nic z tym wcześniej nie zrobiła i pozwoliła zrobić krzywdę Jazzy.
-Jaxon... - szepnęłam i spojrzałam na Justina. Pokręcił głową.
-Miejmy nadzieję, że nic mu nie będzie. - uśmiechnął się lekko, z przymuszeniem, z nadzieją w oczach.
Złapałam jego twarz w dłonie i pocałowałam. Odsunęłam się od niego i spojrzałam na niego. Było widać ten błysk w oczach. Zachichotałam.
-Chyba powinniśmy dokończyć coś, czego nie dokończyliśmy rano. - jak ja kocham te jego szybkie zmiany nastroju. Pokręciłam głową.- co?
-Po prostu Cię kocham. - uśmiechnęłam się do niego i usiadłam na nim okrakiem. Wpiłam się w jego usta. Oddał pocałunek.
Wstał z kanapy, a ja oplotłam jego biodra nogami. Wplątałam palce w jego włosy a on poszedł w kierunku schodów. Nie wiem jakim cudem, ale udało mu się wejść na piętro ze mną. Kierował się w stronę naszej sypialni. Już chciał otworzyć drzwi kiedy ja pociągnęłam go za włosy. Zaczerpnęłam powietrza. Pokręciłam przecząco głową i znowu wbiłam się w jego usta.
-Dzieci. - szepnęłam mu w usta a on uśmiechając się pokiwał głową. Zaśmiałam się odchylając głowę do góry. Pocałował mnie w żuchwę i zaniósł do sypialni gościnnej. Postawił mnie przed łóżkiem i wrócił się zamknąć drzwi na klucz w razie czego. Odwrócił się i zlustrował mnie wzrokiem. W międzyczasie zdjęłam bluzkę. Oblizał wargi. Wywróciłam oczami na co się zaśmiał. Podszedł do mnie i złapał mnie za biodra, przyciągając do siebie. Czułam jego wzwód na podbrzuszu.
O nie, nie. - pokręciłam przecząco głową i przekręciłam nas tak, że teraz on był od strony łóżka. Popchnęłam go nie nie i siadłam okrakiem. Podniósł się i wpiłam się w jego usta. 
________________________________________________________________________
No heeeeeeeeja! Jest nowy rozdział! I jak wam się podoba? 
Mi nawet nawet xD 
Spodziewaliście się czegoś takiego po Jeremy'm? :p
Mam prośbę...
Jeśli CZYTASZ = SKOMENTUJ
Moja jedyna prośba :)
Love u all Xx
Ps. Zapraszam do udziału w ankiecie! Chcę zobaczyć ile osób czyta mojego bloga! Dziękuję za uwagę! :) 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

II Rozdział 67 "Teraz Cię nie puszczę."

Byłam jednym słowem roztrzepana. Moja mama mnie nie pamięta. Pamięta mnie jako Amy a nie Victorię... Głupio mi z nią teraz rozmawiać. Ona myśli, że ja z Justinem nie jesteśmy razem. I nie mamy synka. Mam nadzieję, że sobie przypomni.
Stałam tak z Justinem i patrzyłam na Sandi. Przede mną stał Jacob, wtulił się do mnie tyłem a ja trzymałam ręce na jego ramionach. Justin mocno trzymał mnie  w talii. Bałam się, że moje nogi zrobią się jak z waty i upadnę.
- Czemu tu jestem? - zapytała i patrzyła na tatę.
- Mieliśmy wypadek samochodowy.
- Dobrze, że Tobie się nic nie stało. - powiedziała. Cała mama, jej może stać się wszystko byle jej bliskim nie. - A ja mam jakieś obrażenia?
- Miałaś krwotok wewnętrzny czaszki. Byłaś w śpiączce.
- Ile? - przerwała mu.
- Miesiąc. - odpowiedziałam. Spojrzała się na mnie. Uśmiechnęła się lekko i przeniosła wzrok na Jake'a. Zmrużyła oczy. Spojrzała na moje ręce na ramionach Jacoba i rękę Justina na moim biodrze. Potrząsnęła głową i spojrzała na tatę.
- Przepraszam, muszą państwo wyjść, pacjentka powinna wypocząć. - do sali weszła pielęgniarka.
- Dobrze. - odpowiedzieliśmy.
- Ja mogę zostać? - tata spojrzał na panią Evans, jak wyczytałam z plakietki, błagalnie.
- Ehh no dobrze. Ale nie dłużej jak pół godziny. Pańska żona naprawdę musi odpocząć. - uśmiechnęła się do niego uprzejmie.
- Dziękuję bardzo. - tato pocałował dłoń mamy i przyłożył do swojego policzka.
- Do widzenia, Sandi. - powiedziałam i z ledwością, powstrzymując płacz, pocałowałam ją w policzek.
- Do widzenia Amy. - uśmiechnęła się do mnie lekko.
- Pa tato. - szepnęłam mu na ucho i cmoknęłam w policzek.
- Cześć S... Amy. - uśmiechnął się krzywo.
- Dowidzenia. - powiedział Justin uśmiechając się. Wyszliśmy na korytarz, zamykając drzwi.
- Ona mnie nie pamięta. - powiedziałam biorąc Jacoba na ręce.
- Pamięta Cię. Daj go, jest ciężki.
- Ale nie pamięta, że jestem jej córką. Dam radę.
- Daj, jesteś zmęczona. - wyciągnął ręce i wziął małego. - To co? Teraz do domu?
- Twoich rodziców czy moich? - zapytałam i kierowaliśmy się do wyjścia. Jakie już prawie usypiał.
- Do naszego. - odpowiedział cicho, żeby nie obudzić Jacoba. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.
- Co?
- Carmen do Ciebie nie dzwoniła? - zapytał Justin i uniósł jedną brew.
- Niee? Nie mam z nią kontaktu od jakiegoś czasu.
- Więc Carl i Carmen wyprowadzili się z naszego domu jakieś dwa tygodnie temu, dlatego, że Carl dostał propozycję pracy w Londynie. Przeprowadzili się tam. Jak dobrze pamiętam, zatrzymali się u jego ciotki. - wsiedliśmy do czarnego Rang Rowera.
- A okej. - usiadłam z Jacobem z tyłu, bo nie było fotelika. - Skąd wziąłeś samochód? - odpalił samochód i rozejrzał się dookoła.
- Kenny. - odpowiedział i wyjechał na jezdnię. Jedno słowo i można się wszystkiego domyślić. Pokręciłam głową z uśmiechem. Jacob spał słodko, mega słodko. Przytuliłam go do siebie a ten włożył sobie kciuka do buzi. Zachichotałam. On się tego kiedyś oduczy?
Podjechaliśmy pod dom. Justin wjechał samochodem na podjazd i wysiadł pierwszy. Otworzył drzwi od mojej strony i wziął ode mnie Jacoba. Powoli, żeby go nie obudzić. Wyszłam z samochodu i zamknęłam drzwi. Podeszliśmy do wejściowych do domu i spojrzałam na Justina.
- Masz klucze? - zapytałam. Stanął bokiem i wysunął biodro w moją stronę. Włożyłam rękę do jego kieszeni i wyciągnęłam klucze. Spojrzałam na niego, ten cwany i zadziorny uśmiech na twarzy. Pokręciłam głową z dezaprobatą uśmiechając się.

Weszliśmy do środka. Zdjęłam buty i rozejrzałam się dookoła. Na ścianach wisiały zdjęcia całej paczki. Heh. Tęsknię za tamtymi czasami kiedy wszyscy byliśmy razem. Szkoda, że tamte czasy już nie powrócą.
Justin poszedł na górę położyć Jacoba a ja wyciągnęłam z szafki moje stare kapcie. Mimo to najlepsze. Weszłam do kuchni i ogarnęłam czy jest coś do jedzenia. W lodówce nic nie było, ale w szafce znalazłam 3 zupki chińskie. Dobre i to. Później pójdę do sklepu po coś do jedzenia. Wstawiłam wodę i poszłam do salonu. Jest tak jak było. Tylko o wiele, wiele czyściej niż kiedy my tutaj mieszkaliśmy. Wtedy rzeczy Justina, Chrisa i zabawki dzieciaków walały się po całym domu. Usiadłam na brzegu kanapy i zamknęłam oczy. Przeleciały mi wszystkie wspomnienia związane z tym domem, jak i z tą kanapą. To były czasy. Poczułam czyjeś ręce na swoich kolanach i automatycznie otworzyłam oczy. Zobaczyłam uśmiechniętego Justina przed sobą.
- Chodź, zjemy. - wstał, złapał mnie za rękę i pociągnął w górę.
- Cicho tu strasznie. - powiedziałam gdy siedzieliśmy przy stole i zjadaliśmy zupki.
- Nie bój się. Niedługo będziesz chciała takiej ciszy. - uśmiechnął się zawadiacko i puścił mi oczko. Wywróciłam oczami.
Zjedliśmy a ja zmyłam naczynia, Justin poszedł do salonu i włączył telewizor. Zrobiło się głośniej. Z tego co słyszałam to włączył kanał muzyczny, chyba. Zalałam sobie herbatę i podniosłam kubek do góry. Upiłam łyka.

***Narracja 3-osobowa***

- Tori! Chodź, szybko! - Justin krzyknął.
- Ciszej, bo Jacob się obudzi. - powiedziała i weszła do salonu. - Co jest?
- Oglądaj. - pokazał na telewizor. Spojrzała w jego stronę i zobaczyła siebie. Konkretnie teledysk do "Fly To Your Heart" do filmu o dzwoneczku. Po raz pierwszy widzi siebie w telewizji. No nie licząc plotek.
- Tu mogłam trochę wyciągnąć. - powiedziała w pewnym momencie a Justin zaczął się śmiać. Spojrzała się na niego. - I z czego się rżysz? - spojrzał na Victorię i śmiał się dalej. - No wiesz co. - dziewczyna wstała i popatrzyła na niego z góry mrużąc oczy. Wstał i podszedł do swojej żony. Cofnęła się o krok.
-Co, gniewasz się?
Justin bierze ją w ramiona.
- Owszem, potrafisz być irytujący. I zostaw mnie... - uwolniła się z jego objęć i pobiegła w stronę schodów. Kocha się z nim droczyć. Justin dogania swoją ukochaną.
- Przestań, Tori... Przepraszam, nie wiem co zrobiłem, ale przepraszam Cię.
- Nie słyszałam.
- Jasne, że słyszałaś.
- Nie, powtórz.
- Przepraszam Cię. Dobrze?
- Niech Ci będzie. Ale śpisz na kanapie. - powiedziała i weszła na pierwszy schodek. Złapał Tori za nadgarstek.
-Uważaj, przeprosiłem Cię. Aleś uparta.
- Masz rację. Rozejm. - zeszła i pocałowała go w namiętnie usta. Odsunęła się od niego trochę. - Ale i tak śpisz na kanapie. - wystawiła mu język i wbiegła po schodach na górę, śmiejąc się, ale uważając żeby nie za głośno. Jacob w każdym momencie może się obudzić.
- O ty! - zaśmiał się i wbiegł za nią do pokoju. Odwróciła się do niego przodem. - Teraz mi nie uciekniesz. - on stawiał kroki w stronę brunetki a ona w tył. W pewnym momencie poczuła za sobą krawędź łóżka. „Bosko” - pomyślała. Uśmiechnął się zadziornie a Victoria zrobiła smutną minkę. Podszedł do niej i pocałował w usta. Padli na łóżko. Justin sięga ręką za plecy, rozpoczyna z nią swoją ulubioną grę. Całuje ją, pieszcząc jej włosy i zręcznymi palcami rozpinając bluzkę. Unosi stanik i całuje tam miejsca jaśniejsze, delikatniejsze, zaróżowione. Bieber zanurza twarz w jej piersiach. Ona pieści jego włosy, pozwalając się całować.
W półmroku ich dawnej sypialni, Justin głaszcze dziewczęce plecy, ramiona. Przeciąga ręką wzdłuż jej ramienia, unosi je do swoich ust, całuje. Przebiega ustami po całej jego długości. Tori ma oczy przymknięte, pozostając w słodkiej niewoli jego pieszczot. Biebs delikatnie otwiera jej rękę, całuje wnętrze dłoni, po czym kładzie ją na swojej nagiej piersi, jakby poddając ją jego myślom. Justin nadal całuje ją czule w szyję, za uszami, w usta. Jego ręce, pewniejsze i spokojne opanowują jej ciało jak łagodne fale, pozostawiając na tej nieznanej plaży rozbitka rozkoszy. W końcu i ona zaczyna go pieścić. Jej palce stąpają leciutko po jego nagiej skórze. Czuje jego brzuch, mocne mięśnie. Odnajduje się w tej wędrówce wśród pierwszych kędziorków ponad krawędzią dżinsów, przy tym guziku. Odpina ten pierwszy, złocony guzik, który wyskakuje z pętelki z suchym chrzęstem. W ciszy pokoju rozlega się wyraźnie, bez skrupułów, pewnie dociera do jego uszu.  Jej ręka, już pewniejsza, przesuwa się do drugiego guzika, potem trzeciego i dalej, aż spodnie zostają rozpięte. Justin ostrożnie układa się na niej. Tori otwiera oczy przepełniona czułością. Juss patrzy na nią. Uśmiecha się do niej, głaszcze ją po włosach, dodając otuchy. Ona wstrzymuje oddech, potem porwana tym nieprawdopodobnym uniesieniem, tym bólem miłości, tą cudowną świadomością stawania się jego na zawsze. Po raz kolejny. Czuje się jakby po raz kolejny przeżywała swój pierwszy raz z tym jedynym, z Justinem... Podnosi twarz ku niebu, wzdychając, wczepiając się w jego plecy, obejmując z całej siły. I  poddaje się, ulega swoistej pewności. Jemu. Bieber wycofuje się niezwykle powoli. Zamyka oczy, wydaje jęk
i wbija się w nią ponownie. Chwyta w dłonie jej głowę i mocno całuje, a jego zęby znów przygryzają jej dolną wargę.
Otwiera oczy.  Ciepły uśmiech ożywia miłością jego twarz, gdy pochyla się, całując ją co chwila. Uśmiecha się do niego, obejmuje go i patrzy mu w oczy. I całuje go ostrożnie, z pasją.
Nieco później, wyciągnięci wśród prześcieradeł, on bawi się jej włosami, a ona tuli się do niego z głową na jego piersi.

*** Następnego dnia***
*** Pov Tori***

Otworzyłam oczy i od razu je zamknęłam. Co za głupie światło! Zacisnęłam je i otworzyłam powoli. Uśmiechnęłam się czując pod swoją dłonią brzuch Justina. Spojrzałam na zegarek, była 10.15. Aż dziwne, że Jacob się jeszcze nie obudził. Uniosłam powoli głowę do góry i spojrzałam na Justina, śpi. Podciągnęłam się na rękach i chciałam wstać.
- Gdzie się wybierasz? – poczułam jak Justin łapie mnie za nadgarstek i pociąga na siebie.
- Do Jacoba. – odpowiedziałam. – Dzień Dobry. – pocałowałam go w usta.
- Mrrr… - zamruczał a ja zaśmiałam się przez pocałunek. Oderwałam się od niego i popatrzyłam na niego.
- Jesteś zmęczony całą tą trasą, prawda? – spytałam.
- Tak. – uśmiechnął się lekko. – Ale to naprawdę sprawia mi przyjemność. Robię to co kocham, a uszczęśliwiając tym innych, to już w ogóle. – założył mi kosmyk włosów za ucho. 
- Idę. – cmoknęłam go w usta i wstałam. Szłam do drzwi i spojrzałam na niego ukradkiem. Patrzył się na mój tyłek. Pokręciłam głową i się zaśmiałam. Oj Justin, Justin.
Weszłam do pokoju Jake’a i podeszłam do łóżeczka. Siedział i bawił się swoim miśkiem. Co on taki cichy?
- Mama! – krzyknął i koniec ciszy. Wyciągnął do mnie łapki. Wzięłam go na ręce.
- Cześć szkrabie. – uśmiechnęłam się do niego i połaskotałam. Zaczął się śmiać.
- Idziemy do taty? – zapytałam.
- Tak! – krzyknął z szerokim uśmiechem na ustach. Mam nadzieję, że Justin się ubrał. Oby. Wyszliśmy z pokoju Jake’a i zamknęłam drzwi. Podążyłam korytarzem do drzwi naszej sypialni. Puściłam synka na podłogę i wbiegł w głąb pokoju. Wskoczył Justinowi na łóżko a Justin usiadł na kolanach. Mały zaczął skakać po materacu a Justin spojrzał się na mnie. Kocham taki wyraz twarzy Biebsa. Justin w pewnym momencie go złapał i położył na łóżku. Zaczął go łaskotać a Jacob śmiał się w niebogłosy.
- Mamuuuś! Pomóż mi! – krzyczał przez śmiech.
- Super mama na ratunek! – krzyknęłam rozbawiona i wskoczyłam między chłopaków. Oboje z Jacobem przekręciliśmy Justina, w gruncie rzeczy ja, tak, że teraz my mogliśmy go łaskotać.
- Tak to nie będzie. – powiedział Bieber i przekręcił mnie, że byłam pod nim. Teraz on przejął inicjatywę.
- Juuuuustin! B-błagam Cię ! haha – śmiałam się. – Synek? – spojrzałam na Jacoba i dalej się śmiałam. Spojrzałam na Justina, który śmiał się i wystawił mi język.
- Super syn na ratunek! – powtórzył moje słowa na co mocniej się zaśmiałam. Wskoczył Justinowi na plecy.
- O ty mała spryciulo. – powiedział Justin, przestał mnie łaskotać i zszedł z łóżka z Jacobem na plecach. – Teraz Cię nie puszczę.
- Okej. – Jacob uśmiechnął się i złapał tatę za szyję. JB chodził po pokoju udając supermana a Jacob się z niego śmiał. Patrzyłam tak na nich z rozbawieniem i zdałam sobie sprawę  tego jakie mam szczęście. Jakie szczęście ma Jacob mają mamę i tatę. Mam przy sobie swoje dwa najważniejsze szczęścia. Justin Bieber i Jacob Bieber – moi życiowi mężczyźni. Mężczyźni, którzy mnie kochają, z całego serca... Mam nadzieję, że tak jest. 

Wtedy nie zdawała sobie sprawy jak bardzo się myliła…
W dobrym znaczeniu tego zdania, czy złym...?
___________________________________
Hej! Miałam wenę, są wakacje więc rozdział już jest! :) 
Właśnie... jak tam wasze średnie? pochwalcie się :p ja miałam 4.0 xD
Mam nadzieję, że niedługo pojawi się nowy ^^
No i w końcu jest TO! nie wiem jak ale jest xd większość tego fragmentu zaczerpnęłam z książek, ale myślę, że to jak na mnie normalne :D lmao
Mam nadzieję, że się podoba. Jak wrażenia?
Love u all Xx 
Mam prośbę...
JEŚLI CZYTASZ - SKOMENTUJ
Dla Ciebie to chwila wpisać choćby "Super" dla mnie mega satysfakcja. To naprawdę motywuje do pisania :)

niedziela, 22 czerwca 2014

II Rozdział 66 "Gdzie... gdzie ja jestem?"



-Znamy się? – zapytał, a ja zdjęłam maskę. – Victoria. – powiedział i sam zdjął maskę. Na mojej twarzy jak i na jego wymalowało się zdziwienie.
-Żartujesz sobie prawda? - spytałam i rzuciłam się na niego. - Boże... Luke! - przytuliłam go jak najmocniej. Objął mnie w pasie i okręcił wokół osi.
-Jak ja za Tobą tęskniłem. - wyszeptał mi włosy.
-Uwierz mi... ja bardziej. - w moich oczach stanęły łzy. Łzy szczęścia.
-Ile to już? 3 lata? - zapytał kiedy odstawił mnie na podłogę. Spojrzałam na blondynkę, która rozmawiała z Lukasem. Uśmiechała się.
-5. - odpowiedziałam uśmiechając się przez łzy.
-5? Na prawdę? Nie wiem jak ja to wytrzymałem. - podniósł mnie do góry na co ja się śmiałam.
-Postaw mnie, wariacie. - na twarzy miałam uśmiech.
-Ekhem... - odchrząknęła dziewczyna. Ale mimo to z uśmiechem.
-Ach tak, zapomniałem. - gdyby mógł to strzeliłby sobie z otwartej dłoni w czoło. - Amy to jest...
-Tori. - poprawiłam uśmiechając się.
-Zawsze zapominam. - na jego twarzy wyszedł grymas a my się zaśmiałyśmy. - Vici? Mogę tak do Ciebie mówić, prawda? To tak. Vici to jest moja dziewczyna Louise. Lou to jest moja... - spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się. - przyszywana siostra.
-Miło mi Cię w końcu poznać. - wyciągnęła do mnie rękę i puściła oczko. Uścisnęłam jej dłoń. - Luke dużo o Tobie opowiadał. - uśmiechając wtuliła się z niego i spojrzała na jego twarz a potem na mnie. - W samych superlatywach. - zaśmiałam się.
-Gdyby tak się dało. - Luke przyłączył się do mnie.
-Victoria! - usłyszałam, głosy z tyłu.
-Przepraszam ale muszę lecieć. Masz ten sam numer telefonu ? - zapytałam.
-Zmieniłem. - zrobił podkówkę z ust. - ale mam nadzieję, że ty masz ten sam. - uśmiechnął się lekko a ja pokiwałam głową na „tak” i uśmiechając się podeszłam do osoby, która mnie szukała.
Była to Kate, by zawołać mnie do zdjęcia grupowego, które będzie wisiało w holu redakcji. Do domu wróciłyśmy koło 5 nad ranem. Dzisiaj po południu, podczas gdy Gaby robiła coś w kuchni zadzwoniłam na lotnisko i przebukowałam bilety na środę wieczorem. Więc razem z dzisiaj mamy jeszcze cztery dni. No może niedzieli nie liczmy, bo po wczoraj to raczej cały dzień przeleżymy.
No i było tak jak przewidziałam. Wstałyśmy koło 13 w południe. Wstałam powoli i udałam się do kuchni po wodę i aspirynę. Niby dużo nie wypiłam, ale wystarczyło, żeby na małego kacyka się załapać. Wypiłam całą szklankę wody duszkiem. Poszłam do salonu i ległam na kanapie. Włączyłam telewizor, akurat leciały jakieś wiadomości. Podniosłam się do pozycji siedzącej gdy wypowiedzieli moje imię i nazwisko. Pogłośniłam trochę.
-Czyżby narzeczona Justina Biebera go zdradzała?! Dziewczyna przyleciała do Los Angeles razem z przyjaciółką. Przedwczoraj widziano ją w klubie z jakimś tajemniczym chłopakiem. Natomiast wczoraj widziano ją na bankiecie z okazji 20- lecia magazynu „Teen Vogue” obściskującą się z jakimś przystojnym mężczyzną. Czyżby to był koniec Jori? Co na to powie Bieber?
-O Boziu, nie mają czego wymyślać. - ściszyłam telewizor.
-Kto ? Co? - Gaby legła koło mnie. - Mój łeb... -jęknęła i wzięła szklankę z stolika i piła.
-Zdradzam Justina z Mikołajem i Lukasem. - powiedziałam a ona, wszystko to co miała w buzi, wypluła i wpadła w niepohamowany śmiech.
-Ty i Lukas? Hahah. Zaraz... co?! - podniosła się, złapała za głowę i opadła z powrotem na kanapę. - Ałł... - poprawiła się trochę i spojrzała na mnie. - ten Lukas? Jakim cudem? - uniosła brew do góry.
-Spotkałam go wczoraj na bankiecie. - odpowiedziałam i poszłam do łazienki.
Uśmiechałam się przez cała kąpiel, przypominając sobie wspomnienia z Luke'iem. Było super. Skąd go znam? Na samym początku pobytu w sierocińcu, byłam lekko mówiąc wyśmiewana przez moich rówieśników i starszy. Lukas jako jedyny nie odwrócił się ode mnie i zaprzyjaźnił się ze mną. To dzięki niemu, wyszłam bez szwanku i to on pomógł mi uporać się ze śmiercią taty i An. Jest starszy o 3 lata, ale to i tak nam nie przeszkadzało. Ja zawsze byłam odpowiedzialniejsza jak na swój wiek, a Lukas zachowywał się jakby miał wtedy 12 a nie 15 lat. Zawsze się śmialiśmy. Nie było dnia, kiedy bylibyśmy smutni. Ogólnie było zajebiście, póki Lukas nie ukończył 18 lat i musiał wyprowadzić się z budula. Potem było tylko super.
Wstałam rano, właściwie o 7 i dlatego, że obudził mnie telefon.
-Słucham? - odblokowałam telefon i spytałam zaspanym głosem.
-Panienka Beadles? - usłyszałam po drugiej stronie głos kobiety.
-Zgadza się. O co chodzi? - zapytałam.
-Pani rodzice mieli wypadek...
-Co?! - poderwałam się z łóżka. - To coś poważnego?
-...Samochodowy – dokończyła. - Pańska matka uderzyła głowa w przednią szybę i dostała wstrząśnienia mózgu. Może to zagrażać utratą pamięci. A Pańskiemu ojcu poza kilkoma siniakami nic nie zagraża. - kobieta mówiła a w moich oczach pojawiały się łzy. - Dziękuję za poinformowanie. W którym szpitalu są?
-Na Garden Street w Stratford. Do widzenia. – rozłączyła się a ja poderwałam się z łóżka, wyciągnęłam walizkę i zaczęłam pakować ciuchy. Dziwne… spakowałam się w 10 minut co u mnie jest rekordem.
-Gaby! Zbieraj się! – krzyknęłam na cały apartament, wchodząc do jej pokoju.
-Co jest? Co się drzesz? – spojrzała na mnie.
-Lecimy do Stratford. – tyle mnie widziała i słyszała.
Zadzwoniłam na lotnisko i zarezerwowałam dwa bilety. Najbliższy lot jest za godzinę. Może zdążymy. Zniosłam walizki na dół i czekałam na Gaby i taksówkę. Ręce trzęsły mi się strasznie. Oby im się nic nie stało. Próbowałam się uspokoić biorąc głębokie wdechy i wydechy. Wcale nic nie pomagały. Oby wszystko było w porządku. Nie daruje sobie jeśli coś im się stanie. To moja wina. Gdybyśmy nie przyleciały do Los Angeles mama nie musiałaby być w Atlancie, a tata nie musiałby wyjeżdżać po nią na najbliższe lotnisko, które jest oddalone od Stratford o 20 kilometrów. Nie daruję sobie tego. Po moich policzkach poleciały łzy. Wytarłam je dłonią i wyjęłam telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Justina. Przesunęłam palcem po ekranie, żeby odebrać.
-Tori? Gdzie jesteś? Wszystko będzie dobrze. Twoja mama jest pod opieką najlepszych lekarzy. Będę wieczorem w Stratford. Nie martw się. – to były pierwsze słowa, które usłyszałam. Uśmiechnęłam się przez łzy.
- Jesteś niezastąpiony. Kocham Cię. 
- Kocham Cię, Victoria. 
Skończyłam, bo zobaczyłam idącą Gaby. Wsadziła walizkę do bagażnika i pojechałyśmy na lotnisko. Trafiłyśmy na końcówkę odprawy. Jeszcze kilka minut a musiałybyśmy czekać na kolejny samolot. Leciałyśmy długo. Przynajmniej mi się tak wydawało. Strasznie mi się ten czas dłużył. Nie usnęłam, nie mogłam siedzieć na miejscu, ledwo co mi się udało. W końcu włączyłam sobie „Be Alright” i kilka innych piosenek Justina. Troszkę się uspokoiłam. Ale tylko „trochę”.
Z lotniska od razu pojechałyśmy do szpitala. Podróż trwała godzinę przez głupie korki. Miałam ochotę wydrzeć się na cały świat. Gaby próbowała mnie uspokoić. Łzy ze zdenerwowania już w ogóle mi nie leciały.Wyciągnęłam telefon z kieszeni i przyłożyłam do ucha. 
- Victoria? - usłyszałam po drugiej stronie aparatu. 
-Hej kochanie. – odpowiedziałam.
-Szczęście nie płacz, proszę Cię. Już jestem w drodze na lotnisko. – fakt, w tle było słychać szum.
-To dobrze. Muszę kończyć. Kocham Cię. – powiedziałam.
-Kocham Cię, Tori. – rozłączyłam się.
Wleciałam do szpitala jak opętana. Podleciałam do recepcji.
-Co z Sandi Beadles? – zapytałam od razu.
-Kim pani jest? – zapytała spokojnie kobieta w średnim wieku.
-Jej córką. Co z nią? – spytałam po raz kolejny.
-Victoria! – usłyszałam swoje imię i odwróciłam się w stronę głosu.
-Tata! – rzuciłam się na niego a on syknął z bólu. Odsunęłam się od niego. – Przepraszam.
-Nic się nie stało, skarbie. – przytulił mnie lekko. – Jechaliśmy samochodem. Zatrzymaliśmy się na przejściu, bo było czerwone. Mama się odpięła, chciała wziąć torebkę z tyłu. Patrzyłem na nią i uśmiechałem się. Nagle poczułem szarpnięcie i uderzenie. Uderzyłem głową w kierownicę a mama wyleciała przez przednią szybę. Ma wstrząs mózgu. Jeszcze się nie obudziła. – słyszałam jak płacze. Ścisnęłam go mocniej.
-Cii tato. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. – szeptałam mu do ucha, że wszystko będzie dobrze. Mama się wybudzi i będzie tak jak dawniej.
Usiedliśmy na krzesełkach przed salą operacyjną i siedzieliśmy w ciszy. Nie przeszkadzała nam. Gaby postanowiła pojechać do domu i zawieźć walizki. Byłam jej wdzięczna, bo wolałam zostać z tatą. Posiedzieliśmy z dwie godziny i tata zasnął. Wstałam i poszłam do recepcji spytać się czy wiadomo już co z mamą. Niestety operacja jeszcze trwała, a recepcjonistka nie dostała żadnych informacji. Westchnęłam i poszłam do łazienki. Skorzystałam z toalety i spięłam włosy w kucyk. Przemyłam twarz wodą i wyszłam na korytarz. Spojrzałam w stronę drzwi i poczułam jak ktoś podnosi mnie do góry. Zamknęłam oczy i napawałam się zapachem mężczyzny mojego życia. Uśmiechnęłam się od razu kiedy poczułam jego ręce oplatające moją talię.
-Tęskniłem. - powiedział chowając twarz w zgięcie między szyją a ramieniem.
-Kocham Cię. - odpowiedziałam i wtuliłam się w niego mocniej czując, że łzy napływają mi do oczu. Ile razy jeszcze dzisiaj mu to powiem?
-Shh spokojnie. - głaskał mnie po głowie. Odsunął mnie od siebie, trzymając swoje dłonie na moich policzkach. Patrzył mi w oczy, uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. - Podobno mnie zdradzasz. Czy ja o czymś nie wiem, hm? - zaśmiałam się przez łzy.
-Tak, nawet z trzema chłopakami. O jednym nie powiedzieli w mediach. - odpowiedziałam a on uniósł brew do góry. - Jest mega przystojny, dobry w łóżku, lubi tatuaże i muzykę. Tylko jest problem... Ma żonę i synka. - zrobiłam grymas.
-Mój głupol. - zaśmiał się i pocałował mnie w usta.
-Gdzie Christian? - spojrzałam mu w oczy.
-Pewnie już z Willem. - odpowiedział i objął mnie w talii. Wróciliśmy pod salę operacyjną.
Przywitałam się z bratem i usiadłam Justinowi na kolanach. Wtuliłam się w niego jak Jacob gdy śniły mu się koszmar po scooby – doo. Czemu ogląda takie stare bajki? Justin. Możliwe, że przez dzieciństwo ma do niego i jego przygód sentyment. Jake ma po ojcu. Jego pierwszy horror w życiu/. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Jakie. Ciekawe jak on tam. Tęsknię za tym małym brzdącem. Strasznie go kocham. Jest na pierwszym miejscu razem z Justinem. Tata kazał mi jechać do domu ale ja uparcie czekałam w szpitalu na wieści od lekarza. Po 6 godzinach operacji, z sali w końcu wyszedł chirurg. Powiadomił nas, że operacja poszła dobrze, ale najbliższe 24 godziny zadecydują o zdrowiu Sandi. Nie pozwolili nam się z nią zobaczyć. Mogliśmy na nią patrzeć tylko i wyłącznie przez szybę, bo była na oiomie. Była wycieńczona, podłączone były kable, kabelki do maszyny, która cały czas robiła pi, pi, pi, pi. Oddychała przez jakąś rurkę.
Pan Smith powiedział do taty:
-Jak pan wie, tomografia pańskiej żony wykazała krwotok wewnętrzny czaszki. Zależy nam by pomóc pacjentom z rozległym krwotokiem wewnętrznym w śpiączce. Łagodzimy ich ból, wspomagamy system odpornościowy, dajemy czas by mózg mógł odzyskać sprawność. Najpierw musi zejść opuchlizna.
Nie bardzo z tego coś zrozumiałam. Potem wytłumaczył, że mama może mieć zanik pamięci. Całkowitej albo częściowej. Ughhh gdy doktor to mówił, łzy leciały mi ciurkiem a Justin próbował mnie uspokoić. Później przyjechała Gaby i od razu wpadła w ramiona Chrisa. Była szczęśliwa, że w końcu może przytulić się do niego. Była wręcz wniebowzięta. Jeszcze bardziej wtuliłam się w Justina. Potem już nic nie pamiętam. Kojarzę tylko jak Justin śpiewał mi do ucha „Be alright” i mówił, że mnie kocha. Ostatkami sił odpowiedziałam:
-Ja Ciebie też.

*** Miesiąc później***

Zacznijmy od tego, że Justin ma przerwę, został mu już tylko miesiąc. Cieszę się, że spędzimy te dwa miesiące razem. Jacob ma już rok i dwa miesiące, a gada jak najęty. Pomińmy to, że jeszcze połowy słów często nie potrafię zrozumieć, no ale co się dziwić?
Mama? Jeszcze się nie wybudziła. Tata jednak nie traci nadziei. Siedzi całymi dniami przy łóżku mamy i mówi jej co się u nas dzieje. Jak tam nam się wiedzie, jak się czujemy, jakie nowe słówka mówią Jake i Mel. Jestem z niego dumna, że się nie załamał. Jakiś dobry miesiąc temu powiedział mi, że jak mama się obudzi musi zobaczyć, że jest silny i nie popadł w depresję. Tak bardzo go kocham. Jest ideałem faceta.
Pojechaliśmy z Justinem i Jacobem do szpitala. Mały taaak się zmęczył na placu, że Justin musiał go nieść na rękach. Słodko razem wyglądali.
Weszliśmy do sali mamy. Tata jak zwykle siedział przy łóżku.
-Hej tatku. - podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. - Masz tu coś do jedzenia. - uśmiechnęłam się do niego.
-Dziadziuuu! - krzyknął Jacob. Justin go postawił a mały podbiegł do dziadka.
-Cześć mały rozrabiako. - przytulił go i poczochrał po głowie.
-Kjedy babcja śje obudzji? Tęknję źa nją. - zrobił smutną minkę i wpełz na łóżko. Położył się koło Sandi. Spojrzałam na Justina ze smutkiem w oczach.
-Chodź tu. - powiedział bezgłośnie i wystawił lekko rękę. Podeszłam do niego i się w niego wtuliłam.
-Babcja! - pisnął Jacob i usiadł na kolanach patrząc na twarz mamy. Spojrzeliśmy z Justinem i tatą po sobie.
-Co się stało synku? - podeszłam do niego i wzięłam go na ręce.
-Babcja się polusyła! - krzyknął i intensywnie wpatrywał się w rękę mamy. Zmrużyłam oczy i podążyłam za jego wzrokiem.
-Zawołaj lekarza. - powiedziałam spokojnie i spojrzałam na Biebera.- Justin! - krzyknęłam. - rusz się. - wyleciał z sali.
-Proszę się odsunąć. - po paru minutach do sali wpadł lekarz z dwiema pielęgniarkami. Stanęliśmy w czwórkę z boku i oglądaliśmy sytuację, która miała miejsce. Lekarz zbadał mamę a ona otwierała powoli oczy. Otwierała i zamykała, tak na okrągło. Raziło ją chyba światło.
-Gdzie... gdzie ja jestem? - spytała zachrypniętym i zmęczonym głosem.
-W szpitalu. - odpowiedziała jedna z pielęgniarek. Jej oczy chodziły od jednej twarzy do drugiej. Przy lekarzu i pielęgniarkach miała dziwny wyraz twarzy, dopiero gdy spojrzała na tatę w jej oczach pojawiły się łzy i iskierki.
-Will... - szepnęła i wyciągnęła do niego dłoń.
-Tak się martwiłem. - podbiegł do niej, złapał za rękę i przyłożył sobie do policzka. - Pamięta mnie. - odwrócił głowę w naszą stronę i uśmiechnął się mówiąc cicho. - pamięta mnie...
-Justin? Amy? Co wy tu robicie? Gdzie Caitlin i Chris? - zapytała i rozejrzała się po sali. W momencie gdy powiedziała „Amy” spojrzałam na Justina przerażonym wzrokiem. Mocniej ścisnął moją rękę.
________________________________________________________________



Jej! Rozdział... umm może być. 
Zagląda tu ktoś wgl jeszcze? Czyta ktoś te moje wypociny? Eh...
Miałam wstawić rozdział jeśli pod poprzednim będzie 5 komentarzy... a był 1.
Czyli prawdę mówiąc nie powinnam wstawiać TEGO.
No ale cóż.
Mam prośbę... 
JEŚLI CZYTASZ - SKOMENTUJ 
Dla Ciebie to chwila wpisać choćby "Super" dla mnie mega satysfakcja. To naprawdę motywuje do pisania :) 
Love u all <3
Ps. Jeśli nie będzie komentarzy, i jeśli nie będzie wam zależało na tym, żebym pisała tego bloga... Za kilka rozdziałów będzie koniec opowiadania.