środa, 23 lipca 2014

Rozdział 68 "Księżniczko... kto Ci to zrobił?"


Za gorąco. To jedyne o pomyślałam od razu po przebudzeniu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Justina. Byliśmy jedną, wielką plątaniną rąk i nóg. Nie chciałam się ruszać, żeby go nie obudzić, ale było strasznie gorąco. Jęknęłam cichutko i poczułam jak Justin się po rusza. Spojrzał na mnie zaspanymi oczami.
-Dzień dobry, panie Bieber. - powiedziałam.
-Dzień dobry, pani Bieber. - pocałował mnie w brzuch i wyplątał się z mojego uścisku. Co za ulga. Leżeliśmy w ciszy. Znowu położył głowę pomiędzy piersi, a ja bawiłam się jego włosami. Ma takie gęste i grube włosy.
-O czym myślisz? - spytał nie patrząc na mnie.
-O tym jakie masz gęste i grube włosy. - odpowiedziałam a on się zaśmiał. Pokręcił głową tak, że dotykał mnie włosami w szyję. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w głowę.
-Za tydzień znowu muszę wyjechać. - powiedział a w jego głosie udało się wyczuć smutek.
-Z Becky G? - wydęłam usta. Podniósł głowę.
-Jesteś zazdrosna? - uniósł brew do góry. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Podniósł się na łokciu i patrzył na mnie z góry. Zmrużył oczy. - naprawdę? - spytał zadziornie. Westchnęłam.
-No, Justin, popatrz na siebie. Masz idealne ciało, umięśnione, zajebiste, gęste, grube włosy, słodki uśmiech, ponętne usta. Ale to już nawet nie chodzi o wygląd. Masz cudowny charakter. I jak ja mam nie być o Ciebie zazdrosna? - powtórzyłam jego trik i uniosłam brew do góry.
-Mam ponętne usta? - zagryzł wargę, żeby się nie zaśmiać.
-Nie przygryzaj wargi. - wysunęłam do przodu palec. Położyłam dłoń na jego policzku i kciukiem ujęłam dolną wargę i uwolniłam ją. -Ani mi się waż, więcej tak robić. - zmrużyłam na niego oczy i przyciągnęłam do siebie. Wpiłam się w jego usta a on nie wiedział o co chodzi. Otworzyłam oczy na sekundę. Zaśmiałam się przez pocałunek. Widząc jego wielkie oczy ze zdziwienia... o mamusiu. Tym razem to on zmrużył oczy i mocniej przycisnął mnie do łóżka. Jęknęłam cicho co wywołało u niego uśmiech. Wplotłam dłonie w jego włosy, zacisnęłam palce i pociągnęłam lekko do tyłu. Teraz to on jęknął i odsunął się trochę ode mnie. Pokręcił z rozbawieniem głową i ponownie wpił się w moje usta. Moje dłonie wczepiłam w jego włosy i przysunęłam jeszcze bliżej siebie. Mruknął cicho i pociągnął za moją dolną wargę. Zjechał z pocałunkami niżej i odchyliłam szyję do tyłu, żeby miał lepszy dostęp. Potem jego usta powędrowały do moich piersi, potem na brzuch i przyciągnęłam go za włosy z powrotem do moich ust. Jego jedna dłoń powędrowała pod moją bluzkę, a moja dłoń do jego spodenek, kiedy...
-Ekhem.- odsunęliśmy się od siebie i spojrzeliśmy wielkimi oczami w swoje nawzajem. Wychyliłam się lekko za Justina i zobaczyłam Pattie. Zepchnęłam go szybko z siebie i zakryłam kołdrą. Dioos...co za wstyd. Jak długo ona tu jest...?
-Mamo? Wiesz, że nie wchodzi się bez pukania? - zapytał Justin. Czułam na moich policzkach, że robię się cała czerwona. Zakryłam się kołdrą po głowę. Tylko nasłuchiwałam.
-Drzwi były otwarte, a poza tym mam wiadomość dla Victorii. - powiedziała całym imieniem. Jest zła?
-Słucham? - spytała, nie odkrywając się. Poczułam Justina rękę pod kołdrą na moim udzie. Co za wstyd.
-Twoja mam wróciła do domu. - powiedziała a ja zesztywniałam. Powoli zsunęłam pościel z mojej twarzy i spojrzałam na Pattie. Wyraz twarzy miała łagodny. Pokręciła przecząco głową ze smutkiem, napotykając mój wzrok pełen nadziei. Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby, czując pod nimi łzy. Potrząsnęłam głową i otworzyłam oczy, patrząc prosto na mamę Justina.
-Ale poza tym, wszystko z nią w porządku? - zapytałam, starając się, aby mój głos brzmiał jak normalniej. Potwierdziła ruchem głowy i siedzieliśmy w ciszy. Czułam jak dłoń Justina zacisnęła się mocniej na moim udzie.
-Pójdę do Jacoba... - szepnęła Patricia i zamknęła za sobą drzwi a ja dalej się wpatrywałam w miejsce, gdzie przed chwilą stała Pattie.
Wpatrywałam się tępo w tamto miejsce. Byłam jak sparaliżowana. Nie chcę, żeby tak było.
Poczułam jak uścisk Justina zmalał. Spojrzałam na niego przestraszona, a on uśmiechnął się nieśmiało. Usiadł przede mną mając nogi pomiędzy moimi biodrami. Zastanawiałam się przez chwilę i doszłam do wniosku, że jeszcze nigdy nie widziałam u niego tego uśmiechu. Przekręcił głowę w prawą stronę.
-No co? - spytałam.
-Zrobiłaś dziwną minę... ooo taką. - zachichotałam. - Uwielbiam ten dźwięk. - położył mi dłoń na policzku. Wtuliłam się w nią.
-Jesteś idealny. - powiedziałam.
-Myślę, że ideały nie istnieją... - powiedział z przekąsem.
-Dla mnie jesteś. - uśmiechnęłam się do niego.
-W takim razie... ty dla mnie też. - przytulił się do mnie. Objęłam go nogami w pasie i wtuliłam twarz w cięcie między głową a obojczykiem.
Wzięłam głęboki oddech. Pachniał żelem pod prysznic, perfumami i... Justinem. To zabójcza mieszanka, boska, ale równocześnie strasznie ( przynajmniej dla mnie) uspakajająca. Uwielbiam jego zapach. Jest taki... wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju.
-Kocham Cię, Justinie Drew Bieber. - powiedziałam mu do ucha.
-Wiem. - bardziej poczułam niż zobaczyłam jego uśmiech.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w takiej pozycji, a potem zeszliśmy do kuchni. Trzymaliśmy się za rękę, bo Justin nie chciał puścić mojej. Z jednej strony byłam speszona, gdy zastaliśmy Pattie krzątającą się po kuchni, a z drugiej byłam mu bardzo wdzięczna, bo czułam, że nie do końca wszystko było dobrze. Od miesiąca kręciło mi się w głowie. Jak byliśmy u mamy w szpitalu i zrobiło mi się słabo, pielęgniarka zapewniła mnie, że to pewnie z przemęczenia, nerwów i niedospania. Pokiwałam twierdząco głową, na jej tezę, ale mi coś nie pasowało. Jeszcze nie wiem co, ale się dowiem. Prędzej czy później. Raczej prędzej, bo za tydzień powinnam dostać miesiączkę.
Pattie zrobiła nam śniadanie. Naleśniki z bitą śmietaną i powidłami. Mmm boskie! Palce lizać. Uwielbiam jedzenie robione przez mamę Justina.
Potem pożegnała się z nami i powiedziała, że idzie odwiedzić koleżankę. Poszliśmy do salonu. Jacob pognał jako pierwszy i wziął pilot do ręki. Justin się z nim przedrzeźniał i nie chciał mu włączyć, w końcu zrobił mu tą przysługę i włączył na jakąś baję. Oglądaliśmy z nim coś. W sumie to on oglądał, a my uśmiechaliśmy się do siebie albo do niego, kiedy w bajce było coś śmiesznego a on się z tego śmiał.
Po kilku bajach ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałam na Justina, ale on był zajęty czymś w swoim Iphonie. Wywróciłam oczami i wstałam. Podeszłam do drzwi i nie patrząc, przez wizjer otworzyłam je. Przede mną zobaczyłam Caitlin, Daniela i... Jazzy?
-Spotkaliśmy się z nią przed domem. - wytłumaczyła Lina. - Cześć. - cmoknęła mnie w policzek
-Hej. - odpowiedziałam. - Cześć Gwiazdeczko. - pocałowałam Daniego w policzek. Zaśmiał się i odpowiedział
-Mam nadzieję, że nic się nie stanie jeśli posiedzimy tu kilka godzin prawda? - uśmiechnął się lekko.
-Pewnie, że nie. Wchodźcie. - przesunęłam się w drzwiach, żeby ich wpuścić. - Justin jest w salonie. - uśmiechnęłam się lekko. Weszli w głąb domu, a ja spojrzałam na dwór. Kucnęłam i byłam twarzą w twarz z Jazzy. No może nie zupełnie. Chwyciłam jej podbródek i uniosłam do góry, żeby na mnie spojrzała. - Co jest, księżniczko? - spytałam i założyłam jej włosy za ucho. Matko boska. - Justin! - krzyknęłam i przekręciłam głowę małej. Dotknęłam palcem policzka.
-Auć... - mała syknęła.
-Co jest? - spytał a ja spojrzałam na niego i zwróciłam jego uwagę na sińca. Wytrzeszczył oczy i automatycznie znalazł się na poziomie małej. - Księżniczko... kto Ci to zrobił? - spytał i kciukiem starł jej pojedynczą łzę.
-Jaxon się bawił samochodem i... - pokręciła głową, a Justin ją przytulił. Spojrzał na mnie a po jego twarzy pociekła jedna łza. „Tata”, powiedział bezgłośnie. Że niby Jeremy? Otworzyłam szeroko oczy a on pokiwał głową ze smutkiem.
-Ćśśś... jest dobrze. - głaskał ją po głowie. - Nie płacz... - powiedział jej na uszko i podniósł się. Ja zrobiłam to samo.
-Daj mi ją. - podał mi ją niechętnie a ja poszłam z małą do kuchni, posadziłam ją na blacie koło lodówki i z zamrażalnika wyjęłam lód. Przyłożyłam paczkę do jej policzka.
-Boli... - szepnęła.
-Wiem, skarbie. Wytrzymaj troszeczkę, dobrze? - pokiwała główką. - Po tym będzie Ci lepiej. - uśmiechnęłam się lekko. Gdy lód zaczął się rozpuszczać, wytarłam jej policzek ręcznikiem i wzięłam na ręce. Nie była najlżejsza, ale nie chciałam jej puścić.
-Jacob śpi? - spytała.
-Nie. Chcesz się z nim pobawić? - uśmiechnęłam się do niej a ona pokiwała główką i położyła ją na moim ramieniu. Weszłam do salonu gdzie siedziała cała czwórka. Uśmiechnęłam się do wszystkich i postawiłam Jazmyn na podłodze obok Jake'a. Mały ucieszył się na widok cioci. Skoczył na nią i się przewrócili. Jazzy się zaśmiała. Odetchnęłam z ulgą.
Usiadłam obok Justina. Wzięłam jego rękę, przerzuciłam przez moje ramię i położyłam sobie na biodrze. Podniosłam głowę żeby spojrzeć na niego. Uśmiechnął się i pocałował mnie w głowę. Odwróciłam głowę w stronę naszych gości i zapytałam się co tam u nich. Caitlin powiedziała, że przeprowadzają się do Los Angeles. Mówiła, że Amanda wkręci ją w jakieś większe firmy modelingowe. Daniel natomiast rozgadał się na temat tego, że kolega jego kolego, czy jakoś tak, umówi go do jakiegoś tam producenta, który poszukuje młodych talentów. Razem z Justinem wkręcili się w ten temat, a my z Caitlin uśmiechałyśmy się do siebie i wtulałyśmy w naszych mężczyzn.
Po dwóch godzinach rozmowy, ja i Lina poszłyśmy do kuchni coś upichcić. Z racji tego, że Justin i Caitlin wręcz kochali spaghetti a mnie naszła wielka ochota, to zrobiliśmy makaron z sosem, czyli spaghetti. Podczas przygotowywania posiłku dzieciaki latały po kuchni i nam przeszkadzały i podjadały. Cieszę się, ze Jazmyn chociaż na chwilę zapomniała o tym co się stało.
Nawet nie zauważyłam jak stałam nieruchowo z głową skierowaną w stronę okna a oczy wpatrzone w dom Bieberów. Jeremy? Nie wierzę. Potrząsnęłam głową, i wróciłam do krojenia papryki.
Po prawie godzinie obiad był gotowy, więc zawołałyśmy chłopaków. Postawiłyśmy talerze na stole i posadziłam dzieciaki. Jazmyn jadła sama, a ja nakarmiłam Jacoba. Kiedy w końcu mały zjadł, ja zaczęłam pałaszować moją porcję. Złapałam Justina na tym, że przyglądał się Jazzy. Przyjrzałam się mu. Jego też bił? A Pattie? Jeśli tak to czemu nic z tym nie zrobiła? Powiedziała komuś? Masa pytań nasuwała mi się na język, ale napotykając wzrok Justina, znowu zaczęłam jeść.
Po posiłku chłopcy zaoferowali się, że posprzątają po obiedzie. Uśmiechnęłyśmy się z Caitlin do siebie. Usiadłyśmy na kanapie w salonie i włączyłam telewizor.
Chwilę później, musiałam zanieść Jacoba do jego pokoju i położyć spać, bo posiłek strasznie go znużył. Zamiast do jego pokoju poszłam do naszej sypialni i położyłam go na łóżko. Cmoknęłam w czoło i nakryłam kocykiem.
-Mamusiu... nie idź. - szepnął zaspanym głosem i otworzył zaspane oczka. Położyłam się koło niego.
-Nigdzie się nie wybieram. - pocałowałam go we włosy i głaskałam po nich.
Nuciłam mu melodię do jednej z moich piosenek. Gdyby tak... gdyby tak, zadzwonić do Anahi? Dalej jest moją menadżerką. Może... chciałaby dalej ze mną współpracować. Kilka piosenek wyszło... akurat na jeden album. A może by tak najpierw krótka trasa z tamtymi piosenkami, a w międzyczasie nagrywanie na następny? Już nawet mam pomysł na tytuł. Ale to powiem dopiero wtedy, gdy porozmawiam z Any.
Spojrzałam w stronę drzwi, które się lekko uchyliły.
-Śpi? - spytała cicho Jazzy. Pokiwałam głowa na tak.
-Chodź. - odszepnęłam i pokazałam miejsce obok Jake'a. Uśmiechnęła się leciutko. Zamknęła słodko drzwi i podeszła do łóżka. Wpełzła się na nie i położyła obok bratanka. Leżałyśmy w ciszy. Podniosła małą rączkę i pogłaskała Jacoba po głowie.
-To tatuś mi to zrobił. - powiedziała a ja przełknęłam ślinę.
-Czemu? - spytałam zachrypiałym głosem.
-Tatuś bił mamusię. A ja nie chciałam, żeby znowu ją uderzył. - bije Erin? - Tatuś się zamachnął, bo chciał uderzyć mamusię w twarz. Ale... ale ja odepchnęłam mamusię i tatuś uderzył mnie. Bolało, bardzo. Ale tatuś powiedział, że nie chciał tego zrobić. Powiedział, że mnie kocha... - powiedziała i usnęła.
Byłam... wstrząśnięta. Jeremy bije Erin? To na pewno ten sam Jeremy? Muszę o tym porozmawiać z Justinem. Wstałam powolutku z łóżka, żeby nie obudzić dzieciaków i nakryłam Jazzy. Wyszłam na korytarz i wypuściłam powietrze ze świstem. Zeszłam na dół i wyjrzałam za okno. Już zmierzchało. Ile ja tam siedziałam? Zmrużyłam oczy i weszłam do salonu.
-Justin, musimy porozmawiać. - powiedziałam, a on odwrócił się do mnie. Pokiwał głowa. Usiadłam obok niego. - Powiesz mi o co w tym wszystkim chodzi? - spytałam. Chwilę się nie odzywał. Nie chciałam naciskać, ale on wiedział, że będziemy musieli o tym porozmawiać.
-Jak miałem 15 lat, mama powiedziała mi, że Jeremy ją bił. I to nie był jeden wybryk. Chciałem wtedy pójść do niego i mu wszystko wygarnąć. I przy okazji walnąć w pysk. Chciałem mu powiedzieć, że go nienawidzę. Że jest śmieciem, dlatego, że podniósł rękę na kobietę. Mama z ledwością mnie powstrzymała i zatrzymała w domu. Powiedziała mi, że ją przeprosił, błagał ją żeby mu wybaczyła. Że zdał sobie sprawę, że naprawdę źle robi. Powiedział jej nawet, że sam może pójść na policję i przyznać się co zrobił. Nie pozwoliła mu, tylko kazała obiecać, że więcej nie podniesie na kobietę ręki. Przysiągł. Złamał obietnicę. Na domiar złego bije małe, niewinne niczemu dziecko... - głos mu się łamał. Usta miałam otwarte. Nie wierzyłam własnym uszom. Jeremy, TEN Jeremy, bił Pattie? Ojciec mojego męża? Przecież to niedorzeczne. Przynajmniej, nie bił Justina jak był mały...
-Justin... - złapałam go za rękę. - On uderzył Jazzy przypadkiem. - szepnęłam.
-Jak to? - podniósł głowę i spojrzał na mnie. Były widoczne w nich łzy. Ścisnęło mnie na sercu.
-Jeremy... - przełknęłam gulę w gardle. - chciał uderzyć Erin. Mała się wcięła, nie chciała, żeby uderzył mamusię. Jakimś cudem udało jej się odepchnąć i... dostała. - patrzyłam mu prosto w oczy. - powiedział jej, że tego nie chciał i ją kocha... Justin, proszę nie zadręczaj się tym dzisiaj, proszę Cię. - Spojrzał na mnie oczami przepełnionymi smutkiem. - Boże, Justin proszę. - klęknęłam przed nim i złapałam za ręce.
-Nie... - szepnął i pociągnął mnie do góry. - nie... - powtórzył sadzając mnie sobie na kolanach. - Nie... - szepnął w moje włosy.
-Kocham Cię najbardziej na świecie. - szepnęłam, a on pokiwał lekko głową. Ledwie odczuwalnie.
Siedzieliśmy tak... nawet nie wiem ile. Ale było mi dobrze i wiedziałam, że moja bliskość działa uspokajająco na Justina. Pierwszy raz w życiu, pierwszy raz od kiedy jesteśmy razem, od kiedy się znamy, widzę, że Juss tak się rozkleja. Nigdy więcej nie chcę widzieć takiego Justina. Never.
Po pewnym czasie usłyszałam dzwoniący telefon Justina w przedpokoju.
-Odbierzesz? - wychrypiał i spojrzał na mnie.
-Yhy – pokiwałam głową i niechętnie wstałam z kolan Justina. Poszłam do halu i wzięłam telefon z komody. Zanim odebrałam zobaczyłam kto dzwoni. „Erin”. Odebrałam.
-Halo? - spytałam pierwsza.
-Victoria? Błagam Cię, powiedz, że Jazzy jest u was! Dzwoniłam kilka razy do Ciebie i do Justina, ale nikt nie odbierał. - słyszałam jaka jest przerażona. Wróciłam z powrotem na kolana Justina. Trochę się ogarną. Uniósł brew do góry. Siadłam mu na kolana a on objął mnie w pasie.
-Erin, uspokój się. Tak, Jazmyn jest u nas w domu.
-Nic jej nie jest? - zapytała. Prychnęłam.
-Poza tym, że ma wielkiego sińca na policzku? Nic. Jest bezpieczna. - rozłączyłam się i wyłączyłam telefon Justina. Wiem, że to nie jej wina, ale jestem na nią zła, że nic z tym wcześniej nie zrobiła i pozwoliła zrobić krzywdę Jazzy.
-Jaxon... - szepnęłam i spojrzałam na Justina. Pokręcił głową.
-Miejmy nadzieję, że nic mu nie będzie. - uśmiechnął się lekko, z przymuszeniem, z nadzieją w oczach.
Złapałam jego twarz w dłonie i pocałowałam. Odsunęłam się od niego i spojrzałam na niego. Było widać ten błysk w oczach. Zachichotałam.
-Chyba powinniśmy dokończyć coś, czego nie dokończyliśmy rano. - jak ja kocham te jego szybkie zmiany nastroju. Pokręciłam głową.- co?
-Po prostu Cię kocham. - uśmiechnęłam się do niego i usiadłam na nim okrakiem. Wpiłam się w jego usta. Oddał pocałunek.
Wstał z kanapy, a ja oplotłam jego biodra nogami. Wplątałam palce w jego włosy a on poszedł w kierunku schodów. Nie wiem jakim cudem, ale udało mu się wejść na piętro ze mną. Kierował się w stronę naszej sypialni. Już chciał otworzyć drzwi kiedy ja pociągnęłam go za włosy. Zaczerpnęłam powietrza. Pokręciłam przecząco głową i znowu wbiłam się w jego usta.
-Dzieci. - szepnęłam mu w usta a on uśmiechając się pokiwał głową. Zaśmiałam się odchylając głowę do góry. Pocałował mnie w żuchwę i zaniósł do sypialni gościnnej. Postawił mnie przed łóżkiem i wrócił się zamknąć drzwi na klucz w razie czego. Odwrócił się i zlustrował mnie wzrokiem. W międzyczasie zdjęłam bluzkę. Oblizał wargi. Wywróciłam oczami na co się zaśmiał. Podszedł do mnie i złapał mnie za biodra, przyciągając do siebie. Czułam jego wzwód na podbrzuszu.
O nie, nie. - pokręciłam przecząco głową i przekręciłam nas tak, że teraz on był od strony łóżka. Popchnęłam go nie nie i siadłam okrakiem. Podniósł się i wpiłam się w jego usta. 
________________________________________________________________________
No heeeeeeeeja! Jest nowy rozdział! I jak wam się podoba? 
Mi nawet nawet xD 
Spodziewaliście się czegoś takiego po Jeremy'm? :p
Mam prośbę...
Jeśli CZYTASZ = SKOMENTUJ
Moja jedyna prośba :)
Love u all Xx
Ps. Zapraszam do udziału w ankiecie! Chcę zobaczyć ile osób czyta mojego bloga! Dziękuję za uwagę! :) 

2 komentarze:

  1. Boski już nie mogę doczekać się następnego rozdziału :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdziała jak zawsze genialny. Czekam na następny i życzę weny :**

    OdpowiedzUsuń