sobota, 4 października 2014

Rozdział 74 "Tak, ja też kocham Justina "

Ze specjalną dedykacją dla mojej Veronici <3
Przepraszam, że dopiero teraz się pojawił :(
____________________________________________________________________
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak trudno jest powiedzieć kochanej osobie coś ważnego? Albo o coś poprosić? Mam nadzieję, że nie. Bo to jest cholernie nie fajna sprawa. Myślałam nad tym prawie cały czas. Wyobrażałam sobie tą scenę kilkanaście razy a i tak doszłam do wniosku, że powiem to prosto z mostu, spontanicznie.
     Siedziałam właśnie w jednej z Atlanckich knajpek i czekałam na… Luke’a. Miał tu przyjść 15 minut temu. Spojrzałam na drzwi kiedy rozległ się dźwięk dzwoneczka. I wszedł on. Wysoki, ciemne włosy i niebieskie oczy. Otrząchnął swój płaszcz z płatków śniegu i odwiesił go na wieszak. Rozejrzał się po kafejce i jego wzrok zatrzymał się na mojej twarzy. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, podchodząc do mnie.
- Cześć. – powiedziałam i wstałam.
- Hej, Vicuś. – odpowiedział a ja zmrużyłam na niego oczy. – Oj nie gniewaj się. Chodź tu. – rozłożył swoje ramiona z uśmiechem na ustach. Uśmiechnęłam się i wtuliłam w przyjaciela.
- Co tam u Ciebie? – zapytał kiedy usiedliśmy przy stoliku.
- Dużo ciekawych rzeczy. – uniósł brew a ja mu wytknęłam język.
- Powiesz mi? – zapytał.
- No może. – odpowiedziałam uśmiechając się.
- Nie bądź taka. Ja ci wszystko mówiłem. Dzisiaj też chce Ci coś powiedzieć.
- To mów. – uśmiechnęłam.
- Nie ty.
- Ty pierwsza/y. – powiedzieliśmy równocześnie. – Nie ty.- znowu.
- Dobra, ja powiem pierwsza. –zagryzłam wargę i wzięłam głęboki wdech. – Będę miała dziecko. – powiedziałam szybko.
- No przecież wiem, że masz synka. – odpowiedział.
- Nie, to znaczy tak, ale mnie nie zrozumiałeś. Będę miała drugie dziecko. – uśmiechnęłam się i dotknęłam ledwie widoczny brzuszek. Uniósł brew. Zaśmiałam się.
- To super! – krzyknął a ludzie w knajpce się na niego spojrzeli z rozdrażnieniem. – Też Ci to chciałem powiedzieć.
- Jesteś w ciąży? – zapytałam bez zastanowienia, a on wybuchnął śmiechem.
- Nie, ale będę tatą. – odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach. Cóż za zbieg okoliczności, nieprawdaż?

Dupa, dupa, dupa. Spuściłam ręce w dół i spojrzałam na stertę ciuszków Jacoba. Patrzyłam się na nie kilka minut. Albo przynajmniej tak mi się wydawało. Przekręciłam głowę w prawą stronę. Nie dam rady ich wyrzucić. Jake już z nich wyrósł, ale są takie słodkie, że po prostu nie mam serca. To były ubranka od babć i nie dam rady.
- Oddaj je do sierocińca. – usłyszałam za sobą tak dobrze mi znany głos. Spojrzałam na niego przez ramię i z powrotem przeniosłam wzrok na ubrania.
- Nie mogę. – odpowiedziałam.
- Nie możesz czy nie chcesz? – zapytał i położył sobie ręce na moim brzuchu. Na swojej szyi poczułam najpierw ciepły oddech, a następnie jego wargi na moim ramieniu. Uśmiechnęłam się na myśl o wczorajszej nocy.
- Nie mogę. – powtórzyłam.
- Na pewno? – jego pocałunki wspinały się w górę, na szyję.
-Yhy. – odchyliłam głowę w prawo, aby dać mu lepszy dostęp do szyi na co on się zaśmiał. – Nie chcę. – szepnęłam.
- Pomyśl o dzieciach, które nie mają jedzenia, ciepłych ubrań… - szeptał mi do ucha. – wyobraź sobie uśmiech opiekunek, które będą wdzięczne Ci za to, że będą miały w co ubrać dzieciaki… - oczami wyobraźni i wspomnień, zobaczyłam nasz sierociniec. Camber i „ciocie” jak cieszyły się na widok nowych podarunków, paczek z jedzeniem. Jak ja razem z dziewczynami przymierzałyśmy nowe ciuchy, robiąc sobie mini pokaz mody, w którym zawsze wygrywała Catalina.
- Oddam je. – odpowiedziałam i odwróciłam się twarzą do Justina. – Kocham Cię, wiesz? – zapytałam i dotknęłam jego nos palcem wskazującym, na co się uśmiechnął.
- Tak, ja też kocham Justina. – odpowiedział na co dostał ode mnie w ramię. Śmiał się. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i się zaśmiałam. Zamknął mi usta pocałunkiem. – Kocham Cie, kochanie moje. – powiedział mi prosto w usta, kiedy odsunął się ode mnie na chwilę.
- Jak w polskiej piosence. – wystawiłam mu język i cmoknęłam w usta szybko.  Wysunęłam się z jego ramion i odeszłam w stronę drzwi. – Aaa! – pisnęłam, kiedy poczułam silne ręce na mojej tali. – puść mnie wariacie! – krzyknęłam i machałam nogami. –
- Auć! – krzyknął kiedy dostał w nogę. Odstawił mnie na podłogę.  Odwróciłam się do niego i zobaczyłam, że trzyma się za piszczel.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam! – powiedziałam wystarczająco głośno. Schyliłam się.
- Vica… -powiedział Justin. – Vica. – spojrzałam w górę, kiedy złapał mnie za ramię. Śmiał się.
- Ty mała wredna małpo! – wstałam i z każdym krokiem dotykałam palcem wskazującym, Justin cofał się o krok. – To nie było śmieszne. Wiesz, jak się wystraszyłam?! – krzyknęłam i Justin runął na łóżko i pociągnął mnie razem za sobą. Włosy opadły na jego twarzy. Odgarnęłam je.
- Przepraszam. – powiedział i przekręcił głowę w prawą stronę. Dmuchnęłam w górę, bo jeden kosmyk spadł mi na czoło. Powtórzyłam to rugi raz. Spojrzałam na śmiejącego się Justina. Uniosłam brew a on założył mi kosmyk włosów za ucho. Uśmiechnęłam się jak mała dziewczynka.
- Dziękuję. – powiedziałam słodkim głosem.
- Proszę. – położył mi dłonie na policzki i przysunął do swojej twarzy. Spojrzałam mu w oczy, a on pocałował mnie w czoło.
- Ejj…- jęknęłam i podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
- Co byś chciała? – uśmiechnął się zadziornie, a ja zrobiłam dziubek i dotknęłam palcem wskazującym. – Ach tak? Czyżby? – pokiwałam twierdząco głową. Ponownie się zaśmiał i pocałował mnie. Tym razem w usta. Uwielbiam te jego pełne, malinowe usta. Uśmiechnęłam się przez pocałunek, a po chwili leżałam pod Justinem.  – Kocham Twoje wargi. – szepnął mi prosto w nie i położył obok.
- Wiesz co? – zapytał i oplótł mnie ramionami wokół talii.
- No co?
-Zrobię sobie przerwę. – uniosłam brew, chociaż i tak wiedziałam, że nie widzi. – Roczną. Od koncertów. Wiem, że to nie będzie w porządku wobec Beliebers, ale mam nadzieję, że zrozumieją. Jeśli naprawdę mnie kochają, zrobią to. A dla mnie to jest ważne. Chciałbym przez cały czas być przy Tobie.
- Dobrze. – odpowiedziałam, z pewnym wahaniem. Bardzo chcę, żeby był przy mnie. Podczas ciąży z Jacobem, nie było go przy mnie, był w śpiączce, a ja bardzo go potrzebowałam. – Obiecaj mi tylko, że nie przestaniesz nagrywać. Że przez ten rok, nagrasz piosenki. – położyłam swoje dłonie na jego, które były na moim brzuchu. Na naszej małej Fasolce.
- Obiecuję. – pocałował mnie w miejsce za uchem.  Leżeliśmy chwilę w ciszy. Ja myślałam, nad tym co mi przez chwilę powiedział. Całe 5 miesięcy z Justinem. Podczas ciąży, kiedy to się roztyje, urośnie mi brzuch, będę kapryśna, wymiotowanie i będą mi puchły stopy. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej wolałabym, żeby jechał w trasę. Roześmiałam się.
- Justin! Kurcze! Hahahah. Pro-proszę! Hahaha- wiłam się w ramionach Justina.
- Miałaś taką posępną minę, że nie wytrzymałem. – powiedział, ale nie przestał mnie łaskotać. Odkręciłam głowę, żeby na niego spojrzeć, ale on wtedy chciał mnie ugryźć.
- Nie. – zabrałam głowę śmiejąc się. Za to zrobił mi malinkę na szyi. Przestał mnie łaskotać. 
– Jak ja się teraz z tym pokażę. – położyłam się na lewym boku twarzą do mojego męża.
- Normalnie, kocie. –pocałował mnie w usta.

Siedziałam na kanapie z Melanie i Jacobem i oglądaliśmy telewizję. Jakieś bajki. Natomiast Justin był na spotkaniu ze Scooterem i resztą załogi w sprawie tej rocznej przerwy od koncertów, Gaby była na spotkaniu w sprawie pracy, a Christian był w pracy. Znalazł w okolicy jakieś studio, które wystawiało musicale. Spodobał mi się ten pomysł, bo będziemy mogli znowu obejrzeć go na scenie. Uśmiechnęłam się d własnych myśli.
- Mama… picju. – spojrzałam na Jacoba, uśmiechnęłam się i poczochrałam mu włosy ręką. Uśmiechnął się szeroko. Odwróciłam się do Melanie.
- A ty mała? Chcesz piciu? – spytała a ona potwierdziła odpowiedź ruchem główki. - Dobra, zaraz wracam. – wstałam z kanapy i podążyłam do kuchni. Wyjęłam dwie butelki i nalałam do nich soku jabłkowego.  Zakręciłam i wróciłam do salonu. Podałam butelki dzieciakom i już miałam siadać kiedy do drzwi ktoś zapukał. Dzwonek się popsuł czy co? Pokręciłam głową i poszłam otworzyć drzwi. Spojrzałam przez wizjer ale nikogo nie zobaczyłam. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było. Zerknęłam w dół i zobaczyłam kopertę. Zmarszczyłam brwi i podniosłam ją. Otworzyłam i wyjęłam kartkę, rozłożyłam ją i zaczęłam czytać.


„Dziecko nie jest Justina, prawda? Jesteś zwykłą dziwką, Beadles. A może Bieber? Zniszczę Ciebie i Jego.”

__________________________________________________________________________
Rozdział jest strasznie krótki za co bardzo przepraszam. Nie miałam weny i czasu. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie :) 
Nie wiem kiedy pojawi się następny, bo w tym tygodniu mam wycieczkę, ale postaram się żeby był dłuższy ;)
Love yaaal <3 

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 73 " Kocham Cię, siostro?"

- Myślisz, że ten jej się spodoba? – byłyśmy w sklepie z biżuterią i wybierałyśmy prezent dla  Pattie.
- Powinien. Patricia lubi pierścionki, ale nie za bardzo wystawne. – powiedziała a ja zwróciłam się do sprzedawcy.
-Weźmiemy ten. – podałam sprzedawcy pierścionek uśmiechając się lekko.
- No to mamy chyba wszystkie prezenty. – powiedziała Gaby, kiedy wchodziłyśmy do podziemnego garażu galerii.
- Chyba tak. – powiedziałam ale byłam pewna, że o kimś zapomniałam. Czułam się tak jakbym zapomniała o prezencie dla kogoś. Tylko jeszcze nie wiedziałam dla kogo.
- Pojutrze wigilia. Jak myślisz, Twoja mama przypomni sobie o… - zacięła się
- O mnie? – zapytałam już normalnym głosem. – Nie mam pojęcia. Bardzo bym chciała, ale to nie ode mnie zależy. – wzruszyłam ramionami i otworzyłam bagażnik do samochodu Justina i włożyłyśmy torby z zakupami.
- Miejmy nadzieję, że tak będzie. – uśmiechnęła się pocieszająco i wsiadłyśmy do samochodu.
- Wiesz, i tak dobrze, że przypomniała sobie, że planujecie ślub z Chrisem. – odpaliłam silnik i wyjechałyśmy z garażu na ruchliwą drogę.
- Tak, w sumie tak. – odpowiedziała i spojrzała za okno.
- Rozmawialiście już o dacie? – zerknęłam na nią przelotnie i z powrotem przeniosłam wzrok na drogę.
- Nie, to znaczy tak. Christian chce mieć ślub w zimę, a ja chce w lato. Wiesz, że nie lubię zimy. – powiedziała a ja przytaknęłam. To właśnie w zimę, przez oblodzone drogi jej rodzice mieli wypadek. Rozumiem jej powody.
- Może gdybyś powiedziała mu, dlaczego nie chcesz mieć ślubu w zimę, myślę, że on by to zrozumiał. – zerknęłam ponownie na nią.
- Nie wiem, może. Pogadam z nim o tym, ale to po nowym roku. – powiedziała a ja zgasiłam silnik, ponieważ byłyśmy już na podjeździe naszego domu.
- Powinnaś. Mój braciszek, na pewno Cię zrozumie. – puściłam jej oczko, i wysiadłyśmy z samochodu. Wyjęłyśmy torby z bagażnika, kiedy go zamknęłam przed nami wyrośli Justin z Christianem.  – Wow!  - krzyknęłam i poślizgnęłam się na lodzie. Upuściłam torby i wymachiwałam rękami. – Fuck! – krzyknęłam i wylądowałam w zaspie śniegu, małej ale jednak. – Ugh! – Christian i Gaby się śmiali a Justin podleciał do mnie jak poparzony.
- Nic Ci się nie stało? Wszystko w porządku? – podał mi rękę i pomógł mi wstać. – Boli Cię coś? – spytał.
- Tak. Dupa. – mruknęłam i dotknęłam dłonią obolały pośladek. Justin parsknął śmiechem. Nie wytrzymałam i, no musiałam uśmiechnąć się lekko. Wywróciłam oczami i zaczęłam zbierać torby z zakupami.
- Daj, ja to zrobię. – powiedział i wziął ode mnie torebki, tak samo jak Christian od Gabrielli.
- Gdzie Jacob i Melanie? – spytałam gdy wchodziliśmy do domu. Zdjęłam mokre buty i kurtkę, powiesiłam ją na wieszaku i weszłam do środka.
- W kojcu. – powiedział Christian a ja już zobaczyłam maluchów w kojcu, który znajdował się w salonie. Podeszłam do nich i każdemu dałam po buziaku w policzek. U Mel i Jake’a na twarzy pojawiły się szerokie uśmiechy.
Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na herbatę. Na dworze było chłodno, ale mi było raz gorąco raz zimno. W tym momencie cholernie zimno. Potarłam dłonie o siebie, a po chwili poczułam większe i cieplejsze dłonie na swoich. Podniosłam wzrok i zobaczyłam oczy Justina. Uśmiechnął się i podniósł nasze dłonie do swoich ust. Chwilę potem poczułam ciepło jego oddechu na moich dłoniach. Przekręciłam głowę w prawą stronę i uśmiechnęłam się wdzięcznie.
- Idź na kanapę i okryj się kocem. – poradził mi. Spojrzałam na czajnik. – Przyniosę Ci. – uśmiechnął się a ja wspięłam się na palcach, żeby złożyć na jego policzku siarczystego całusa.
- Dzięki. – powiedziałam i podążyłam do salonu. Wzięłam z fotela koc i ruszyłam na kanapę. Owinęłam się szczelnie kocem i usiadłam na kanapę. Jak cieplucho. Sięgnęłam po pilot i włączyłam telewizor. Przełączyłam na jakąś telenowelę. Jakaś blondyna zabiła komuś żonę, i tego kogoś siostra przywiązała ją do łóżka, bo miała rozdwojenie jaźni. Potem wytrzeszczyłam oczy na maxa.
-Gaby! Chodź tu! Natychmiast! – krzyknęłam i przyglądałam się czarnowłosej dziewczynie z dzieckiem.
- Co jest? – zapytała i weszła do salonu.
- To! – pokazałam na telewizor.
- Julia?! Nie możliwe! – pisnęła i usiadła obok mnie. Pochylając się do przodu ale w tamtym momencie wskoczył jakiś starszy siwy facet i… Max!
- No chyba se jaja robicie. – powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się gigantyczny uśmiech.
- W końcu spełnili się zawodowo. – usłyszałam głos Justina i za chwilę zobaczyłam kubek z gorącą herbatą. – Trzymaj. – wręczył mi go i usiadł pomiędzy mną a Gaby. Położył moje nogi na swoich kolanach a ja wzięłam łyk herbaty.
- Z cytryną. – patrzył na mnie a ja uśmiechnęłam się lekko. – Dzięki.
- Nie ma za co. – puścił mi oczko i odwrócił głowę w stronę telewizora.
Dzieciaki spały a my mieliśmy ze dwie godziny wolnego. Obejrzeliśmy do końca telenowelę z Julią, a później jakąś komedię świąteczną. Byłam zmęczona dzisiejszymi zakupami. Naprawdę, od dawna nie byłam na tak długich zakupach.

- Gaby! Pomóż mi. – jęknęłam. – Proszę. – odwróciłam się do niej i spojrzałam błagalnym wzrokiem. – Niedługo przyjdzie Caitlin z Danielem.
- Leć, ja dokończę. – powiedziała. A ja uśmiechnęłam się.
- Dzięki. – powiedziałam i wleciałam na górę.
Weszłam do sypialni i wzięłam z łóżka przyszykowaną sukienkę. Porwałam ją i weszłam do łazienki gdzie wzięłam prysznic. Wytarłam się i założyłam na siebie bieliznę a potem sukienkę. Stanęłam przed lusterkiem i spojrzałam na swoje odbicie. Wory pod oczami. Wywróciłam oczami i wzięłam kosmetyczkę. Zrobiłam sobie szybki makijaż. Wysuszyłam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Przejrzałam się i doszłam do wniosku, że może tak być. Przejechałam błyszczykiem po ustach i wyszłam z łazienki.
- Jakiego ja mam przystojnego synka. – powiedziałam i wzięłam małego na ręce. Uśmiechnął się szeroko i pokazał dwa ząbki u góry i u dołu. Uśmiechnęłam się na ten widok i pocałowałam go w nosek.
- A o mężu to już zapomniałaś? – usłyszałam głos z tyłu i odwróciłam się razem z Jacobem. Uśmiechnęłam się zagryzając wargę i zlustrowałam go wzrokiem. Przekręciłam głowę w prawo razem z Jacobem, na co Justin się zaśmiał.
- Gdyby nie ta bródka, byłoby idealnie. – powiedziałam a on przestał się śmiać. Zrobił śmieszną minę, a ja się zaśmiałam i stanęłam na palcach żeby go pocałować, ale Jacob położył swoją rączkę na moje usta.
- Chodź tu. – Justin wyciągnął do małego ręce a ten przeszedł do niego, co z ulgą przyjęłam. Jeśli jestem w ciąży nie powinnam dźwigać, a Jake nie jest aż taki lekki. Uśmiechnęłam się do Justina.
-Zaczynamy?  - usłyszałam głos Caitlin z jadalni. Weszliśmy do niej a ja ruszyłam w stronę Liny i Daniela, żeby się przywitać.
- Chyba możemy zaczynać. – powiedziała Gaby z Melanie na rękach stojąc przy oknie. Uśmiechnęła się i zerknęła na mnie. Odwzajemniłam gest.
- Każdy ma już opłatek? – zapytałam a wszyscy pokiwali zgodnie głowami. Stałyśmy przed swoimi facetami z uśmiechami na ustach. Jacob i Mel siedzą już w swoich fotelikach przy stole.
- Chciałbym Ci życzyć… denne będzie, jeśli powiem, że życzę Ci szczęścia. Bo to jest jedno z moich marzeń. Życzenie Ci zdrowia jest oczywiste. Pomyślności… Tak, w sumie tak. Życzę Ci wspaniałego i przystojnego chłopaka. – powiedział, a ja walnęłam go w ramię. Jego uśmiech poszerzył się do granic możliwości. - Życzę Ci, żebym to ja nie przestał Cię kochać.
- Spróbował byś. – zmrużyłam oczy ale z uśmiechem na ustach.
- Nie miałem i nie mam zamiaru. – podniósł ręce na wysokość ramion.
- Kocham Cię. – powiedziałam i stanęłam na palcach i pocałowałam go w usta.
- Wiem, szczęście. – odpowiedział i przyłożył swoje wargi do mojego czoła a ja wtuliłam się w niego. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odsunęłam się od Justina i spojrzałam na niego za nim się odwróciłam. Uśmiechał się zachęcająco.
- Córcia… - zobaczyłam przed sobą Sandi a za nią resztę załogi ze Stratford. Spojrzałam na Pattie. Justin uśmiechał się identycznie jak ona. Szybko natomiast przeniosłam wzrok z powrotem na Sandi. – Przepraszam. – miała zaszklone oczy. – Tak bardzo Cię przepraszam. – szepnęła i rozłożyła ręce.
- Mamo… - powiedziałam i wtuliłam się w nią. – Mamusiu. – szepnęłam jej do ucha i poczułam jak po moich policzkach płyną łzy. Słyszałam szepty innych osób, którzy znajdowali się w jadalni. Kiedy w końcu odsunęłyśmy się od siebie, na naszych twarzach znajdowały się małe uśmiechy.
- Wybaczysz mi to, że Cię nie poznałam? Victorio?
-Nie mam Ci czego wybaczać. – powiedziałam a ona pogłaskała mnie po policzku. Uśmiechnęłam się.
- Wiesz, że Cię kocham, prawda? – zapytała a ja pokiwałam głową na tak. Uśmiechnęła się i odsunęła w stronę taty. Uśmiechał się szeroko co odwzajemniłam a on puścił mi oczko. Przeniosłam wzrok na Pattie, i powiedziałam jej nieme „Dziękuję”, bo wiedziałam, że to jej zasługa. Odwróciłam się do Justina. Uśmiechał się szeroko i patrzył na mnie. Złapałam go za rękę i mocno ścisnęłam. Drugą wolną rękę starłam spływające łzy z mojego policzka.
Uśmiechałam się przez całą kolację. Było miło spędzić czas z rodziną mimo tego, że mieliśmy dzisiejszy dzień spędzić tylko w ósemkę, a tak jest nas piętnaście. Justin strasznie się ucieszył na widok Jazzy i Jaxo. Są już tacy duzi. Jaxo chwalił się, że pani w szkole go chwali, a koledzy i koleżanki pytają go o Justina i jak to jest być bratem piosenkarza.
Siedzieliśmy wszyscy w salonie. Było już trochę po 9pm., co oznaczało, że Jake i Mel już śpią od kilkunastu minut po męczącym dniu. Rozejrzałam się po twarzach bliskich. Caitlin i Daniel poszli do domu jakiś czas temu, bo jutro mają jechać do rodziców Daniela. Zauważyłam, że nigdzie nie ma Jaxona. Podniosłam się z kanapy i zwróciłam się w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? – usłyszałam głos Justina. Odwróciłam głowę w jego stronę.
- Zobaczyć do Jacoba. – uśmiechnęłam się lekko a on kiwnął głową, na znak, że rozumie. Wycofałam się w stronę schodów.
To była sprawka Justina. To on zorganizował „Stratford” przylot do nas. To on powiedział Pattie co mnie trapi i to za jego sprawą jego mama powiedziała Sandi całą prawdę. Mama była wstrząśnięta, ale wyszło na dobre. Cieszę się, że mam takiego męża.
Weszłam do pokoju gościnnego, który zazwyczaj zajmował Jaxo, ale gdy się po nim rozejrzałam nie mogłam go znaleźć.
- Jaxon? – spytałam, ale nikt się nie odezwał. Wzruszyłam ramionami i zamknęłam drzwi. Przystanęłam na chwilę i zastanowiłam się nad tym, gdzie mógłby pójść. Pokój zabaw. Weszłam na drugie piętro gdzie znajdowały się pokój zabaw dla dzieciaków i gier, „kino domowe” i studio Justina. Otworzyłam drugie drzwi po lewo i weszłam do środka. Było cicho.
- Jaxo? – zadałam pytanie ale nikt nie odpowiedział. – Jesteś tutaj? - Jeśli nie ma go tu to ja nie mam pojęcia, gdzie on może być. Już chciałam łapać za klamkę, kiedy ktoś wychylił się zza kanapy.
- Cześć. – powiedział cicho.
- Czemu się tu ukryłeś? – zapytałam i podeszłam do niego.
- Nie ukryłem się. – wzruszył ramionami a ja się uśmiechnęłam. Wyglądał strasznie słodko. Usiadłam obok niego.
- Wszystko okay? – spytałam a on pokiwał głową. Pomyślałam sobie, żeby nie naciskać, bo jeśli będzie chciał to powie. Podniosłam rękę i przeczesałam dłonią jego włosy. Były jasne, takie jak Justina, gdy był mały.
- Chodzi o to, że w klasie jest taka dziewczynka. Ona… ona z nikim nie rozmawia. Pierwszego dnia szkoły siedziała sama w ławce, a ja chciałem do niej podejść ale reszta dziewczynek z klasy mi nie pozwoliły i mówiły, że jest dziwna i nikt jej nie lubi. – powiedział po jakimś czasie. Nie mam pojęcia ile upłynęło.
- Rozmawiałeś z nią później ? – spytałam i głaskałam go dalej po głowie. Pokręcił przecząco głową. – Hmm… A czemu zwróciłeś na nią uwagę? – spojrzałam na niego.
- Bo jest inna. – powiedział, ale mam wrażenie, że nie chciał tego powiedzieć.
- W jakim sensie? – nie odzywał się. – Przysięgam, że nic nie powiem rodzicom. – spojrzał na mnie. – Ani Justinowi. Obiecuję. – wyprostowałam się i położyłam dłoń na sercu, na co mały się zaśmiał. Uśmiechnęłam się. – To jak? Powiesz mi?
- Caroline, Marika i Beeta mówiły, że ona jest głupia i dziwna, bo nie ma taty. A ja tak nie myślę.
- Cieszę się, że tak nie myślisz. To, że nie ma taty to…
- nie oznacza, że jest głupia, wiem. Tata mi to powiedział. Ale… wiesz, co? Lubię ją. Inne dziewczynki cały czas za mną chodzą i chcą, żebym poprosił Justina o autograf dla nich, ale ona tak nie robi.
- A dałeś im te autografy? – zapytałam.
- Nie, i nie dam. – powiedział stanowczo na co ja wybuchłam śmiechem a on też po chwili do mnie dołączył.
- Porozmawiaj z nią. Myślę, że jeśli ktoś z nią pogada, zrobi jej się… miło. A gadając z nią, równocześnie zdenerwujesz te koleżanki. – uśmiechnęłam się zadziornie, na co mały znowu się zaśmiał.
- Dzięki, Tori. – powiedział i przytulił się do mnie.
- Nie ma za co, mały. – obwiesił mi się na szyi i przytulił mocno.
- Kocham Cię, siostro? Mogę mówić do Ciebie siostro? – odsunął się ode mnie na kilkanaście centymetrów, a ja pokiwałam głową na tak.
- Ja ciebie też, braciszku. – odpowiedziałam i w oczach pojawiły mi się łzy. Zrobiło mi się ciepło na serduchu.

- Victoria Beadles, proszę. – powiedziała pielęgniarka wychodząc z gabinetu. Spojrzałam na Justina, który złapał mnie za dłoń i weszliśmy do gabinetu, doktora James’a.
- Ach, Victoria! Jak tam Jake? – doktor z uśmiechem na ustach podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Dzień dobry, doktorze James. – odezwałam się z uśmiechem na ustach. Odsunął się ode mnie i spojrzał na mojego męża.
- Ty zapewne jesteś Justin, prawda? – uśmiechnął się życzliwie i uścisnął mu rękę.
- Tak, miło pana poznać. – powiedział z lekkim uśmiechem na ustach.
- Mi również. Usiądźcie. – dodał i zajął swoje miejsce za biurkiem, a my naprzeciwko niego. – Dobrze, mam już wyniki badań, Victorio. – uśmiechnął się.
- I co? – zapytał Justin uprzedzając mnie, ściskając moją rękę, mocno, że aż mnie zabolało.
- Wszystko w porządku. Jest to koniec trzeciego, a początek czwartego miesiąca. Płód rozwija się bardzo dobrze. Możemy zrobić USG, niestety nie będziemy mogli jeszcze określić płci. – uśmiechnął się lekko. – Dobrze, proszę połóż się tam. – pokazał ręką na kozetkę. Spojrzałam na Justina i przeniosłam się z fotela na „łóżko”. Podwinęłam bluzkę i lekko osunęłam spodnie. Justin spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, ale ja uśmiechnęłam się lekko do niego. To jego pierwsze USG. Jak byłam z Jacobem w ciąży, ona leżał w śpiączce. Cieszę się, że przynajmniej teraz jest ze mną.
Doktor James posmarował mi brzuch zimnym żelem i po chwili przyłożył do niego małe urządzenie. Złapałam Justina za rękę, bo wiedziałam co za chwilę zobaczę na monitorze.
- Tak płód rozwija się dobrze. I jest o… o tutaj. – pokazał palem wskazującym lewej ręki w miejsce na monitorze. Spojrzałam na Justina, który mrużył oczy. –Tutaj jest główka, a tutaj jest serduszko. – z głośników monitora dało się usłyszeć szybkie bicie, małego serduszka. Zacisnęłam rękę na dłoni Justina, mocno, tak jak on uprzednio mnie.
- Kiedy będzie można określić płeć? – zapytał Juss, nie odróżniając nic na monitorze. Zaśmiałam się w duchu. Podczas ciąży z Jacobem, na pierwszym USG też byłam ciemna.
- Płeć? Mamy 14 tydzień, więc za jakieś 4 do 6 tygodni. – odpowiedział, ale widząc niezrozumiałą, a w pewnym sensie zawiedzioną minę, dodał: - Trochę to potrwa, ale jeśli chce mieć pan od razu pewność, czy to aby na pewno chłopiec czy dziewczynka, proszę o cierpliwość. – uśmiechnął się delikatnie i puścił mu oczko. Justin odwzajemnił uśmiech, a doktor James podał mi papier abym mogła wytrzeć brzuch, który po chwili miałam już zakryty bluzką.
Usiedliśmy z powrotem przy biurku. Doktor James, robił coś w komputerze.
- Chcą państwo zdjęcie USB? – spojrzał na nas. Był przystojny. Miał pewnie i tylko, z 30, góra trzydzieści parę lat. Ostre kości policzkowe, tygodniowy zarost i szmaragdowe oczy, cudnie kontrastowały z jego jasnymi włosami.
- Tak. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Odwzajemnił gest i nacisnął jakiś przycisk. Odwrócił się na krześle w stronę urządzenia i wziął kartkę. Przypiął ją do kopii wyników.
- Proszę. – podał mi wszystko.
- Dziękuję. – powiedziałam i wstałam z krzesła. Justin i doktor James zrobili to samo.
- Do widzenia. – powiedział Justin.
- Widzimy się za cztery tygodnie. – powiedział do mnie i uścisnął dłoń.
- Oczywiście.
Wyszliśmy z gabinetu i zeszliśmy do recepcji, żebym mogła się zapisać. Po wszystkim wyszliśmy na zewnątrz. Styczniowe powietrze było rześkie i chłodne, ale już nie takie same jak w grudniu. Poczułam rękę Justina na swojej dłonie. Splotłam je w koszyczek i spojrzałam na nie. Uśmiechnęłam się lekko. Justin kreślił kółka na mojej dłoni. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego ludzie trzymają się za ręce? Może dlatego, że dotyk drugiej, ukochanej osoby sprawia, że czujesz się szczęśliwa, dotyk drugiej osoby podtrzymuje Cię na duchu. Podniosłam głowę i spojrzałam na JB. Stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek. Spojrzał się na mnie i uśmiechnął. Jego wzrok wyrażał zaciekawienie i radość.

- Chcesz, aby to była dziewczynka, prawda? – zapytałam, a on potwierdził to ruchem głowy. Oparłam głowę o jego ramię i uwiesiłam się na nim. Jeśli to będzie dziewczynka, jak to będzie? Dam sobie radę z dwójką dzieci?
_________________________________________________________________
Jest nowy rozdział, ale jest trochę przy krótki. 
Postaram się, aby następny był dłuższy :) 
Podoba wam się? Jak chcecie, to pytajcie o co chcecie, a ja postaram się odpowiedzieć, na tyle ile będę mogła :p 
Proszę was o komentarze, bo to dla mnie bardzo ważne ;) Od ilości komentarzy pod tym i następnymi rozdziałami, będzie zależał koniec opowiadania (kiedy się skończy) :p 
Lova ya all <3 Xx

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 72 "Nie krzyw się, bo ty też tak jadłaś"

Rozdział dedykuję dla osób, które skomentowały 71 rozdział :) Dziękuję wam Dziewczyny! Jesteście cudowne! <3
________________________________________________________________
Po powrocie chłopaków i dziewczyn z kina, Liam odwiózł mnie i Jacoba do hotelu. Było już grubo po 21, co oznaczało, że Justin powinien już wrócić z koncertu. Faktycznie, gdy przekroczyłam próg, Jacob wyrwał się z moich rąk i wpadł w ramiona Justina.
- Cześć szkrabie. – pocałował go w czółko. – co dzisiaj robiłeś, hm? – spytał.
- Byłem z wujkami i ciociami w kinie. Mam nową ciocię. – powiedział słodko swoim dziecinnym głosem. Naprawdę, w pewnych momentach trudno go było zrozumieć.
- Hej. – podeszłam do niego i cmoknęłam go w usta.
-Hej. – odpowiedział  z uśmiechem na ustach. – Nową ciocię? – spytał i zmarszczył brwi.
- Harry jest z Lily Collins. – powiedziałam I uśmiechnęłam się na wspomnienie dziewczyny.
- Serio? – uśmiechnął się.
- Serio. – potwierdziłam.
-Muszę Ci coś powiedzieć. – zmarszczyłam brwi. – Pójdziesz do pokoju i pobawisz się chwilę? – spytał Jacoba na co ten pokiwał główką na tak i poczłapał powoli do naszej sypialnie.
- Co chcesz mi powiedzieć? – zapytałam i założyłam ręce w koszyczek.
- Olivia… - zaczął.
-Tleniona Małpa. – pokiwałam głową.
- Co? – spojrzał na mnie i chyba miał ochotę wybuchnąć śmiechem, przez co zagryzł wargę.
-Tleniona Małpa, tak ja nazwałam. – wzruszyłam ramionami.
-Nieważne, w każdym bądź razie… Olivia mnie pocałowała. – powiedział a ja wytrzeszczyłam oczy.
Czekaj, czemu mi o tym powiedział?
- Jak to? – spytałam opuszczając ręce w dół.
-Rozmawialiśmy o układnie na dzisiejszy koncert, a ona ni z tego ni z owego mnie pocałowała, a ja…
- Nie odepchnąłeś jej. – spuściłam głowę w dół.
- Dokładnie. Victoria… ja… Przepraszam.
-Nie przepraszaj. Ja też Ci muszę coś powiedzieć…
-Zamieniam się w słuch. – spojrzałam na niego i zauważyłam na jego twarzy lekki uśmiech.
- Całowałam się z Zaynem. – spuściłam wzrok i moje dłonie w tamtym momencie wydały się o dziwno bardzo interesujące. Zwłaszcza pierścionek zaręczynowy i obrączka. Gdzie ja miałam głowę, kiedy pocałowałam Malika?
- Co zrobiłaś? – zapytał po kilku minutach ciszy. Podniosłam na niego wzrok. Był wściekły.
- Pocałowałam Zayna! Myślisz, że nie byłam na Ciebie wściekła jak dowiedziałam się, że lizałeś się z inna laską?! – musiałam opuścić z tonu, bo Jacob był za ścianą a poza tym każdy może nas podsłuchać.
- Wiedziałaś? – zadał mi pytanie i wpatrywaliśmy się w swoje oczy.
- Gomez wysłała mi zdjęcia. – wywróciłam oczami. – I wiesz, co? Myślałam, że…
- To była jej sprawka. – dokończył za mnie a ja lekko się uśmiechnęłam i potwierdziłam skinieniem głowy.
- Przepraszam. – powiedzieliśmy w tym samym momencie a ja podbiegłam do niego i mocno się wtuliłam. – Przepraszam, przepraszam, przepraszam… - szeptałam i po moich policzkach poleciało kilka łez.
-Nie płacz, proszę. Nie płacz… - szeptał mi we włosy i delikatnie gładził moje plecy. Przeniósł swoje dłonie na szyję i pocałował mnie w głowę.
Następnego dnia Zayn zadzwonił do mnie i przeprosił za pocałunek. Upewniłam go w przekonaniu, że nie ma za co. Postanowiliśmy puścić to w niepamięć. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i on dowiedział się, że Justin wie, natomiast okazało się, że Perrie go nie zdradziła. To jej przyjaciółka była psychicznie zakochana w Maliku i chciała popsuć jej związek. Obiecali sobie, że zawsze będą mówić sobie prawdę. Też jej powiedział o naszym pocałunku. Perrie na szczęście przyjęła to jako tako.
 Zostało jeszcze tylko tydzień trasy. Na szczęście, bo już miałam tego dosyć. Justin strasznie dużo pracował i mieliśmy dla siebie czas tylko w nocy, kiedy to on był tak padnięty, że rozmawialiśmy tylko kilka chwil .Chciałam już do domu. Może gdybym została tam bez Justina, czułabym się mniej samotna niż tutaj z Justinem. Owszem mam Jake’a i dziewczyny ale to nie zmienia faktu, że już chcę do domu! Szczerze mówiąc pojechałabym już dawno, gdyby nie to, że w tym tygodniu Justin ma niespodziankę dla Beliebers i chciałabym to zobaczyć na własne oczy.
Chcecie wiedzieć co to za niespodzianka? Dobra, to wam mówię. Justin przelał pieniądze na konto Sylwii i kazał zorganizować BieberParty. W AtlasArenie tam gdzie był koncert w zeszłym roku. Zgodziła się i podpowiedziała mu, że wiele Beliebers nie ma na to pieniędzy. Pozwolił jej przekazać jej część z tego co jej zostanie na dołożenie PolishBeliebers do biletów, które prawdę mówiąc nie były droższe niż 100 zł, ze względu na to, że miało to wyglądać na BieberParty a nie koncert Justina. I to ma być ta niespodzianka. W połowie przyjęcia, kogo my chcemy oszukać? I tak wszyscy wiemy, że on nie wytrzyma 2 godzin, wiedząc, że przed sceną są jego fani bawiący się do woli. 
Kocham go za to co robi. Jest to dla mnie bardzo ważne zważając, że uważam Polskę jako mój drugi dom na świecie.
Staliśmy za kulisami kiedy na arenę zaczęły zbierać się osoby na zabawę. Wyglądałam zza kurtyny, bo kilka dni wcześniej ogłosiliśmy, że ja będę na BieberParty. Udało nam się załatwić, żeby Justin został w ukryciu i żeby nikt nie dowiedział się o jego przyjeździe do Polski. Uwierzcie mi, było to cholernie trudne! Gdy wszyscy się już zebrali, a przynajmniej nikt już nie wchodził przez pół godziny wyszłam na scenę z mikrofonem w ręku.
-Witam wszystkich Polish Beliebers! – wykrzyknęłam po polsku, na co usłyszałam głośny pisk. Mimo, że widziałam już koncerty Justina, nie byłam przyzwyczajona do tego, że ja stałam na scenie i to na mój widok fani piszczeli. – Co powiecie, żebyśmy coś zaśpiewali? – spytałam do mikrofonu a przez tłum przebiegł kolejny pisk. – Hmm zakładam, że chcecie usłyszeć piosenkę  Justina. – uśmiechnęłam się a wszyscy wykrzyknęli Baby. Haha no proszę was. Zaśmiałam się. – Dobra. – spojrzałam w stronę gdzie siedział facet od sprzętu i kiwnęłam głową. Spojrzałam na Justina, a ten uśmiechał się szeroko. – Ja zacznę, wy śpiewacie refren. – powiedziałam i zaczął lecieć podkład od ‘Baby’.
You know you love me
I know you care
Just shout whenever, and I'll be there
You want my love
You want my heart
And we will never, ever, ever be apart

Are we an item?
Girl, quit playing!
We're just friends, 
What are you saying?!
Said there's another,
and look right in my eyes
My first love broke my heart for the first time

Skończyłam zwrotki a na sali rozległ się szum i śpiew fanów. Byłam wniebowzięta! Resztę piosenki śpiewałam razem z Beliebers. Oni są niesamowici! Już wiem dlaczego Justin tak ich kocha.
-Jak się bawicie?! – krzyknęłam do mikrofonu, po dwóch godzinach wspólnego śpiewania piosenek Justina z My World. Po Sali rozległ się pisk. – Cieszę się! Którą piosenkę teraz proponujecie? – zapytałam a na sali zrobił się jeden wielki pisk. Zmarszczyłam brwi. Chwilę potem zapadła głucha cisza. Rozejrzałam się dookoła, bo nagle rozległy się pierwsze nuty Believe. Odwróciłam się tyłem do Beliebers i ujrzałam Uśmiechniętego Justina z mikrofonem w ręku.
- Co tam Polska?! – krzyknął po… polsku?! Jak..? Po Sali rozległ się pisk, na wieść, że ich idol umie powiedzieć coś w ich języku. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową z dezaprobatą. Na sali zrobiło się cicho i Justin zaczął śpiewać Believe patrząc na Beliebers, którzy byli jak zaczarowani. Mam nadzieję, że przynajmniej teraz większość osób, która nie była rok temu na koncercie Justina, mogą być dzisiaj tutaj. Zeszłam na bok i przyglądałam się jak Justin wczuwał się w to co robił. Śpiewał całym sercem.
Zostawiłam scenę dla niego i zeszłam dołączając do PolishBeliebers. Stałam obok dziewczyn, które miały od 15 do 18 lat. Podczas gdy Justin śpiewał kilka osób chciało sobie zrobić ze mną zdjęcia, na co z chęcią się zgodziłam. Jedna dziewczyna miała pewnie z 18 lat i miała kilka takich samych tatuaży. Była wysoka i miała czarne włosy. Była po prostu śliczna.
Kiedy rozwiały się nuty do Confident, rozległa się melodia do Never Let You Go. To jedna z moich ulubionych piosenek. Wsłuchiwałam się w tekst i patrzyłam wprost na Jussa.
-Take my hand. – Justin podszedł do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę. Na Sali rozeszło się wielkie „Awww” na co Justin się uśmiechnął. Złapałam jego rękę a on pomógł mi wejść na scenę. – Let’s Just Dance.– odsunął się ode mnie i okręcił mnie wokół własnej osi. – Watch my feet. Follow me.  Przeszliśmy na środek sceny. – Don’t be scared. Girls I’m here. If you didn’t know, this is loooove.



Let the music blast
We gon' do our dance
Bring the doubters on, they don't matter at all
'Cause this life's too long, and this love's too strong(oooh baby!)
So baby know for sure,

That I'll never let you go
So don't fear
Don't you worry 'bout a thing 
I'm here, right here
I'll never let you go
Don't shed a tear,
Whenever you need me, I'll be here
I'll never let you go
Justin śpiewał trzymając mnie za rękę i patrząc w oczy. Gdy piosenka się skończyła przyciągnął mnie do siebie i przytulił z całych sił. 
-Kocham Cię. – szepnął mi do ucha. – Jak nikogo innego na świecie. – dodał na co ja mocniej go ścisnęłam. Odsunął się ode mnie na kilka centymetrów i uśmiechnął się lekko i spojrzał na Beliebers.
-Gorzko, gorzko, gorzko!!! – Beliebers krzyczeli a Justin spojrzał na mnie zdezorientowany.
-On nie rozumie. – powiedziałam do mikrofonu Justina po polsku i się zaśmiałam.
- Kiss Her! – krzyknęło kilka osób na sali.
- Aaa. – Justin spojrzał na nich. – Chcecie tego? – poruszył zabawnie brwiami na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Spojrzał na mnie i cmoknął mnie szybko w usta.
- Oooo – na Sali rozległo się rozczarowanie.
- Właśnie Justin, ooo. – powiedziałam i przekręciłam głowę w prawą stronę. Uśmiechnął się zadziornie.
-Okay. – powiedział i zasłonił nasze twarze swoją dużą ręką i pocałował mnie dłużej. Na Sali rozległy się śmiechy i chichoty.

- Victoria, kochanie. Jesteśmy w domu. – powiedział Justin a ja zaczęłam się wiercić. Pod swoją lewą dłonią poczułam miękką pościel.
-Mhmm. – odpowiedziałam i lekko otworzyłam oczy. Przetarłam prawą ręką i rozejrzałam się po pokoju.
- Nie chciałem Cię wcześniej budzić, dlatego Cię przeniosłem. – powiedział i położył się obok mnie.
- I dlatego obudziłeś mnie teraz? – zapytałam zaspanym głosem a Justin przytulił mnie od tyłu obwiązując mnie swoimi ramionami w pasie. Zaśmiał się na moje słowa. I położył głowę na moim ramieniu.
- Kocham Cię, szczęście. – odpowiedział.
-Mhmm. – odmruknęłam i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Ostatnimi czasy mieliśmy dużo czasu na spędzanie razem, ponieważ Justin po trasie miał wolne. Byłam szczęśliwa, że będzie mógł spędzić z nami najbliższy czas. Podobało mi się również to, że bardziej zaczął opiekować się Jacobem. Uśmiechałam się jak głupia gdy zobaczyłam ich obu jak zasnęli na kanapie. Justin pół siedząc a Jacob miał nogi na udach taty.
Teraz mieliśmy koniec listopada co oznaczało powolne przygotowywania do świąt i wyciągnięcie cieplejszych ciuchów. Razem z Gaby wybrałyśmy się na zakupy i kupiłyśmy dzieciakom cieplejsze i większe ciuszki.
Chodząc po sklepach zwracałyśmy uwagę na zabawki, które mogłybyśmy podarować dzieciakom na gwiazdkę. Chciałam kupić Jacobowi coś innego niż zabawkę ale byłam pewna, że Justin mu ją kupi jak i reszta zaproszonych gości na wigilię.
W jednym ze sklepów, gdzie były ciuchy dla małych dzieci musiałam sobie usiąść.
- Nic Ci nie jest? Strasznie zbladłaś. – Gaby usiadła obok mnie i odgarnęła moje włosy z twarzy.
- Wszystko w porządku, po prostu zrobiło mi się słabo. Mało spałam i to dlatego. Jacob ostatnio choruje i daje nieźle popalić. Zwłaszcza w nocy. – odpowiedziałam.
-Mogłybyśmy poprosić o szklankę wody? – spytała Gaby, młodej pracownicy butiku.
- Oczywiście, zaraz przyniosę. – uśmiechnęła się i zeszła nam na chwilę z oczu.
- Na pewno wszystko okay? – spytała a ja wzięłam od pracownicy szklankę uśmiechając się wdzięcznie.
- Tak, mówię Ci. Ostatnio źle sypiam. – wypuściłam z ust powietrze ze świstem.
Gdy wróciłyśmy do domu byłyśmy obładowane torbami. W domu opadłam na kanapę. Nie miałam w ogóle siły. Byłam wykończona ostatnimi dniami, nocami i dzisiejszymi zakupami.
-Kochanie, co jest? – zapytał Justin i usiadł obok mnie na kanapie.
- Nic. Po prostu jestem zmęczona.
-Faktycznie, Jake ostatnio dał nam popalić. – powiedział to i przytulił mnie do siebie i pocałował mnie w głowę. – Co nie zmienia faktu, że ostatnio wymiotowałaś. – powiedział w moje włosy. Fakt. Tydzień temu, jak wstałam nie mogłam zrobić nic innego tylko zwymiotować do kibla. Byłam zła, tylko nie wiem z jakiego powodu.  
- Musiałam coś zjeść wieczorem. – odpowiedziałam i bezwiednie położyłam głowę na kolana Justina.
- Może poszłabyś do lekarza? – spytał i bawił się moimi włosami.
- Nie, nie ma potrzeby. Muszę się po prostu wyspać. – powiedziałam i ziewnęłam, ale Justin postanowił włożyć swój palec do mojej buzi, który ugryzłam.
-Ey! – jęknął i podmuchał na palec. – To bolało.
- Bo miało. – wystawiłam mu język, a ten wywrócił oczami.
- Ale serio, pójdź do tego lekarza, bo się martwię.
- Nie, nie ma dyskusji. Niedługo mi przejdzie zobaczysz. – uśmiechnęłam się do niego lekko. Podniosłam się i cmoknęłam go w usta. Uśmiechnął się lekko.

Niee, błagam was! Tylko znowu nie to! Rzuciłam wszystko co miałam pod ręką do przygotowywania się do świąt i pobiegłam do łazienki na dole. Doskoczyłam do toalety i zwymiotowałam. Gaby, Chris i Justin polecieli za mną, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Chciałam się podnieść ale nie pozwolono mi i znowu się pochylając, wymiotowałam dalej. Czułam jak Justin zgarnia mi włosy do góry.
- Wyjdźcie. – powiedziałam przed kolejną falą wymiotów. Gaby i Christian musieli wyjść, bo usłyszałam zamykanie drzwi, ale Justin został dalej ze mną.  Ugh, czemu on chce na to patrzeć? Kiedy czułam, że „wypompowałam” z siebie wszystko co zjadłam dzisiejszego ranka i wczoraj wieczorem, spuściłam wodę i zamknęłam klapę klozetową i usiadłam na niej. Spojrzałam na Justina wymownie.
- W zdrowi i w chorobie. – zacytował a ja lekko się uśmiechnęłam.
- Już wszystko okey. Podasz mi kosmetyczkę? – zapytałam a on pokiwał zgodnie głową. Podszedł do szafki i podał mi moją kosmetyczkę. Rozsunęłam ja i zmrużyłam oczy. – Który dzisiaj?
- 20 a co? – kucnął przede mną.
- Spóźnia mi się.
- Co Ci się spóźnia? – zapytał a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Okres! Okres mi się spóźnia! – krzyknęłam a drzwi od łazienki otworzyły się z hukiem. Do środka wpadł Christian i Gaby na nim. No nie wierzę, jak dzieci.
- Jesteś w ciąży! – krzyknęła Gabriella wciąż leżąc na podłodze.
- Nie pierdol. – mruknęłam.
-Język. – upomniał mnie Chris, który zdążył się ogarnąć i pomagał wstać swojej dziewczynie.  Wywróciłam tylko oczami.
- Dzieciaki śpią. – wzruszyłam ramionami i złapałam się za brzuch. Spojrzałam na Justina, który wpatrywał się we mnie jak zaczarowany. – Co? – spytałam nie bardzo wiedząc o co mu chodzi.
- Będziemy mieli dziecko? – zapytał.
- Mamy dziecko Justin. – przypomniałam mu a ten uśmiechnął się lekko. – Nie wiem. – westchnęłam na jego pytanie kiedy ten przysunął się do mnie, żeby mnie pocałować. – Nie! – położyłam mu dłoń na ustach. Zmarszczył brwi. – Przed chwilą wymiotowałam i chciałabym umyć zęby. – powiedziałam a Justin z Chrisem wybuchli śmiechem.  Spojrzałam na nich jak na idiotów. Są sobie warci. – Wynocha! – wskazałam na drzwi i wygoniłam ich z łazienki.
Gaby usiadła na wannie i przypatrywała się jak dokładnie myję zęby i język. Chciałam się jak najszybciej pozbyć tego smaku z mojej buzi.
- Ile Ci się spóźnia? – zapytała a ja spojrzałam na jej odbicie w lustrze.
- Ogólnie mam nieregularne, ale jakieś półtora tygodnia. Zazwyczaj spóźniał mi się tak dwa czy trzy dni. – odpowiedziałam i opłukałam wodą buzię, po czym wytarłam ręcznikiem odwracając się do niej przodem.
- Musisz iść do lekarza. Jeśli to nie ciąża to może być anemia albo coś innego. – powiedziała i ja  złapałam się lewą ręką za brzuch.
- Wolałabym gdyby to była ciąża. – spojrzałam na nią.
- Justin się ucieszył. – Gaby lekko się uśmiechnęła. Przytaknęłam głową.
- Chyba tak. Już wcześniej mówił, że chciałby mieć córkę. – powiedziałam.
- A jeśli to chłopak? To co zrobisz? – zapytała i podniosła się z wanny podchodząc do mnie.
- Pokocham go równie mocno jak Jacoba. Najważniejsze jest to, żeby było zdrowe. – uśmiechnęłam się i wyszłyśmy z łazienki. Chłopaki stali w kuchni gadając o czymś. Przestali kiedy weszłyśmy do kuchni.
- Teraz mogę Cię pocałować? – podszedł do mnie a ja wywróciłam oczami. – Uważam to za tak. – połączył nasze usta w lekkim ale i pełnym uczucia pocałunku. – Byłbym szczęśliwy gdybyś była w ciąży. Jeśli nie to trudno. – szepnął mi do ucha a ja kiwnęłam głową.
- Rzygam tęczą. – spojrzałam na Chrisa ponad ramieniem Justina i zobaczyłam jak pokazuje odruch wymiotny.
- Błagam Cię tylko nie rzyganie. – zrobiłam kwaśną minę na wspomnienie sytuacji sprzed kilkunastu minut a w ustach poczułam ten ohydny smak. – Ble! – drgnęłam i pokręciłam głową, a mój jakże kochany braciszek się ze mnie zaśmiał. Gaby walnęła go otwartą dłonią w klatkę i przytuliła się do niego.

~~Pov Gaby~~

- Chodź skarbie do mamusi. – wyciągnęłam ręce do Melanie i wzięłam ją na ręce. Usiadłam z nią w fotelu, poprzedzając to zabraniem butelki z mlekiem ze stolika. Podałam małej butelkę a ona wzięła ją w swoje łapki i jadła.
Przypatrywałam jej się. Miała śliczne brązowe oczka, krótkie brązowe włosy, pulchniutkie policzki, rączki i nóżki. Mówią, że nosek ma po mnie a usta po tacie.
Odgarnęłam jej włoski z czółka i uśmiechałam się patrząc jak z zaciekawieniem patrzy się na to co dzieje się za oknem. Padał lekki śnieg co w Atlancie rzadko się zdarzało. Owszem padał śnieg mimo to nie było to, to samo co w Stratford.
- Mogę wejść? – odwróciłam głowę w stronę drzwi i zobaczyłam głowę Christiana wystającą zza drzwi. Uśmiechnęłam się lekko.
- Tak. – spojrzałam na Mel. Ma już szesnaście miesięcy. Chris podszedł do nas i pocałował Melanie w główkę, która odwróciła główkę w jego stronę i odsunęła buteleczkę od swojej buźki.
- Tatuś! – pisnęła i upuściła butelkę, którą Chris złapał i postawił na stolik.
- Chodź tu do tatusia. – wziął małą na ręce i podniósł wysoko. Przyłożył twarz do jej brzuszka i połaskotał ją. Mała się zaśmiałam.
- Skarbie, ona przed chwilą zjadła. – powiedziałam i dalej siedząc przyglądałam się poczynaniom taty z córką. Spojrzał na mnie, a po chwili na Melanie.
- Nie zrobisz tego tatusiowi co? – zapytał a malutka się uśmiechnęła. No a co miała zrobić? Chrisiak usiadł na łóżko i posadził sobie Mel na kolanach i podał jej miśka do zabawy. Podniósł głowę i spojrzał na mnie uśmiechając się lekko. Pocałował Melanie w skroń. Uśmiechnęłam się na ten widok. – Jak myślisz… Tori naprawdę jest w ciąży? – zapytał nie patrząc na mnie.
- Wszystko na to wskazuje. – westchnęłam. – poranne nudności, miesiączka się jej spóźnia, zauważyłeś, że ostatnio zjadła kanapkę z marmoladą i do tego ogórek kiszony. – skrzywiłam się na to połączenie. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Nie krzyw się, bo ty też tak jadłaś. – powiedział a ja wytknęłam mu język wstając i podchodząc do niego. Jedną ręką przytrzymywał Melanie, która przytulała z całych sił swojego misia, a drugą objął mnie w talii. Oparłam głowę o jego ramię.
- Chciała zajść w ciąże, dopiero jak odchowa Jacoba. – spojrzałam na Melanie. – jak będzie miał pewnie ze trzy latka…
- Co się stało to się nie odstanie. – przyłożył swoje wargi do mojej głowy, tuż nad uchem. – ale da sobie radę z dwójką dzieci. Jest silna. – szepnął i pocałował mnie w to miejsce.
-Wiem. Tylko martwię się trochę. No wiesz, jest Pattie, ale ona potrzebuje mamy. – powiedziałam i poderwałam głowę z jego ramienia i spojrzałam na niego. Westchnął. – Przepraszam. – powiedziałam do niego.
- Nie masz za co, kochanie. To nie Twoja wina. To nie jest wina nikogo. – patrzył mi w oczy. – Ja też się martwię. Martwię się o to, że mama sobie nie przypomni. Boję się o to, że Victoria ponownie straciła matkę. Boję się o to, że jeśli mama znów weźmie zdjęcie moje i Tori, jak mieliśmy po roku i znowu się rozklei i znowu się załamię. Boję się o obie, równie mocno jak ty o Melanie jak dzieje się jej krzywda, gdy jest chora. – odpowiedział a ja potrząsnęłam głową i mocno wtuliłam się do mojego narzeczonego.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam. – obdarowałam jego klatkę piersiową pocałunkami.
- Kocham Cię najmocniej na świecie. – szepnął mi do ucha.
- Kocham Cię. – usłyszałam słodki głos dziecka. Spojrzeliśmy oboje na Melanie potem na siebie i potem znowu na Mel. Christian podniósł ją i postawił sobie na kolanach. Miała uśmiech na ustach i jej wzrok przebiegał z mojej twarzy na twarz Christiana. Złapałam małą za rączkę i spojrzałam na Chrisa, który wpatrywał się we mnie.
-Kocham Cię. – powiedziałam i dałam mu buziaka w usta. Uśmiechnął się.
Po kilkunastu minutach zeszliśmy na dół do Justina i Jacoba, którzy bawili się samochodami. Zapytałam Justina gdzie jest Victoria a on poinformował mnie, że poszła się położyć, bo źle się czuła. Posłałam mu pokrzepiające spojrzenie i usiadłam na kanapie. Tatuśkowie bawili się ze swoimi dziećmi samochodami. Byłam lekko sfrustrowana, że moja córka woli bawić się samochodami niż lalkami. Wiedziałam z czym się to wiąże, wiedziałam to z własnego doświadczenia i Victorii. Bałam się, że w wieku 15 lat będzie chciała wsiąść na motor. Z drugiej strony wiedziałam jak to bardzo korci i jakie to jest uczucie, dlatego nie zamierzam jej niczego zabraniać. Do pewnego stopnia.
Przypomniały mi się sytuacje z Tori i Luke’iem za czasów sierocińca. Kiedy to wymykałyśmy się opiekunkom, albo pod pretekstem zajęć dodatkowych kiedy to Luke i jego kolega zabierali nas na przejażdżki motorami. Luke był dla nas jak brat, natomiast jego przyjaciel,  Jose był dla Victorii za nadto miły. Luke kiedyś powiedział mi w sekrecie, że Torii podobała się Josemu. Czemu mnie to w ogóle nie zdziwiło? Uśmiechnęłam się do swoich wspomnień.
-Czemu się tak głupio uśmiechasz? – usłyszałam kobiecy głos i odwróciłam się w tamtą stronę.
-Jak się czujesz? – zapytałam.
- Dobrze. – odpowiedziała i klapnęła na kanapę obok mnie. Spojrzała w stronę chłopaków i Melanie. Przyglądała się swojemu synkowi. Patrzyłam jak jej usta wyginają się w uśmiechu kiedy Jacob ją zauważył i podbiegł w naszą stronę. Złapała go i podniosła do góry, po czym opuściła go na swoje kolana a on się w nią wtulił.
- Co tam, mały szkrabie? – zapytała Jake’a i pstryknęła lekko palcem jego nosek. Ten tylko lekko się uśmiechnął.
- Jeść. – powiedział to tak słodko, że aż zachichotałam.
- Tatuś nie dał Ci jedzonka? – patrzyła na niego uważnie, a ten pokręcił przecząco głową. – Justin? – spojrzała na swojego męża.
-Dałem mu. – żachnął się. – wypił całą butelkę mleka. Podszedł do nich i poczochrał małemu włosy. – Kłamczuch. – szepnął mu do ucha, na tyle głośno, żeby wszyscy usłyszeli. Christian i Victoria wybuchli śmiechem.
- Zostały cztery dni do wigilii. – powiedziałam a wszyscy spojrzeli na mnie. Od dłuższego czasu mieliśmy dylemat. Chcieliśmy ten dzień spędzić razem. Justin, Vika i Jacob dostali zaproszenie od Pattie na wigilię do nich, a ja z Chrisem i Melanie do rodziców mojego narzeczonego. Było mi głupio.
-Może po prostu wigilię spędzimy razem a na święta polecimy do rodziców? – zapytał Chrisiak a my spojrzeliśmy na niego jak na idiotę.
- Samoloty nie latają w święta. – powiedziała Tori. Jake siedział na jej kolanach i próbował rozebrać samochód z zaskakującym skupieniem.

-A Justin nie możesz załatwić prywatnego lotu? – zapytał i wzrok każdego znajdującego siew tym pomieszczeniu skierował się na Justina. Ten tylko podrapał się po karku. 
______________________________________________________
Hej! 
Jest nowy rozdział! 
Na samym początku bardzo chciałam podziękować dziewczynom za miłe słowa pod ostatnim rozdziałem :) Kocham was <3
Rozdział jest dzisiaj tak jak obiecałam ;)
Nie zorbiłam wam tego :p Mam nadzieję, że się cieszycie :D 
To chyba tyle ;)
Lova ya all! <3